Przyspieszanie

Straszą tych uczniów już od 1-szego sierpnia… Idzie sobie taki małoletni do sklepu ze starymi po colkę czy lody [cola-colę jak to mawia Lila] a tam zwisają te wielkie płachty z napisem Witaj szkoło. Toż przecież wszystkiego się odechciewa! Wchodzisz w supermarketowe regały, a tam pogawędki o podręcznikach… Noż, jak to można tak wakacje psuć???

Też już podlegamy pod ten nurt. Coprawda zeszyty i bruliony omijamy szerokim łukiem, ale zwalniamy za to gdzie indziej. Potrzebne farbki, bloki, ręczniczki i fartuszek do malowania. Spisu co będzie potrzebne jeszcze nie mamy, ale jeśli zaczekamy na niego do 1 czy 2 września jak w poprzednich latach, to przez pierwsze dwa tygodnie będę jeździć po sklepach i polować na brakujące rzeczy. Zresztą, mniej więcej już wiem co będzie na listach Lili i Łucji, więc mogę kupować. Dzięki temu mam takie zdobycze jak pasta plakatowa w tubkach, kredki w grubej oprawie (zestaw 1-szy z Barbie, a drugi z Dzwoneczkiem) i szczoteczki do zębów, które w magiczny sposób znikają pomiędzy 1 a 14 września.

Jeszcze tylko zamówię kapcie i jakiś ładny worek na nie (dla Lili) i jestem gotowa! 😀

Co zrobić gdy zginie komórka?

Każdy idealny wyjazd musi mieć jakąś mini-katastrofę. Właściwie to nawet trudno mówić o katastrofie, bo chodzi raczej o efekt powodowany wakacyjnym rozkojarzeniem. Tym razem ofiarą była… komórka 😉 A to było tak:

Dwie godziny przed odlotem, my w taryfie na lotnisko, zbliżamy się do mostu, na którym ostatnio był półtoragodzinny korek. Auto to taki minibus. Młody i przystojny kierowca rząd pierwszy, w drugim ja z Miechem, na końcu Diabli z dziewuchami. Diabli woła:

  • Nie mam komórki. Zostawiłem ją!
  • Pewny jesteś?
  • Tak.
  • Klepnąć go, że zawracamy?
  • Nie wiem.
  • Zadzwonić, żeby zlokalizować telefon? Może gdzieś jest?

Wyjmuję komórkę, ale Diabli mi przerywa:

  • Nie ma sensu. Nie mam jej. Zawracamy.

Klepię kierowcę, na migi tłumaczę i zawracamy. Diabli:

  • Nic nie powiesz?
  • Nic.
  • Powiedz coś Justku.
  • Ale co mam powiedzieć?
  • Cokolwiek. Miał rację Samuraj, że całe życie nazywał mnie dupkiem.
  • To powiem. Wszystko dlatego, że ciągle gdzieś chowasz ten telefon! Jakbyś przestał spiskować to by nie zginęła!
  • Ale ja nie spiskuję! Podłączyłem ją do ładowania!

Przed naszym pensjonatem siedzi gospodyni i trzyma w ręku komórkę Diabla i plecaki dziewczyn. W plecach są nasze paszporty. Ona czeka i się uśmiecha. Odbieramy i zrelaksowani gnamy na lotnisko.

  • Justku, wybaczysz mi?
  • No wybaczę 🙂 Wiesz, kiedyś po świętach wracaliśmy z bratem 3x do rodziców.
  • Dlaczego?
  • Bo co odjechaliśmy to się nam coś przypominało.

Reszta drogi mija na żartach moich z kierowcą, jaki taki to gapa z mojego męża. A ponieważ on nie mówi w żadnym języku, by wyjaśnić mu o co kaman, wyciągam z głębin torebki moją komórkę i wymachując nią zaśmiewam (-śmy) się po pachy. Na lotnisku jesteśmy na czas. Prawie na czas. Wysiadamy w biegu, ja trzymam Miecha. Ale gorąc, muszę pamiętać zabrać… Qrcze, gdzie jest kapelusik Miecha? O dobra, tu jest. Ciao, See You! Bye, bye!

Odprawa, prześwietlanie bagażu, siedzimy w samolocie. Stewardessa przypomina by wyłączyć komórki. Gdzie jest moja komórka? Łukson, weź do mnie zadzwoń. Ale Diabli nie może się zalogować do sieci. Dobra, znajdziemy w Budapeszcie.

Przesiadka. Z jednego samolotu do drugiego. Najpierw dyskusja by nam wyjęli z luku wózek. Wiemy, że ciężki, ale łatwiej nam będzie się przemieszczać. I bieg z jednego terminala do drugiego. Wow, ależ odlotowa jest madziarska bezcłówka! Słońce,  weź dziewczyny do sklepu jak przekopię torebkę. Nie ma. A może ja wrzuciłam do walizki?

Lot. Auto. Dom. Nie ma. Co dalej?

  1. Zanim zgubisz komórkę zadbaj o to by w Twoim otoczeniu był ktoś kto ma telefon w tej samej sieci. Straciliśmy 15 minut na krążenie po sieci Orange by znaleźć numer telefonu alarmowego. Złotego Cielca dla tego kto go znajdzie. W końcu zadzwoniliśmy na zwykły numer infolinii z komórki Diabla.
  2. Musisz mieć w głowie kilka numerów, bez których nie uda Ci się zablokować telefonu. Ale załóżmy że te numery klienta i pesel pamiętasz.
  3. Zastrzegasz numer. Odblokować go można później w salonie. Ważne, żeby ktoś nie nabijał Ci rachunku.
  4. Wyciągasz stary aparat i przekładasz do niego nową „kość”. Ja muszę jeszcze tylko znaleźć cracki jak złamać simlocka w LG 🙂 Samsung Avila fajnym telefonem był!

Jak mój mąż dmuchał orkę

O tak dmuchał: 😉

Na orce na ogół pływała Łucja 🙂 A jak obie panny chciały wyruszyć w orczą podróż, to za drugą orkę robił dziadek :)))

Każdy mój kolejny pobyt w Chorwacji przypomina tylko dlaczego wszyscy tak lubią tam wracać… Tam po prostu jest cudownie! Chorwacki Adriatyk to najczyściejszy akwen morza Śródziemnego, woda jest cieplutka, arbuzy są słodkie i soczyste (cały czas myślę o tej niezjedzonej połówce, która została w lodówce), pieczywo świeże i dobre, a plaże mniej ludne niż Bałtyckie. Można by się przyczepić do jedzenia, że w Grecji czy we Włoszech lepsze, ale przy takich upałach jeść się nie chce zupełnie. Właściwie to do knajpy dobiliśmy raz i skończyło się na rewelacyjnej zresztą sałatce z ośmiornic.

W stosunku do poprzednich wizyt odkryliśmy ważną rzecz… Chorwację trzeba zdobywać od wody! Nie ma co się bawić w zakorkowane autobusy lokalne czy duszny samochód. Mamy taksówki wodne i kutry wynajmowane na jeden dzień. Plan na kolejną wizytę jest, że Diabli robi patent na łódkę tak byśmy mogli wynajmować łodzie z większym silnikiem.

 

Dziewczyny wodę i owoce kochają, więc plaża była grana codziennie. Mieliśmy ambitne plany na podróże promami, ale nie miało to sensu. Pływaliśmy natomiast praktycznie codziennie łodzią. Tu np. w wodnej taksówce do Trogiru:

Snuliśmy opowieści o morskich stworach 😉 Był taki „jeden” w Trogirze. Niebieski potwór, który wyszedł z wody… Za każdym razem gdy słyszał dźwięk monety w swoim dzbanuszku myślał, że to złoto i się poruszał… A ten na kogo spojrzał nigdy nie musiał obawiać się fal. A na Łucję spojrzał się dwa razy! Albo restauracja Syrena, nazwana tak na cześć syreny która odwiedziła gospodarza wiele lat temu. To niezwykłe, że Łucja jest w takim wieku, że wierzyła w te historie i potem śniły jej się niebieskie karoce, które przyjeżdżały po nią :))

Opowieści snuli też mężczyźni o nagich kobietach. Mój brat o murzynce, która półnaga wynurzyła się z fal by pogłaskać jego psy. Albo wujek Tomek… „nie lubię leżeć na plaży, jak Ulka z Mileną, więc poszedłem na spacer wokół wyspy. Idę i idę aż doszedłem do plaży naturystów, więc się rozebrałem. Idę dalej, a one z wody wołają: Zostań z nami!” :))

Mieszkowi też się podobało 🙂 Mały cwaniak przeciął sobie plażowym kamieniem dziąsło i mamy pierwszego zęba! :)) Gryzł, podgryzał i ma 🙂 Dziewuchy miały duuużo później! 🙂 Ach, no i był ważnym elementem w transporcie na plażę 🙂

I fotek kilka.Siedziała dziewczyna na barierce i strasznie mi się spodobała. Zażyczyłam sobie takie zdjęcie, ale zabrakło mi odwagi by tak tak wysoko siąść 🙂

Impreza na Trogirskiej Copacacabanie. Nazywanej też Harbour 🙂

I polowanie na kraby 🙂

Muszelki i kiwi, które rosło na naszym płocie:

I na zakończenie dwa słowa o świadomym opalaniu 🙂 Na górnym zdjęciu jest człowiek nasmarowany 30stką. Na dolnym, ten sam człowiek, który krem zignorował i kolejnego dnia już pływa w t-shircie ;D

Mężowie i żony

  • Justku, wypierzesz mi kurtkę, którą wożę w bagażniku? Jest obrzygana na plecach…
  • Długo tam leży?
  • Od ostatniego wyjazdu… Mówili mi w pracy, żebym Ci się nie przyznawał i sam wyprał.
  • To dlaczego mi mówisz?
  • No wiesz, tak długo się znamy. Pomyślałem że zrozumiesz.
  • Ale to sam się tak urządziłeś? Czy ktoś inny? Jak to wyglądało: „Łukasz… Bułeeeeee…Nie odchodź! „??
  • Nie pamiętam…

O korporacyjnych integracjach mężowie (i podejrzewam żony) mogli by opowiadać długo i barwnie. Lecz jak to mawia Diabli: What happens in Vegas, stays in Vegas. Co za tym idzie, jedyna konsekwencja z wyznania w pierwszym zdaniu to modyfikacja prania. Do butów dziewczynek (kolory 60) dorzucam kurtkę ich ojca. A przedwyjazdowo, podobnie jak powyjazdowo, tonę w praniu. Wyjazd jutro rano. Tym razem Chorwacja. Ale wyjazd jest niezwykły. Jedziemy na ślub i żeby było lepiej, świadkową będę JA :))

Na liście rzeczy, których ostatnio nie wzięłam, a biorę tym razem, jest elektryczna niania. Żebyśmy mogli wyjść sobie wieczorem posiedzieć przed pensjonatem. Bo wieczory z pewnością będą ciepłe. 10 Days forecast na Yahoo obiecuje, że temperatura spadnie tylko jednego dnia: w niedzielę. Do… 26 stopni… A potem znów dobije ponad 30 stopniowymi upałami. Szkolenie przerywam. Ale jak wrócę będzie jeszcze trwało, więc będę się uczyć dalej :))

Powrót za tydzień w czwartek. Do tego czasu follow me by blip :))

Będę Agentem

Dziś miałam 1-szy dzień szkolenia. Będę sprzedawać ubezpieczenia. To pomysł Diabla. Podobno mają być z tego pieniądze. Rano wyjeżdżaliśmy z domu WSZYSCY:

  • Obudzę Lilę.
  • Nie budź jej jeszcze. Niech jeszcze chwilę pośpi.
  • Ale musimy wychodzić.
  • A ubierzesz ją? Bo ja muszę jeszcze mleko nastawić.
  • Ubiorę. Kupię Ci po drodze hot-doga na Orlenie.
  • Normalnie mnie rozpieszczasz.
  • Czy Ty jesteś taka podderwowana bo Cię podnieca nowe szkolenie?
  • Bardzo mnie podnieca. A Ty jesteś wyjątkowo gadatliwy rano.
  • Dlatego muszę dzwonić do różnych osób, bo z Tobą się nie da rano rozmawiać. I nie garb się. Poza tym dobrze wyglądasz. I nie zadawaj pytań. Dziś będą Cię uczyć o OC.

Czy widziecie mnie sprzedającą ubezpieczenia? No właśnie. Ja też się nie widzę. Ostatni raz czułam się tak przymuszona jak rodzice mnie odwozili na uczelnię bym zdawała egzaminy na Filologię Rosyjską. I podobnie jak wtedy oni, tak dzisiaj Diabli, odstawił mnie pod same drzwi. Żebym nie uciekła w ostatniej chwili.

  • Opowiedz mi, czy Ci się podobało.
  • Może być.
  • Ale podobało Ci się?
  • Obok mnie siedział chłopak z notebookiem i szukał auta na allegro. A potem oglądaliśmy filmiki o kite-surfingu :))
  • Czyli podobało Ci się???

<>><<<>

I żeby nie było tak pesymistycznie movie z Miechem. Potrafi robić dwie niesamowite sztuczki. Dziś pierwsza. Machanie nogą. Może tak godzinę bez przerywania. Sam wprawia w ruch fotelik. Tym razem przy okazji je kukurydzę :))

http://www.wrzuta.pl/embed_video.js?key=0DMsUlwyURm&login=justa99&width=450&height=387&bg=ffffff

Nie odstraszyć słońca!

Słoneczny dzień dobrze jest rozpocząć od przymiarki kostiumów kąpielowych. Nie jest źle. Czas już jakiś temu weszłam w eMki, a parę dni temu odkryłam, że pozostałe w szafie eLki są dla mnie zdecydowanie za duże. Czyli czas wyrzucić wielgachne majty zalegające w bieliźnianej szufladzie. Dziewczyny też kostiumy mają. Najgorzej sytuacja wygląda u Miecha, bo choć Diabli oponuje (Nie rób z mojego syna pederasty!) przyjdzie mu występować w falbaniastych kąpielówkach po siostrach. Tak na marginesie nie uważacie, że to ciekawe, że w naszym kręgu kulturowym największa męska obelga to „Ty, pedale!”.?

Jakby nie było w kwestii kostiumów jest dobrze. Rzec by można nawet idealnie gdyby nie… siniaki… Chodzi o to, że przy karmieniu naturalnym, po 4 miesiącu, w organizmie matki spada ilość jakiejś substancji i łatwiej powstają siniaki. Już lekkie otarcie może powodować fioletowy ślad. Ma to pewien sens, bo odbudowujące się tkanki są już bez komórek cellulitu, niemniej jednak narazie wygląda to koszmarnie. Może zresztą kojarzycie te młode mamy z siniakami na nogach?

Siostra Diabla radziła mi przy Lili jeść ziarna sezamu, a dziewczyny na styczniówkach piszą o witaminie C i Rutinoscorbinie. Spróbujmy! Może zadziała 🙂 Chyba, że wpierw zbiorę towarzystwo i pojedziemy zobaczyć kąpielówki dla juniora. Może gdzieś na wyprzedażach ostały się плавки w takim mini rozmiarze 😉

Boys

Wyszłam na chwilę, wracam i co widzę??

Tak się porozwalali, że nie ma dla mnie miejsca! :)) Zaraz to poprzekładam i poupycham, tak, żebym się i ja zmieściła ;)) Btw. 1-szy sezon Games of Trones kończy się jak przystało na siedmiotomową sagę. Całkowicie w środku :/

Różowe urodziny

Miał Picasso okres różowy, ma i Łucja. Dlatego też piąte urodziny miały temat: RÓŻOWE 😉 Różowe więc miało być wszystko… Różowe były magnesy, które dostawali na pamiątkę uroczystości goście…

Różowe miały być dekoracje…

Różowy miał być dress code

No i oczywiście różowy był tort 🙂

Wyglądająca z wieży Roszpunkę zjadła oczywiście jubilatka. Niemożebnie to słodkie było 🙂 Ale zanim doszliśmy do tortu podałam  dwa dnia dania z miętą. Mięty i potraw z nią miało być wogóle więcej, bo różne przepisy testowałam całe lato, ale goście nie dość, że przychodzili wahadłowo, to było strasznie gorąco… więc na tych dwóch daniach się skończyło. Jedno z nich Wam linkowałam kiedyś na blipie. Polędwiczki z miętą i kolendrą, a drugie to przepis Nigelli na makaron z miętą, groszkiem i bekonem. Też dobre.

Jaka jest ta nasza pięciolatka? Wiecie już, że cudowna, więc tym Was nie zaskoczę, choć ona zadziwia mnie każdego dnia. Marzy też, że gdy znajdzie kwiat paproci będzie mieć dwa życzenia. Pierwsze by mieć niebieskie oczy jak Mieszko, a drugie by zawsze trwało lato!

Przypomniałam sobie ostatnio jak się urodziła. I Lila i Mieszko po wyjęciu z mojego brzucha byli tacy fioletowi. A ona była różowa. Różowa od samego początku. Jak ją trzymali na rękach niosąc na wagę wyprostowała nogę. Ależ się zdziwiłam leżąc i patrząc na nią, jaka długa ta noga!

Wszystkiego najlepszego moja piękna różowa królewno! :))

Siódmy

Za nami kolejny miesiąc. Tak jak w ciąży marzyło mi się łóżko z dziurką na brzuch, tak teraz marzę o idealnie ciemnym i wyciszonym pokoju, gdzie mogłabym młodziana karmić. On jest taki zainteresowany życiem i siostrami, że w dzień jest to coraz trudniejsze… Entuzjasta życia, jak to powiedziała jedna babka z wakacyjnej ekipy Ślązaków. I coraz większy, co mówią nawet dziewczyny.

Zdumiało mnie też ostatnio, że on mnie rozpoznaje i awanturuje się jak nie zwracam na niego uwagi. JA mam go widzieć i  nieustannie na niego patrzeć :)) I podobnie jak siostry w tym wieku ma fazę na destrukcję papieru. Rwie, szarpie i pożera. Bloki, książki i rachunki 🙂

Na okoliczność miesiąca siódmego Diabli ma opuścić synkowi poziom w łóżeczku. Btw. junior zasypia szybko jak Łucja, ale śpiewa przed snem jak Lila…  I fragment wczorajszej rozmowy przy kąpieli. Mąż do żony w zadumie nad przyrodzeniem dziedzica:

  • Nic mu nie rośnie.
  • Trochę mu urósł.
  • Jakiś mały. To nie po mnie.
  • Duży i nie po Tobie. To po mojej rodzinie.
  • A-ha.
  • Pewno, że tak. Mój brat ma do kolan.
  • Na pewno… Za to jajeczka ma ładne.
  • Jajeczka ma prześliczne.