-Uciekinier
Włączyłam sobie wczoraj do prasowania Running Man-a. Ależ to genialny film był 🙂 W ogóle się nie zestarzał. I bardzo fajnie, że nikt nie silił się na wymyślanie strojów przyszłości. Stroje w filmie to kwintesencja ’80-tych i to jest takie kosmiczne, że po prostu pasuje. Teksty Arnold rzuca na poziomie Bonda i chociaż leciało to w środku nocy z przyjemnością sobie obejrzałam.
A dziś wzięłam na warsztat stół z kuchni. Przypomnę, że pastwię się nad nim średnio co dwa lata, był już różowy, był pociągnięty ciemno-brązową farbą do zacierek i był też biały. Sąsiad dał ręczną szlifierkę, więc piłuję. Jutro muszę pojechać do marketu budowlanego po papier ścierny o wyższej gradacji to pójdzie szybciej. Przy okazji kupię lakier bezbarwny z wałeczkiem. I może aceton, bo z uchwytów inaczej nie sczyszczę. Fajnie było by skończyć jutro to cyklinowanie, bo maszyna strasznie hałasuje, a akurat po sąsiedzku pusto (warsztat ze względu na tę ilość pyłu zrobiłam sobie na dworze) i nikomu to nie przeszkadza.

U góry dolnego obrazka macie before, niżej pierwszy after. Będzie mocniej zeszlifowane, ale nawet jeśli zatrzymam się na tym etapie, to i tak jest już dużo lepiej 🙂

I jeszcze tak bonsusowo „Późny obiad” z wczoraj 🙂

