Państwo Kochliwi

Miałam Wam zrobić szybki wpis o tym, że Łucja wróciła z Zielonej Szkoły i ja utknęłam w górze prania 🙂 I o tym, że zakochała się w prowadzącym (Tymku) i pamiątkowy album ozdobiła napisem: I love pan Tymek 🙂 Co zresztą Lutka skwitowała, że dobrze, iż co roku Zielona Szkoła jest w innym miejscu 🙂 I że Łucja nie ma jak nam opowiedzieć jak JEJ te wakacje minęły, bo cały czas Mieszko JEJ opowiada co ON robił przez ten tydzień 🙂

Aaale, Lilka późnym popołudniem wyrżnęła nogą w stół, palec zrobił się fioletowy (nie od razu, bo po kilku godzinach) i okazało się, że panna nie może stanąć na stopie. Całe szczęście był akurat Diabli co przyjechał zobaczyć powrót swojej małej-największej podróżniczki, bo wziął Lilkę i pojechał z nią na ostry dyżur. Ja w tym czasie nakarmiłam Łucję i razem z Mieszkiem wykąpałam. 

Gipsu, ku wielkiej rozpaczy Lilki jednak nie mamy, ale w kartotece doszły jej dwa kolejne rentgeny. Stopa jutro pewnie będzie fioletowa, ma nie stawać na palcach przez trzy dni, a na mnie spadło robienie okładów co trzy godziny 🙂 Niusem dnia jest więc zauroczenie Lilki panem Filipem, czyli doktorem, który ją badał (bo Lilka uwielbia lekarzy), który był wspaniały aż do momentu, kiedy powiedział, że gipsu NIE założy :))

Więc dla równowagi wkleję Wam Mieszeczka, który emabluje małą sąsiadkę…

Ludziki

O figurkach spersonalizowanych  z klocków już już w pewien sposób było. Na przykład, w ubiegłym roku jak dziewczyny kończyły zajęcia pierwszego semestru z eksperymentów, dały prowadzącej mini-figsa w Laborantką. Prezent spodobał się bardzo. I zachciało nam się do tego projektu wrócić. Powód był prozaiczny. Zbliża się zakończenie roku szkolnego  i są osoby, które warto nagrodzić, ale bez jakiegoś wielkiego szumu. Btw. to też dobry prezent na dzień ojca. 

Ma Łucja instruktora pływania i wymyśliła, że zrobi breloczek (dla niego) z NIM. Figurki Lego są dość amorficzne, więc generalnie łatwiej zmontować mężczyznę niż kobietę.  Ale do przepisu…. Zmontowany został ludzik- z tą częścią nie było problemów – ma urok takie montowanie element po elemencie bo dzieciaki pamiętają skąd pochodzą poszczególne klocki. A burzę mózgów mieliśmy  przy rekwizytach (które i tak jako pierwsze odpadną, bo naruszają opływowość sylwetki). Czy trójząb, czy butelka, czy okulary do pływania? Poszczególne elementy zostały sklejone i pozostało tylko przyczepić zawieszkę w z breloczkiem. Breloczki, ogniwa i pętelki mieliśmy. Kiedyś wymyśliłam, że będziemy robić breloczki z korka (wyszły takie sobie, choć zapas korków rokuje, że temat powróci) i miałyśmy tego żelastwa spory zapas. Ogłowiłam się tylko jak połączyć zawieszkę z figurką. Kombinowałam wiertarkę, myślałam, że może u szewca będzie taki rozmiar wiertła, albo może podjadę do mojej dentystki, ale Krzycho telefonicznie doradził: spróbuj na ciepło. Rozgrzej nad ogniem tę cześć i powinno być okej. I miał rację. Ten plastik jest tak miękki, że zawieszka weszła jak w masło.

I wersja po zapakowaniu 🙂