Ósme- czytelnicze! :)

Prawie osiem lat temu urodziła się Łucja. Panna zdolna, mądra i dobra. Cudowna bajkowa księżniczka, którą wszyscy kochają, bo dba i troszczy się o cały świat. Ambitna i wrażliwa. Od początku wiedziałam, że taka będzie. Najpierw ten zachwyt na sali porodowej, że takie piękne dzieci to się nie zdarzają, a potem mój dół na sali po-porodowej, że ja nie dam sobie rady z kimś tak idealnym. Że na nią nie zasługuję. I zła jestem na siebie zawsze jak na nią fuknę, albo potraktuję ostrzej, bo jak akurat mam jakiś inny temat w głowie. Próbuję potem jej to potajemnie wynagradzać, ale obiecałam dziś sobie, że postaram się. Postaram się bardziej. Ja.

Dużo było organizacyjnego biegu i kilka udawanek 🙂 Np. patiomkinowska donica przed domem została rano przeze mnie „zasadzona” kwiatami z pobliskiego pola. Ale tak na niby bo zasadzenie polegało na powtykaniu w ziemię kwiatków. Czyli efekt na jeden dzień 😉 Albo np. tort. Nieoczekiwanie dobry, ale taki nie do końca klasyczny, bo arbuzowy 😉 

Goście dopisali, acz druga tura urodzinowa będzie. Pewnie jakoś na koniec lata. Prezenty były głównie książkowe (i trzecią część Duni Łucza przeczytała jeszcze na urodzinach – siadła na kanapie i nie bacząc na gości wciągnęła) i odzieżowe. Bardzo to fajne, bo urosła, idzie jesień i wszystko się przyda. Dostała też maskę do pływania z fajką o jakiej marzyła.

Tematem jedzeniowym była kuchnia fusion. W planie a) miała być hiszpańska i od gazpacho zaczęliśmy. Ale zmieniłam zdanie i dania następujące to był miks kulinarny 😉 Szaszłyki yakitori, które są absolutnie rewolucyjne i zupełnie inne (użyłam kurczaka, bakłażana i grzybów shitake) oraz karkówka w sosie miętowym. Sałatki i foccacia zamiast chleba 🙂 Do picia ayran, który wyjątkowo pasował Krzychowi, kompot i woda! 🙂 Dzieciaki dostały zupę jarzynową (made by babcia Lucia) i kiełbaski z grilla na życzenie (Mieszko).

I tort! Pyszny i lekki. Migdałów nie prażyłam, bo Łucja nie chciała. W dwóch częściach, bo bałam się, że taki wysoki mi się rozsypie. Jest mokry, więc chociaż kładłam bitą śmietanę godzinę przed imprezą i tak puścił soki i trochę popłynął 😉  STO lat! I wystrzały z petard! :)))

Następnie płatki to były układane gościom na głowy… A potem Łucja je wybrała i wyniosła na osiedle… Znowu będą się sąsiedzi dziwić skąd te płatki wszędzie… 🙂 A ubiegłoroczne to do dziś zbieramy po ogródku :)))

Sto lat moja królewno!!!