streszczenie weekendu

Zaczyna do mnie docierać, że Łucja staje się samodzielna :/ I zupełnie niepedagogicznie NIE odpowiada mi to 🙂 No, ale jak dopuszczam do głosu ROZSĄDEK wiem, że to prawidłowe i dobre. Dziś miała klasowy wyjazd do filharmonii. Rano była zbiórka pod szkołą, dzieciaki się zapakowały, mamuśki cyknęły fotki buź w oknach autobusu (tak jak i ja 😉  i się rozeszłyśmy. W marcu czeka nas jeszcze sobotnia wycieczka na zlot zuchów i chociaż do końca mi nie odpowiada, że mi dziecko na całe dni (WEEKENDOWE) zabierają to cieszę się, że ona chce na to jeździć.

W tym samym czasie Lila pojechała SAMA na Eksperymenty. Wiem, miałam je w drugim semestrze nie zapisywać, ale zajęć jest mniej, no i w sumie obie to lubią i to dobry początek niedziel. Początek nie był łatwy, bo okazało się, że nie dość, że się pani zmieniła to jeszcze doszło trzech dużych chłopaków (dla mnie jak na wzrost to oni wyglądają jak 9-latki). Więc była jedyną dziewczynką w grupie siedmioosobowej. Aale, na szczęście siedział obok niej Kostek, którego znała z 1-szego semestru i nie wiadomo kiedy panienka się w zajęcia wkręciła! 🙂

Łucja miała zadanie domowe przygotować historię jak całą rodziną spędziła sobotę... Mówi więc do mnie w sobotę wieczorem:

  • W sobotę całą rodziną pojechaliśmy na Targi z jedzeniem…
  • Zlot, nie targi. Targi są halowe. Na ogół.
  • Ale nikt nie będzie wiedział co to zlot i będę musiała tłumaczyć!
  • Okej. Zostaw targi.
  • Pojechaliśmy na targi, gdzie jadłam frytki, a potem rodzice się pokłócili o parking.
  • Mhm. Jutro o tym pogadamy. Przemyśl raz jeszcze jak to powiesz :))

I wersja z dziś:

  • W sobotę pojechaliśmy całą rodziną do samochodów z których DAWANO jedzenie. A potem poszliśmy na spacer.

Dobrze, że chociaż tę naszą kłótnię wycięła :))