Wybrałam się dziś rano na Jogę. Zajęcia z Zumby się skończyły, mam ochotę na jakiś maraton zumby, ale to jest w godzinach późno-wieczornych, więc technicznie trudne do zrobienia. Wrócę więc pewnie do niej jesienią. Bieganie po okolicznych polach ze względu na alergię leży, ale dostałam zaproszenie na jogę, więc poszłam. Yoga classes miały być w budynku, ale jak doszłam to okazało się, że są na dworze. W parku, na wieeelkim trawniku. Trochę było chłodno, ale przynajmniej nie kichałam 🙂
Iii?? Fajnie. Naprawdę się odprężyłam, chociaż ja ogólnie jestem odprężona 😉 Co więcej jak doszliśmy do tego buczenia, to tak już byłam wkręcona, że to Raaaam, rzeczywiście brzęczało w całym moim ciele. Biegały między nami wiewiórki, więc chyba też lubię jogę. Podobało mi się. Co więcej, okazało się, że jutro jest Międzynarodowy Dzień Jogi i też jestem na zajęcia zaproszona. W innym miejscu i o jakiejś kosmicznie wczesnej godzinie, ale z dzieciakami już ustaliłam, że może tak być, że jak się obudzą to mnie nie będzie (lecz szybko wrócę 🙂
(moja noga to obrazek w prawym górnym rogu 🙂

