Kapcie mamy, kolejny punkt z listy 2DO odpadł, więc można było się rozerwać 🙂 W lokalnym muzeum jest wystawa poświęcona piernikom Toruńskim (ależ marzy mi się weekendowa wycieczka w tamtą okolicę!) i od niej zaczęliśmy… Okazało się, że wystawa wystawą, przyprawy można wąchać, a uczestnicy pierniki robią! I na miejscu nam je wypiekali! 🙂




<><>
Poootem zbieraliśmy łaciate jeszcze o tej porze roku kasztany 🙂 To było zabawne patrzeć, jak szybko ciemnieją!

<><>
A poootem… zabraliśmy babcię na grzyby! Tak!!! wyobraźcie sobie, że na grzyby można pójść o 14-stej, spędzić w lesie godzinę i uzbierać koszyk! Grzyby są, SĄ wielkie, dominują prawdziwki i gdyby nie to, że poszłam sobie w klapeczkach i w którymś momencie śmignął mi między nogami wąż, pewnie bym uzbierała kilka razy tyle 😉 A tak to szłam sobie przy drodze. Tytuł królowej grzybobrania należy się Łucji, która jako pierwsza znalazła grzyba i to od razu borowika! 🙂


