Słońce w magiczny sposób schowało się równie szybko jak nas wczoraj pojawiło, więc pojechaliśmy całą rodziną na warsztaty. Takie, na jakich już kiedyś byliśmy. Podobnych. Warsztatach teatralnych dla rodzin z dziećmi. Wtedy tworzyliśmy różne flashmobowe sytuacje, obrzucaliśmy się ziemią, mąką i makaronem, a teraz tematem była publiczność. To strasznie trudne i niekomfortowe zajęcia. Wymagają łamania wewnętrznych ograniczeń i odsłonienia się. Trzeba nauczyć się jak być spontanicznym i jak się NIE wstydzić innych. Na dzisiejszych zajęciach każdy musiał wystąpić i być ocenionym. To świetna lekcja walki z nieśmiałością i chęcią schowania się za innych. Mieszko nie ma scenicznych ograniczeń, Lila dziś też radziła sobie świetnie i największy problem miała dziś chyba Łucja 🙂 Diabli jak byliśmy poprzednio powiedział, że więcej tam nie pójdzie by z siebie idiotę robić, ale po dzisiejszych bąknął, że może za pół roku uda się go znowu tam zaciągnąć. Podobnie jak ja widzi, że zajęcia są dla dzieciaków przełomowe.



Tutaj niżej trzeba było wypisać okrzyki jakie wydaje publiczność. Czyli i GOOOL, i ŁAŁ, i BRAWO!!! 🙂


A tu już oceniająca publiczność. W wersji wyższej widać NASZE dzieciaki na trybunach. Siedzą w kartonowych, zrobionych wcześniej maskach, by być „bardziej anonimową” publicznością 🙂 W wersji niższej widać Lilę występującą na scenie:


I na koniec jeszcze Mieszula przed nieprawdziwą publicznością. Też zrobioną przez dzieciaki. Nasz ludzik siedzi w środkowym rzędzie i ma lokowatą głowę 😉 Zadaniem warsztatów było ocenić jaka publiczność jest lepsza. Taka reagująca, czy nieruchoma. I Mieszko jako jedyny uznał, że ta pacynkowa jest lepsza ;))))

