Malunki z pigwą w dole

  • Czy możesz się zalogować na mój profil? – zapytał mąż dzwoniący z pracy
  • A mogę za chwilę? Nie jestem przy kompie. Mieszeczku, nie maluj mi tu!
  • A malujecie?
  • Tak.
  • I jak?
  • Hmm… Ten odcień żółtego, który kupiłam jest jednak inny.
  • No, patrz pani jakie nieoczekiwane!
  • Ale nie jest źle. Chociaż powstał taki efekt publicznej poczekalni. Ale wiem już jak to rozwiązać.
  • Jak?
  • Pierwszy wariant to że walniemy po środku ścian dekor. Taką tapetę.
  • Żartujesz, prawda? A drugi?
  • Nie ma drugiego. To jest jedyny.
  • Wykluczone. Będzie tak jak zrobiłaś.

Ale w sumie źle nie jest 🙂 Pigwa japońska już w sklepie wydawała mi się dużo bardziej energetyczna, ale lubię farby lateksowe, a te akurat kolory były w promocji 🙂 Co tu zresztą kryć, ściany były wcześniej fatalne. Pobrudzone i pomazane. Po podmalowaniu cały dom od razu się zrobił czystszy.  Przeleciałam też klatkę schodową na biało, nacieki na suficie (obie rzeczy punktowo) i samo wejście do domu, które jest w kolorze ciemno-czerwonym, ale na szczęście była resztka pasującej farby. To zresztą doskonała nauczka, że przy kolejnym remoncie muszę sobie gdzieś te numery/nazwy kolorów zapisać.

Before&After

<><>

W bonusie Mieszeczek. Jak to wykrzyknęła pani Ewa w Goku: To prawdziwy Gender! 🙂 Nie dość, że mu się buty świecą, to jeszcze ma różowe spodnie! :))