– Łucja do tatina. Wieczór w Chorwacji. Całonocna zabawa na nabrzeżu. Muzyka, światło, gwar, jedzenie.
To było jak wpadliśmy na lotnisko – chwilę przed tym zanim odkryłam, że nie mam komórki… Nadaliśmy bagaż, przeszliśmy przez odprawę, mokra i spocona siadłam do chłodnego lotniskowego baru i zamówiłam kawę. Dwie mi w Chorwacji smakowały. Bielaja kawa, czyli coś jak latte, ale podowane w kubku i Ledena kawa, czyli kawa mrożona, idealna w środku upalnego dnia pod nagrzanym parasolem letniej kafejki. Wciągnęłam gorący łyk i usłyszałam jak z baru popłynął Eddy Grant… To była moja chwila – mój wakacyjny szczyt.
Zleciały szybko te dwa, rekordowo dla nas ciepłe, miesiące. Wakacje… Ładnie było napisane o tym na Małym Rycerzu. Wakacje trudno przełożyć na ilość zjedzonej waty cukrowej. 24h/7 kontaktu dziecko-rodzic jest bezcenne. Nie wiemy na ile to wszystko ma znaczenie, ale na pewno nie można tego przeliczyć i bagatelizować.
Moim wakacyjnym sukcesem jest zlikwidowanie butelek ze smoczkiem u dziewczyn. Wiem, że większość dzieci radzi sobie z tym dużo prędzej, a u nas się ciągnęło i ciągnęło. Nie wiem gdzie pojedziemy i co będziemy robić za rok, ale takie wakacje to mogę mieć co rok!


































