Diabli zabrał dzieci na weekend. Gdzieś na przyrodę. Ja miałam iść na maraton zumby dziś na 13-tą, ale utknęłam przy udrażnianiu zlewu. Potrzebny był nawet hydraulik (nie wyglądał jak polish plumber, ale za to był w pakiecie ubezpieczenia 😉 Muszę zapakować Łucję na zieloną szkołę i przejrzeć zdjęcia do fotoalbumu. Skosiłam też sobie trawę i zaraz narobię placków ziemniaczych na dwa dni (projekt tylna ścianka ujawnił, że w domu mam dużo ziemniaków, jajek, mąki i śmietany oraz kilka truskawek- te ostatnie podam osobno 😉 Za oknem po przekątnej sąsiedzi grillują, a po drugiej przekątnej wyciągnęli przed dom wielki stół do ping-ponga i grają razem ze swoimi gośćmi. Sąsiad klezmer ćwiczy szanty w drzwiach tarasowych.
I takie zdjęcia właśnie dostałam:



