Las palmas de… Liliana!

Dziś ten dzień! Sześć lat temu, również w czwartek, choć w tamtym roku WIELKI, urodziła się Lila. Dziewczyna nieobliczalna 🙂 Nasza zagadka i czarodziejka. Nasz mały geniusz i utalentowany malarz. Moja przytulanka i śmieszka. Odnośnie każdego dziecka miałam jakąś „wizję”. Kim będzie i co będzie robiło. Nie powiem Wam co wymyśliłam dla Lili, ale z każdym dniem mam wrażenie, że trafiłam dobrze 😉 Panna jest niesamowita i niezwykła. Kluczem do komunikacji z nią jest cierpliwość. Gdy jej brakuje dialog się kończy. Jest w tym coś dobrego. Tak jak o Łucję się martwię, że ona za bardzo się wszystkim przejmuje, to psychika Lili jest bardzo osłonowa dla niej. Jak coś jej nie pasuje, nie stara się tego zrozumieć, a po prostu się wyłącza. Dobrze ostatnio dogaduje się z Mieszkiem – tak jak zawsze Łucja była jego drugą mamą, tak teraz Lilka jest najlepszym kompanem: mam wrażenie, że wiele zabaw bawi ich dwoje. Lecz postać starszej siostry jest cały czas bardzo ważna. Jeśli krzyknę na Łucję, to Lila od razu krzyczy na mnie: Przeproś ją! Natychmiast!

Diabli się jej rano zapytał:

  • Jak się czujesz jako sześciolatka?
  • Inaczej niż wczoraj… Boli mnie brzuch.
  • To chyba z nerwów 🙂

Impreza w weekend, ale dziś do przedszkola zabrała pudło z palmami dla kolegów i koleżanek! 🙂 Strój wybrała już dwa dni temu („Chcę być cała szara i mieć fitness kucyka„). Zabrała też ze sobą Wiórkę Grzybowską, bo ona przecież też lubi palmy! 🙂