Czwarty rok nauki baletu był tradycyjnie zakończony pokazem. Bufff… Ale tym razem pokaz miał się odbyć nie w sali po zajęciach, ale takim festiwalu- przeglądzie Gok-owskich klubów. I nie ukrywam bałam się jak to wyjdzie… (mowa oczywiście o Lilce).
Panna od rana miała huśtawki nastroju. A to super wszystko fajnie, a to foch i pisk. Stawiłyśmy się do reprezentacyjnej siedziby Gok-u, pani je uczesała i pomalowała, dziewczyny siadły przed sceną (miały wychodzić jako czwarte) lecz chwila przed wejściem na scenę Lilka podeszła do nas i powiedziała:
- Zmieniłam zdanie. Nie będę występować.
Jedna mamuśka mnie przed przedstawieniem męczyła: Czy dziewczynki mogą przypomnieć Madzi układ, bo jej się końcówka myli? Pomyślałam wtedy: Jaki układ? Tutaj zaraz Lilka położy całe show, bo pani ustawiła wszystko pod nią, ona ma być w centrum i wykonywać najważniejszą choreografię, a ja mam się przejmować czy kroki zapamiętała?
I tak też było 😦 No dobra, tak w 3/4 na końcówce już tańczyła, ale to było słabe. No cóż, wyglądały za to wspaniale 😀






