Nigdy nie lubiłam patrzeć na kołujące ptaki… Jakoś tak kojarzy mi się to z nudą, beznadzieją i ostatecznością. Pamiętam jak po pierwszym roku studiów patrzyłam na ptaki i przyszło mi do głowy, że nie zniosę kolejnego lata patrzenia na ptaki. I pamiętam też jak mój promotor kilka lat później wysnuł na seminarium refleksję: A patrzyła kiedyś Pani na ptaki? Jakie równe odstępy zachowują przy zawracaniu… I nigdy się nie zderzają! To był miły i roztargniony staruszek, ale od tego stwierdzenia przeszedł aż dreszcz po karku.
Nie mam nic do bocianów w gnieździe, stukającego dzięcioła w lesie czy kaczek na jeziorze. Ale tych latających chmar nie znoszę
- Justyna, fascynujący jest Twój dzień – powiedział Diabli schodząc z góry. Rano odwiózł dziewczyny, podał mi śniadanie, potem zajrzał do budowlanego, a następnie wykańczał poddasze.
- Ale o co Ci chodzi?
- Już wiem jak strasznie musisz się nudzić…
- Ja się nie nudzę. Gdybym była sprawna, to bym przesadzała teraz hibiskusa, albo poszła na spacer z Mieszkiem.
- To ja pójdę.
I poszedł. A ja zostałam gapiąc się na te ptaki i myśląc, qrcze, może ja jestem źle zorganizowana? On i kluski śląskie (???) na obiad zrobił, i sałatkę z brokuła, i posprzątał i nastawia zmywarkę… Ja tylko obrałam warzywa na zupę, zamówiłam rajstopki (na razie tylko dla Mieszka) i włączyłam pralkę…
<><>
- Lilu, jak było w przedszkolu?
- Fajnie. W tym samym momencie zachciało nam się malować z Olą.
- Wspaniale. To cudowna przyjaciółka! A powiedz, czy bliźniacy są bardzo niegrzeczni?
- Nie. Są raczej grzeczni.
- A ktoś może jest w Lili zakochany?
- Tak. Bartuś.
- Bartuś??
- Tak. On jest grzeczny. 🙂
Czyli więc i Lila się zakochała. Moja mała pinda 🙂 Jak to trzeba jednak pytać :))
