Ostatki może nie w Rio i bez piór…

Ale za to w domowych pieleszach 🙂 Śmy pobrali krew i za 10 dni powtórka z rozrywki. Wyniki wyszły zupełnie inne. Większość parametrów była tym razem poprawna, za to te co ostatnio były poprawne teraz są przegięte w drugą stronę. Dok coś tam wykluczyła, ale kolejne badanie musi być  i to poszerzone o nowe wskaźniki.

Tak sobie rano jechaliśmy do tej izby przyjęć, w radiu brzęczeli o wschodzie, a ja pomyślałam, że przy atrakcjach z dziećmi wszystko wydaje się błahe i nieważne. A szpitale SA dołujące. Trwa to dzień cały, po korytarzach snują się niedomyci rodzice, po nocy spędzonej na karimacie obok łóżeczka, a czarnowidztwo Cię przytłacza. Naprawdę cieszę się, że mnie/NAS tam teraz nie ma!

Mieszula jest wspaniały, dzielny i pozytywny. Pytałam się go jak go skłuli:

  • Misiu, ja coś Ci kupię w prezencie za to że jesteś taki bohater. Co chcesz? Samochodzik, klocki czy książeczkę?
  • Ale ząb nie bach!
  • Nie szkodzi! To ja Ci na razie przyniosę prezent, a nie Zębuszka!