światło w tunelu organizacyjnym

Okres pomiędzy wyjazdami jest strasznie zapchany. Pomijając górę prania i prasowania (wiecie, że dopiero wczoraj wyprasowałam bluzkę jaką Łucja miała na zakończenie roku szkolnego?), odwalam zaległe wizyty lekarskie. Wczoraj byłam z Lilką u dentysty, gdyż na ostatnim wyjeździe okazało się, że nie może jeść bo ją zęby bolą (kolejne dziury w mleczakach), a dziś miał być szczepiony Mieszko. Ocknęłam się z miesiąc temu, że Młody nie ma (w przeciwieństwie do dziewczyn) szczepionki na ospę, a bardzo mi zależało na tym, żeby przed przedszkolem go zaszczepić. Boję się tej ospy, różnie ją u mnie w domu przechodzono, więc nie chcę ryzykować. Aaale, okazało się dziś na wizycie, że już go szczepiłam :))) Dwa lata temu :))

Bardzo to dobra wiadomość, więc skoro tak Eugeniuszowo zaoszczędziłam zamówiłam plecak i piórnik dla Lilki 🙂 Łucji plecak jeszcze z pół roku pociągnie, więc dostanie tylko nowy piórnik, bo ubiegłoroczne pomazała. Przy okazji dorzuciłam też fartuszek dla Młodego i naklejki na zeszyty! Podręczniki będę zamawiać z sąsiadką jutro i wcale to nie jest za wcześnie, bo w sklepach już jest tłoczno przy regałach z artykułami szkolnymi! 🙂

<><>

I kombinuję ciasta z rabarbarem. Za mną takie z rabarbarem i pomarańczą na kruchym cieście (pycha), ale jutrzejsza wersja będzie bardziej wytrawna bo z imbirem 😉