Tour rodzinny

Rozpoczęliśmy ostatnią tegoroczną wakacyjną wyprawę. Tym razem całorodzinną. To ważne, bo Diabli ostatni raz na wakacjach był trzy lata temu!!! Tak to jeździłam sama z dzieciakami, albo mąż mnie odwoził i wracał. A tym razem jedziemy WSZYSCY. Zielone światło na urlop tatin dostał dwa dni temu, więc decyzje zapadły błyskawicznie.

Dokąd??? Bułgaria! Nie było problemu z zarezerwowaniem w ostatniej chwili fajnego noclegu 50 metrów od morza (foto plaży wyżej), dodajmy co nie bez znaczenia w cenie niższej niż nad Bałtykiem. Plaże szerokie i piaszczyste, a woda ciepła… Musiałam tylko szybko w nocy zrobić kilka prań i dopakować walizkę (dziś u Lutki będę prasować).

Podróż jest długa więc podzieliśmy ją trzy etapy. Pierwsza etap to dojazd do dziadków (i już jesteśmy),  gdzie zostawiamy psa, no a jutro jedziemy dalej. Przesypiamy noc w Rumunii (hotel klepnięty) i jedziemy w niedzielę rano do Bułgarii. Zobaczymy jak nam pójdzie, bo jeśli w miarę szybko, to może drogę powrotną (w przyszłą niedzielę) zrobimy bez noclegu… Chociaż po dzisiejszym odcinku do dziadków, kiedy przerobiliśmy po drodze zęboczyny, ślinoczyny i paznokcioczyny nie wiem jak to będzie tyle jechać….

No ale od dziadków do Czarnego morza mamy 1500 km, więc bałam się robić to na jeden raz. Diabli strasznie się szykował do tej podróży 🙂 Kupował sobie klapki, maskę oraz rurkę i zapakował apteczkę 🙂 Maskę z rurką dla dzieciaków trzeba było dokupić. Łucja dostała SWÓJ zestaw na urodziny, ale w wannie były straszne o to awantury. Na szczęście potrzebny był tylko jeden więcej zestaw, bo Lila pływa TYLKO z maską, a Mieszko TYLKO z rurką. :DD 

<><>

Przemaglowałam Lutkę o bukiet z kwiatów na Matki Boskiej Zielnej. Na twitterze macie linka do tematu. I okazuje się, że babcia robiła!!! Lutka oczywiście nie wiele pamięta, ale mówi, że babcia robiła ZAWSZE z kwiatów ogrodowych, wkładała krwawnik i jabłko na patyku! Muszę przepytać ciocię Ulę, bo ona z babcią mieszkała i może pamięta lepiej.