In blanco

Nosiła sobie Łucja w plecaku portfelik. Z PRAWDZIWYMI pieniędzmi. Wiedzieliśmy o tym i nawet nam się to podobało, ale wczoraj przekładając je postanowiła się nimi pochwalić. I wyszło na to, że zbierając po różnych miejscach uzbierała nie mało. Więcej niż ja robiąc porządki (kiedyś, przed 3 października). Baa, ja wysyłając miesiąc temu jakieś al-paczki rozbiłam skarbonkę Diabla i płaciłam żółtymi miedziakami. Btw. bardzo byłam z siebie dumna i o dziwo kolejka na poczcie okazała się całkiem wyrozumiała, chociaż chwilę to trwało…

Jakby nie było jak odkryliśmy zasoby naszej córki, pieniądze zostały zarekwirowane, a spryciara zarobiła WEKSLA. Wiem, wiem to trochę kiepsko z naszej strony, ale 

  • a) ona nie potrafi liczyć i zaraz gdzieś to zgubi. Jedynkę, piątkę rozróżnia, ale dodać grosze to już nie da rady,
  • b) weszła już w jakiś dil ze sprytniejszą koleżanką, która ją namówiła, że kupią sobie za to słodyczy,
  • c) i tak nie robi sama zakupów!

Przy okazji sprawdziłam ponownie konta dla dzieci i wychodzi na to, że musi zaczekać drugie tyle co ma i założymy jej regularne konto. Z kartą, e-rachunkiem i kodami do przelewów. Tyle, że wtedy przyjdzie nam za te weksle zapłacić :0

<><>

Mąż znajomej pobiegł w poznańskim maratonie. Wkleję Wam jej fejsową fotkę jak dopingowała swoją drugą połowę 🙂 Też, Łuki tak będę stała na trasie Twojego kolejnego biegu! :))