Towarzyskie lato

Ciągnie już taką jesienią, więc chyba to koniec lata? Jak przystało na lato, minęło za szybko 🙂 Miałam takie myśli w czerwcu, że zazdroszczę Brytyjczykom krótkich wakacji, bo to jednak łatwiej zorganizować i zaplanować, ale zleciało nie wiadomo kiedy!

Gdybym miała szukać mianownika do wszystkich naszych wycieczek użyłabym słowa: towarzystwo. Po raz pierwszy u dziadków dziewczyny miały koleżankę – wnuczkę sąsiadów. I była to znajomość tak intensywna, że Łucja uznała Wiktorię za swoją NAJLEPSZĄ koleżankę. Oraz kazała mi umówić się z jej mamą na przyszłe wakacje 😉 Podczas naszej krótkiej wizyty w Bieszczadach i w Rymanowie panny poznały Gosię i to z nią biegały do późna. A jak pojechaliśmy nad Drawskie to dziadki miały znajomych, a nasze dzieciaki bawiły się z niemieckimi wnukami gospodyni.

Były więc góry, jeziora i morze. To ostatnie zupełnie nieplanowane, ale sponsored by dzieci (zwrot podatku) i przez nie wykorzystane 100 % -owo ;))

  1. Łucja czytała. Dostała na urodziny Anię z Zielonego Wzgórza i ją wciągnęła. To duża rzecz i chyba jeszcze za poważna dla niej, ale dała radę. Niektórych słów nie rozumiała, przerywała wtedy czytanie i pytała co znaczy: oburzony, próżny, seminarzysta i plebania :)) Wiem, wiem, w świetle nadchodzącej komunii słabo, że nie znała dwóch ostatnich…
  2. Lila jeździła na rowerze. Zaczęła na początku lipca i zgodnie z tym co przewidywałam sport pokochała. Doskonale lawiruje między przeszkodami i nie męczy ją to. Jeździć, jeździć i jeździć.
  3. Zdałam sobie sprawę, że Mieszula jest wyjątkowy. Nie tylko słodki i uroczy, ale wyjątkowy. Zasługa to ludzi, których poznałam latem. Zawsze mi tak ginął przy nadzdolnej Łucji i błyskotliwej Lili. A w towarzystwie sfokusowanym na chłopcach usłyszałam, że MIESZKO jest niezwykły. Bardzo mądry, z ogromnym poczuciem równowagi i opanowany. No taki jest 🙂

Hitów było kilka. Dziewczyny bawiły się przy piosenkach śpiewanych przez jakieś wiewióry (helowe przyspieszone dźwięki), ja zakochałam się w chórku acapella wykonującym hity Shakiry i w ogóle Shakirze, która jest jednak niesamowita 🙂

Była pogoda, dobre jedzenie i jeszcze lepsze humory. W domu nie było mnie dwa miesiące z krótkim przerwami, wiec ogarnianie potrwa jeszcze kilka dni. Wklejam Wam foty z Orońska – jest tam Centrum Rzeźby Polskiej. Trafiliśmy tam podczas jednego z letnich przejazdów. Lat temu z 15 byłam tam zawodowo i pamiętałam, że warto zajrzeć. I warto rzeczywiście! Piękny park, niezła kawiarnia i puste alejki. Super opcja na przerwę na kawę w podróży 🙂

To wyżej to Muza (chyba), a niżej Paw (błękitne rurki) i Sen (rozrzucone kamienie).

To Trzy Gracje i nasza koncepcja Trzech Gracjów ws Śniadania u Tiffanego 😉

Głowa zanurzona w ziemi

I jeszcze taka instalacja: Bambini (czyli Dzieci), bo to przecież o nie przez te dwa miesiące chodzi, nie? 😉