Mam u dziadków swoją półkę. Na najniższym poziomie szafy możemy wypakowywać walizę i porozkładać ubrania nasze i dzieci. Co na ogół robimy. Miejsca nie ma dużo, ale i tak super, że tyle udało się nam wywalczyć 🙂 Bo przecież tak jak w każdym domu, tak i u dziadków jest w regałach tłoczno. Wszyscy pozbywamy się stale jakichś starych gratów, ale magicznym sposobem przestrzeni cały czas ubywa. Ale to bardzo dobre zjawisko. Pamiętam jak 7 lat temu rozwożąc zaproszenia na nasz ślub trafiliśmy do mieszkania mojej dość odległej cioci. By coś tam nam pokazać, zaczęła szukać tego w meblościance. Otwierała drzwiczki za drzwiczkami i okazywało się, że jest tam PUSTO. Koszmarne wrażenie. Jak może być pusto w domu? Tam powinny być obrusy, sztućce, albumy, bombonierki albo kasety Video, których chyba nigdy nie odtworzymy.
Dziś aby zwiększyć naszą powierzchnię odkładczą zabrałam się do przeglądania skarbów zgromadzonych na półce wyżej. Tam w kartoniku po niemieckim musli jest moja korespondencja z czasów szkoły średniej, wiklinowe pudełka z kolczykami z modeliny i stare zeszyto-pamiętniki. W tej stercie reliktów znalazłam mój pierwszy list miłosny 🙂 Napisany przez kolegę mojego brata, który wraz z rodzicami wyjechał na Śląsk 🙂 Z rozrzewnieniem przeczytałam koślawe wyznania, bym o nim nie zapomniała (ja miałam 11, on 10 ;). I naszło mnie by go zgooglać… I znalazłam! 🙂 Profil na fejsbuku, choć mało aktywny był, jest też w klubie taterniczym i ma kilka galerii zdjęć w necie… Wiem, że skończył AGH, mieszka w Londku i każdą wolną chwilę spędza na małopolskich skałkach. Ma dziewczynę i jest… zupełnie nieciekawy i łysy :(((( Może nawet jest uroczy i zabawny, ale jak on mógł mi się tak zestarzeć??? I kiedy????
