w deszczowym biegu

Z organizacją imprezy jest jak z pracą w piekarni… Im wcześniej zaczniesz, tym większa szansa, że się wyrobisz. I, i ile party w okresie słoty organizacyjnie ogarniam, to na letnie urodziny Łuczy mam zawsze niedociągnięcia. Dziś okazało się, że świeże figi, które jeszcze przedwczoraj były, dziś są w sklepie niedostępne. A niezbędną do szaszłyków yakitori przyprawa Mirin powinnam była zamówić przez net, bo skąd ją niby teraz wziąć? :/ 

<><>

Idę z Lilką i coś tam gadamy. Ona uważa, że potrafi czytać psom w głowach i mówi mi czasem co one myślą, albo jak mają na drugie imię. Pytam więc, bo zauważyłam gościa, który ciągnął średniej wielkości kundelka:

  • Lilu, złapałaś z nim kontakt?
  • Tak. Ale nie chciał mi powiedzieć swojego imienia.
  • Ale coś Ci Ci powiedział?
  • Tak. Że cieszy się, że pada bo nikt nie będzie go głaskał.
  • To dobrze?
  • Tak. Bo on tego nie lubi.

🙂

<>

I jeszcze Wam wkleję, rozkładaną co chwila, galerię zeszytów i ruszam dalej z tymi przygotowaniami 🙂