Na jednej z tych wizyt lekarskich z Mieszkiem lekarz uniósł głowę i zapytał:
- Jakie pani bierze lekarstwa na tarczycę?
- Yyy… Żadnych? Powinnam brać?
- Powiedziałbym, że tak. Zaraz panią zbadam.
I po zakończeniu sprawy z eM zabrał się za moją szyję. Gdy skończył powiedział:
- Proszę zrobić USG. Jak najprędzej.
Brrr… Oni to wiedzą jak podnieść ciśnienie… Zapisałam się więc i dziś w południe przeszłam badanie. Na wejściu Dok zapytał:
- Czy czuła się Pani ostatnio osłabiona, albo miała ataki duszności?
- Osłabiona nie bardziej niż zwykle, a ataki duszności to mam nadzieję jeszcze nie ten wiek.
- Proszę się położyć…
Zaległam, jeździ mi tych urządzeniem po szyi, w kącie gabinetu Mieszko tnie we Wściekłe Ptaki na mojej komórce i słyszę:
- Wszystko wygląda dobrze. Ma pani inaczej ułożoną tarczycę. Nie tak na wprost, tylko bokiem. To może robić wrażenie powiększonej…
- To wspaniale! Chociaż już myślałam, że ta niemoc co mnie ogarnia to coś poważnego, a to okazuje się zwykłe lenistwo.
- Proszę nic nie mówić.
Zamilkłam, a chwilę później dok przystąpił do wypisywania oceny medycznej. I wyciągnął gdzieś z torby Knigę (knigiszcze) z różnymi zdjęciami usg. Bystro więc pytam:
- Szuka pan jak nazwać tej mój przypadek? Niemalże akademicki :))
- Pani i „akademicki”? 🙂 Nigdy w życiu! Wszystko jest absolutnie prawidłowo.
Dawno, żaden komplement tak mi nie poprawił humoru! Naładowana energią wpadłam do domu, wrzuciłam legowisko psa do pralki, bo w całym domu kundlem śmierdzi i zadzwoniłam do sąsiada że wpadnę po kuwetę malarską. Pożyczył jak sklep malował. I ja ruszam z malowaniem! :))
