Za nami trzecia tura urodzin Lilki 🙂 Dotarła siostra Diabla z przyległościami i chrzestna Lilki. Doszły kolejne klocki i wydane zostały kolejne posiłki. Zrobiłam ponownie pikantne polędwiczki, Diabli wyszykował swoje danie popisowe z pomidorów (linkę Wam jak się obudzi i powie mi jak nazywał się kucharz, którego naśladował), a na deser podałam parfait z truskawkami i malinami. To ostatnie jest pyszne; tym razem wzięłam przepis stąd (choć zastąpiłam galliano likierem bananowym), ale warto zaczekać aż owoce będą ciut słodsze 🙂
<><>
Z samego rana panny były natomiast na eksperymentach. Zabrałam z nami Mieszka, bo Diabli chciał mieć pustą chatę na czas wielkich przedimprezowych porządków i gdy dziewczyny ćwiczyły spacerowaliśmy po okolicy. I… trafiliśmy na grupę RYCERZY tłukących się przed jakimś turniejem. Tak dobrze! Uderz jeszcze raz z boku, bo to dobrze wyglądało! Podskoczyliśmy tylko do pobliskiego sklepiku po soczek w butelce i zasiedliśmy do widowiska na ławce 😉



Zabawna była akcja przed wejściem na eksperymenty. Dziś prowadzącymi było dwóch młodych gości. Zaczęli usadzać dzieciaki, ale złapałam przed wejściem na salę Lilkę i zaczęłam jej czesać włosy (bo miała taką poranną szopę). Podeszła do mnie Łucja i mówi bezgłośnie, żeby ją też uczesać. Tymczasem słyszę jak ci dwaj goście mówią do siebie w środku:
- A gdzie dziewczyny?
- Czeszą się.
- CZESZĄ?
I tu nastąpiła chwila dłuższej ciszy sądzę odpowiedniej do kiwnięcia głową i przewrócenia oczami :)) A potem te gwiazdy weszły na zajęcia :DDD
