Godzina do przodu (a chętnie nawet i trzy)

Chyba pierwszy raz w życiu z taką niecierpliwością czekam na zmianę czasu. Budzą się mi dzieci o… 5:30…Czasem zresztą jest to ciut później bo o 5:40, ale czasem jest tak jak dziś, czyli przed piątą 😦 Pierwsza wstaje Łucja, a jako, że jest osobą towarzyską budzi całą resztę. Oficjalnie: nie celowo, ale jeśli zapala światło by poczytać, albo siada przy biurku i grzechocze w kredkach to wiadomo, że prędzej czy później Lilkę obudzi. Przychodzi też do mnie zapytać się CZY może już wstać i do Mieszka sprawdzić czy przypadkiem się nie obudził. Zjawisko trwa od 2 tygodni i czekam na zmianę czasu bo wtedy taka wczesna godzina będzie mieć minimalny sens!

Głęboko wierzę w potęgę snu. Marudzenie, zły humor i podatność na przeziębienia to zawsze wynik niewyspania. Pokoje dzieci są zaciemnione, a godzina kładzenia dzieci spać nie ma znaczenia i nie wpływa na porę pobudki. Snuje się ta Łucza po domu, hałasuje, myszkuje po kuchni (zresztą nie sposób nie zgłodnieć jak przed Tobą nawet 3 h do śniadania).  Ja jestem nabuzowana bo uważam, że MOŻE poleżeć w łóżku, tym bardziej, że JA też się nie wysypiam! Dziś zamiast do szkoły zabrałam ją na spacer do lasu, bo wpadłam na pomysł, że może jest niedotleniona i trzeba ją przewietrzyć, ale nic nie pomogło. W dzień się nie zdrzemnęła. Położę ją za to spać o 19-stej 😉 Byle do weekendu bo wtedy nam zegarki przesuną!

<><>

Rowerzysta:

Update: mąż mnie poinformował, że ta zmiana czasowa co nadchodzi to będzie jeszcze bardziej niekorzystna :/

Że tak jak teraz wstaje o piątej, to będzie wstawać o czwartej… Wspaniale! 😦