Suszone pomidory + przepis

Im więcej szukam tym więcej wiem… Metody są dwie. Od pierwszej roi się Internet, druga króluje w książkach „kucharskich celebrytów”… Pierwszy set zrobiłam zdecydowanie pierwszą metodą, drugi, który właśnie powstaje będzie mieszanką obu metod. Bez foto-manuala, ale jak się już wygodnie rozsiadłam w kuchni z taboretem pod nogą, to mi się nie chciało skakać po aparat.

  1. Pomidory wybieramy podłużne. Są osoby, które robią z bawolich, ale podłużne mają tak miękkie te części zielone, że nie trzeba nic wykrawać. Kroimy na ćwiartki lub połówki (połówki lepiej wyglądają w słoiku, ale ćwiartki szybciej się suszą) i wydrążamy gniazda nasienne. Lekko solimy. Ususzone układamy luźno w słoiku, dodajemy bazylię, oregano i czosnek i zalewamy gorącym olejem. Słoiki wekują się same.
  2. Początek taki sam. Myjemy, kroimy. Gniazd nie ruszamy, zostawiamy je przy pomidorach. Suszymy. Pierwszą partię wkładamy do słoika z zalewą. Pozostałą, niewątpliwie większą część wkładamy w woreczku do zamrażarki. Zalewa to oliwa, ocet balsamiczny, rozgnieciony czosnek, chyba miód i świeże zioła. Zalewa jest wielokrotna, czyli jak wyjemy pomidory, to wrzucamy kolejną partię z zamrażarki.

W obu wariantach jeść można kolejnego dnia. Pomidory próbowałam z obu wersji i obie, choć różne w smakach, są wybitne. Wydrążone gniazda nasienne powodują, że pomidory suszą się szybciej. 90-100 stopni/termoobieg i po 3 godzinach są. Tym razem gniazda nasienne zostawiłam. W domu wrzucałam je do bąblującego na innym palniku przecieru, a tak wywalić to mi żal. Więc robią się dłużej. Być może dlatego też, że późno jesienne owoce są bardziej mokre, ale robią się już ósmą godzinę. Będę zalewała ciepłą oliwą do której dodam czosnek+ świeży tymianek i rozmaryn. Wkropię też kilka kropel octu balsamicznego.

<><>

Mieszeczek przyniósł mi obraz. Znaczy się reprodukcję – fotografię wynalezioną w jakimś katalogu. Przyniósł, uśmiechnął się i dał ze słowami: MAMA!

Obraz namalował ok 1858 roku Maksymilian Antoni Piotrowski. „Moja kochana matuleńka” była bardzo dobrze przyjęta przez krytykę, a recenzenci z Krakowskiej ASP pisali: chwytający odcień charakteru naszych WIEŚNIACZEK… 🙂 No cóż 🙂 Btw. obraz będzie wystawiony na aukcji 14 października. Przewidywana estymacja to 100 tys złotych. A to po prostu obrazek szczęśliwej mamy! 🙂