Mirabelki z bunkra

Wiecie już po tej wstępnej fotorelacji co to było? 😉 Zwiedzaliśmy bunkry, czołgi i katiusze i trafiliśmy na dzikie drzewka owocowe! Czytałam ostatnio niezły artykuł o miejskich przetworach i o tym jak grupki aktywistów zdrowego żywienia wyszukuje między blokami zapomniane owocowe drzewka i robi z nich dżemy, kompoty i inne przetwory. Czemu więc nie? Podjechaliśmy więc tam dzień przed powrotem, ustaliłam to z gośćmi pilnującymi obiektu i rozpoczęliśmy zbieranie. Uzbierany kosz to czerwone mirabelki. Mają cudowny zapach, mączny smak, nie są tak wytrawne jak śliwki, ale są słodkie i bardzo ładnie odchodzą od pestki. Postanowiłam zrobić z nich kompoty (14 słoi) i dżemy (8 słoików). Bardzo się cieszę szczególnie z tych pierwszych. Dzieciaki przyzwyczaiły się na tych wakacjach do kompotów, a to zawsze mniejsza chemia niż soki.