Zawsze jak wracaliśmy z z kolonii, albo z wakacji od babci, czekały na mnie i na mojego brata prezenty. To nie było nic wielkiego. Czasem jakieś książeczki, jakieś ubranie, czy coś z cyklu szłam, zobaczyłam, pomyślałałam/-łem o Was. I właściwie to nie wiem, który z rodziców tę kupkę tworzył, ale nawet jak przyjeżdżaliśmy jako stare konie, ze studiów to ta kupka zawsze była.
To było miłe i rodzice z tego NIE wyrośli. Teraz tworzą kupki dla wnuków, a ledwo wejdę do ich domu ja, Lutka zabiera mnie do sypialni, otwiera szafę i mówi: Wiesz, kupiłam sobie, jeszcze jest z metką, ale nie dobrze się w tym czuję.
Btw. śmieszna była akcja jak ostatnio założyłam białe spodnie w kratę i Lutka się mnie pytała, skąd je mam.
- Jak to skąd? Od Ciebie.
- Ja takie kupiłam? Ale chyba od razu dla Ciebie?
- Nie. Chodziłaś w nich.
- Byłam aż tak szalona? 🙂
Przygotowałam kupkę dla dzieciaków (które wróciły z weekendu bez mamy) i widzę, że też uznały to za oczywiste 🙂 A później sobie paznokcie z dziewczynami pomalowałyśmy. Paski pomarańczowo-żółte i naklejki z kotami 🙂 Mi się utrzymają nawet z tydzień, ale na tej małej powierzchni dziecięcej to pewnie się poobtłukuje 🙂

