Szóste- tęczowe!

Nie pamiętam takich ciepłych urodzin Lilki! To było niemalże jak urodziny Łucji w środku lata! Dzieciaki latały w letnich sukienkach (ja też taką miałam) i krótkich rękawkach. Tematem imprezy była tęcza, lecz główny gadżet nie wypalił 😉 Dlaczego? Kupiłam rewelacyjne balony, z których miałam zrobić TAAAKĄ tęczę. Dwa zestawy. Ale one są takie długie, że nijak nie szło ich nadmuchać (muszę- MUSZĘ- sprawić sobie na stałe pompkę do balonów). W takiej sytuacji temat pozostał jedynie na torcie i w radosnych nastrojach! :))

Balonów było tylko sześć – z numerem SZEŚĆ i witały gości przy drzwiach!

Tematem jedzeniowym była kuchnia włoska. Zrobiłam więc mini-pizze z mozarellą i pomidorami, pikantne polędwiczki z zapiekanką z cykorii (absolutna rewelacja!, choć zastąpiłam fontinę mascarpone) i lasagne. Na tę zapiekankę miałam ochotę od dawna, ale czekałam na dobrą okazję :))

Torcik był z tęczą 😉 A zdmuchiwanie poszło sprawnie. Świeczki jubilatka wybrała sama z różnych opakowań pickerów 🙂 Był więc i kwiatek, i samolocik, i zwyczajne różowe słupki.

Sto lat, sto lat moja pianeczko! :))

Btw. ponieważ cd za tydzień, bo dziś nie wszystkim pasowało, stołu jeszcze nie składamy 😉