Jeśli koty dużo jedzą, znaczy zima będzie ostra

Jeśli jest jakaś więź między dziećmi a kotami, to szykuje nam się ruska zima 🙂 Bo jedzą. Ilości straszne i na dodatek stale są głodne. Potrafią się pokłócić o jedzenie (i nie mówimy o słodyczach, bo tych absolutnie nie ma w domu), albo schować sobie jedzenie po poduszkę (dziewczyny i ich wafle ryżowe). I wybrały sobie na to fatalny moment. W trybie standardowym mogłam na „jednej nodze podskoczyć” do kuchni, zrobić budyń, jabłuszka, placuszki czy kisiel. W trybie realnym na jednej nodze to sobie mogę co najwyżej czajnik włączyć, bo potem i tak muszę kogoś wołać, żeby mi zalany napój (przypomnijmy aromatyczny skrzyp czy pokrzywę) przeniósł.

Strasznie to frustruje Diabla. On robi duże zakupy, układa w lodówce i na półkach, bierze się za gotowanie a pod wieczór nie ma już nic. Zawsze pojawi się taki Mieszko, który potrafi wrąbać 5 (!!!???) jogurtów pod rząd (dwa dni temu), albo Łucja, która zjada ciągiem 4 bułki. Jest jeszcze Lila, która zjada obiad w przedszkolu, wraca do domu i je drugi obiad. Chleb kupiony o 11-stej, o 17-tej jest już dalekim wspomnieniem, a jak przywieźliśmy 20 jajek od dziadków, to zeszły nam w tydzień :/ A przecież nic nie piekłam! Nie widać tego po wadze, babcie się cieszą – szczególnie z Mieszka, który na niedzielnym obiedzie u dziadków Samurajów zjadł wielkiego kotleta, zagryzł szarlotką i poprawił kolejnym kotletem, ale czujemy to 🙂 

<><>

Okazało się, że dziewczyny bawiąc się Lego, nazywają jedną postać mamą… Postać z nogą w gipsie… Natchnęło mnie to i zbudowałam MOJĄ historię 🙂

1. Stałam w oknie i się nudziłam…

2. Wyszłam więc do ogródka z wiadrem i z drabiną.

3. I wywinęłam orła!

4. W ten sposób trafiłam do szpitala… Właściwie to wjechałam do szpitala, bo nie mogłam iść i Krzycho przyprowadził pod samochód wózek. True, true, true.

5. Ze szpitala wyszłam już z gipsem (dobra, noga się nie zgadza 😉

6. Potem przyjechał mąż i zabrał mnie do domu. On siedział na przedzie (z walizką), potem panny i moja noga, a na końcu ja z młodym 🙂

7. W drzwiach żegnała nas babcia z kotami, która załadowała nas prowiantem.

8. A teraz leżę, mąż donosi mi jadło, a raz na jakiś czas zaglądają sąsiadki i mówią: Ależ Ty masz dobrze :))