Chyba wrócę do szczegółowego planowania dnia… Ucieka mi ten czas i jak próbuję pod wieczór wybrać moment, kiedy miałam coś tam dodatkowego zrobić, to wydaje mi się, żebym już nic nie wepchnęła. A czas przecież jest elastyczny!
Tygodnie i dni ogólnie planuję od dawna. Trochę pomaga, ale same dni się jakoś rozłażą. Realizuję zaplanowany punkt, ale nic więcej… Na dziś miałam w planie: Farby. I kupić kupiłam, ale nic ponadto. Ani stanowiska pracy nie przygotowałam, ani nie rozpoczęłam malowania… A pomalować, a właściwie PODmalować, trzeba! Tradycyjnie na wiosnę, przed urodzinami Lilki straszą ściany na dole. Pomazane długopisem (po prawej od pianina), wypaćkane dżemem (tuż nad stolikiem dziecięcym) i spalcowane brudnymi palcami (koło drzwi i kanapy). To taka większa prowizorka, ale będzie nieco lepiej! 🙂
I foto z marketu. Miłe zaskoczenie, że pojawiły się koszyki z samochodzikami. Młody siedział i trąbił, a ja spokojnie wybierałam wałeczki, pędzle i farbę :))

