Pomóż mi wróżko, błagam Cię o radę. Tak bardzo chciałabym mieć dziecko. Jestem bardzo samotna!
– zaczęła szkolne przedstawienie Łucja, a wszyscy spojrzeli na mnie 🙂
Tak było! Chciałam mieć taką Calineczkę i dostałam 🙂 Nawet w dwóch sztukach i jednym sztuku. Co więcej marzyłam, żeby była do mnie podobna i nawet miała alergię, bo to wymusi na niej określony styl życia i wygląda na to, że sobie wykrakałam, bo Łucja niestety alergię na pyłki ma Cały czerwiec porankami smarka i dziś jak ją przepytałam o objawy to okazuje się, że strasznie ją w środku nosa swędzi. Obiecałam jej więc, że kiedyś będziemy urywać się na 4-5 dni na początku czerwca w strefę gdzie nie pyli, czyli nad morze, do Wieliczki, albo na pustynię 🙂 i to będzie jej pomagać, bo mi pomagało.
No ale do przedstawienia. Było o Calineczce i Łucja zgłosiła się do roli, której nikt nie chciał, czyli kobiety. To był bardzo dobry wybór, bo chociażby nie musiałam kombinować jakiegoś specjalnego stroju. Klasowy dowcipniś, czyli Jędrek był elfem, no a znana z teatralnego zacięcia Zoe Calineczką.





Co więcej znaną już mi metodą ogłosiła wczoraj po kąpieli, że rano musi być w szkole wcześniej i na galowo, bo jedzie mikrobusem ze szkoły na wręczenie dyplomu i medalu „no wiesz, za te wszystkie olimpiady”. I ze szkoły wróciła z kolejnym trofeum, które błyskawicznie przejął Mieszko, bo to przecież ON kolekcjonuje medale :DD

Dla równowagi obiegówka Liliany idzie nam słabo, bo zgubiła książkę z biblioteki…
