Tato tu jest Fantystycznie! Wiesz co mi się teraz przypomina? Barbie!

– Łucja do tatina. Wieczór w Chorwacji. Całonocna zabawa na nabrzeżu. Muzyka, światło, gwar, jedzenie.

To było jak wpadliśmy na lotnisko – chwilę przed tym zanim odkryłam, że nie mam komórki…  Nadaliśmy bagaż, przeszliśmy przez odprawę, mokra i spocona siadłam do chłodnego lotniskowego baru i zamówiłam kawę. Dwie mi w Chorwacji smakowały. Bielaja kawa, czyli coś jak latte, ale podowane w kubku i Ledena kawa, czyli kawa mrożona, idealna w środku upalnego dnia pod nagrzanym parasolem letniej kafejki. Wciągnęłam gorący łyk i usłyszałam jak z baru popłynął Eddy Grant… To była moja chwila – mój wakacyjny szczyt.

Zleciały szybko te dwa, rekordowo dla nas ciepłe, miesiące. Wakacje… Ładnie było  napisane o tym na Małym Rycerzu. Wakacje trudno przełożyć na ilość zjedzonej waty cukrowej. 24h/7 kontaktu dziecko-rodzic jest bezcenne. Nie wiemy na ile to wszystko ma znaczenie, ale na pewno nie można tego przeliczyć i bagatelizować.

Moim wakacyjnym sukcesem jest zlikwidowanie butelek ze smoczkiem u dziewczyn. Wiem, że większość dzieci radzi sobie z tym dużo prędzej, a u nas się ciągnęło i ciągnęło. Nie wiem gdzie pojedziemy i co będziemy robić za rok, ale takie wakacje to mogę mieć co rok!

Po nitce do kłębka

Dziś zostałam Agentem 🙂 Ale zanim do tego doszło, nastąpiła mała fala kataklizmów. Lecz nim zacznę to opisywać, to dodam jeszcze, że ciągle zapominam jak wiele życzliwych osób mnie otacza i mam nadzieję być kiedyś równie pomocna 🙂

Wróciłam z dziewczynami wczoraj. Zaczęłam rozpakowywać i postanowiłam umówić się z babcią Rurką na dzisiaj. Ale okazało się, że babcia jest chora i nie ma opcji podrzucenia jej wnuków. A dziś miałam mieć egzamin. Dzwonię więc do Diabla. Nie odbiera. Dzwonię na numer jego brata. Nie odbiera. Dzwonię do Diabla. Telefon wyłączony.

 

Mój brat opisywał stłuczkę jaką miał jeszcze w ogólniaku. Rozpędzili się dużym fiatem i wrąbali się w mur huty. Ten moment, kiedy już wiedzieli, że rąbną był całkiem długi. Na tyle długi, że kolega nawet powiedział: Qrde, wj..biemy się!. Nic im nie było, mało tego duży fiat był autem na tyle solidnym, że cofnęli i pojechali dalej.

Jakby nie było kojarzę ten moment, kiedy nadciąga katastrofa. Czuję go. Jak tak dzwoniłam do Diabla wiedziałam, że to się zaczyna. W końcu złapałam go na grzecznościowy telefon. Jak dzwoniłam to ktoś mu właśnie ukradł komórkę i sekundę później ją wyłączył. Ale jajo, dwie komórki w miesiąc… W ten sposób pozostałam z problemem sama.  Doszły jeszcze inne atrakcje, ale w zawiłości nie będę Was wprowadzać. Wracając do dzieci… Trójkę trudno opchnąć. Jedno można podrzucić sąsiadce, dwójkę w sumie też, ale trójkę? Po mixie różnych rozwiązań, stanęło na tym, że znajoma z pracy Diabla zgodziła się na czas egzaminu pospacerować z dziewczynkami. Więc wymyśliłam, że Mieszka też jej przyprowadzę i postawię przed faktem dokonanym… Na szczęście do opieki nad dziećmi zgłosili się Ci co to na nich zawsze można liczyć :))

Dziś rano odwiozłam dzieci. Po drodze odkryłam, że znowu wyszłam z domu w kapciach (olać) i że jak zadzwonił kurier to zdechła komórka (to stare LG trzyma 12h). Też olać. Mieszanki do chleba może przywieźć jutro. Jak jechałam pustym już autem to zorientowałam się, że nie mam torebki (bez dowodu nie weszłabym na salę). Wróciłam więc do domu. I zdążyłam na egzamin na czas. Aha, na sali podpięłam komórkę i trzykrotnie źle wklepałam pin. :)) Ale zdane. Bez obaw, nie będę Was teraz nagabywać na ubezpieczenie u mnie :)) Ważne, że teraz to napięcie  nareszcie ze mnie schodzi, więc chyba zajmę się robieniem zupy :))

Ładne z brzydkim

Zasada kontrastu to częsty trick w fotografii. Błyszczące ze starym, obdrapane ze świeżym, klimatyczne z nowym. Do fabryki dziadka zabrałam dziewczyny (i chłopaka) by zrobić kilka zdjęć. Wyszło 191 ujęć :)) Trzeba to przebrać i będzie na kalendarze 2012. Babcie dostaną dzieci z kwiatami, a dziadki wnuki w fabryce. Na tle gąsienic, szyn, wózków widłowych i silników 😉

Polska stolica WINA

Co roku, w ostatni weekend sierpnia, na rynku w Jaśle, odbywają się Dni Wina. Zjeżdżają tam wtedy wszyscy polscy producenci wina z Polski, sporo z Moraw, Słowacji i Węgier. Oprócz wina nie brakuje lokalnego jedzenia i muzyki. Byliśmy rok temu, byliśmy i dziś 🙂

Muzyka płynie ze sceny, gdzie odbywa się Festiwal Kultur Wyszchradzkich. Łucja zawisła przy scenie z siostrą i się zakochała 🙂 Z wzajemnością, sądząc po tym jak zaczął się potykać na scenie wybranek :)) Z Ukrainy  🙂

Jeśli chodzi o jedzenie, to typem Lili były ogórki kiszone. Gospodynie, które je przygotowały aż wstały z zachwytu jak dziecko je :))

Mieszko odkrył swoją winnicę…

A dziadek zostawił fortunę na dziale z rękodziłem (wszystko dla wnuczek):

Natomiast babcię udało się jak zwykle upolować z kieliszkiem (Ryby, czyli Diabli też, tak mają).

I lody jedli wszyscy obecni (bo ciepło było)! :)))

W pogoni za chmurką

Nie mogę tego sierpnia rozgryźć. Niby to już koniec lata, a termometr któryś dzień z rzędu powyżej 30stki pokazuje. Można i by się pojechać kąpać, ale noce są już zimne, czyli woda lodowata. Zresztą któż by się odważył wsiąść do auta, skoro fotele parzą… Z drzew lecą liście, do domu ściągają myszy (ostatnia chyba ciągle siedzi za kuchennymi szafkami), ale w taką bezwietrzną pogodę ani pójść na spacer ani tym bardziej na grzyby. Ubrania dzieciom i sobie zabrałam za ciepłe, więc jedyną słuszną rozrywką są zajęcia przydomowe.

Ogołacamy leszczynę sąsiadom! 😀

Ząbkowanie, gorączka, marudzenie

Ogólna zasada jest taka, że im później wychodzą dziecku zęby tym lepiej. Tym łatwiej. Bo nie bolą, bo są zdrowsze, bo coś tam. Dziewczynom wychodziły późno. Łucja to chyba nawet przechodziła po roku. Pewnego razu się okazywało, że wykluł się im pierwszy ząb. Mieszek ma szybciej. Siedem miesięcy i się wykluwa. Za to z wszystkimi atrakcjami mogącymi temu towarzyszyć. A więc mieliśmy mega-marudzenie, biegunkę, lekki katar, kaszel spowodowany śliną z zębów, która spływa do gardła i gorączkę. Wysoką. Myślałam nawet, że to coś innego, ale sąsiadka przez płot podpowiedziała:

  • To zęby. Moje, jak im wychodziły, to miały po 40 stopni. Ale jak już wyjdą to od razu przechodzi.

I Mieszko miał nie mniejszą. We wtorek jak go odebrałam od babci i zmierzyłam mu temperaturę to było 39, a do wieczora, pomimo czopków, doszliśmy do 39,5. Przy okazji przybłąkała się trzydniówka i z Bobkiem kontakt był zerowy. Czerwone spuchnięte oczy, osłabienie, bezsenne noce i podkówka 😦 Wczoraj od południa zaczęło się poprawiać. Wykluł się drugi ząb, pojawiła się wysypka (czyli jednak było też trzydniówka). No a dziś, po całkiem już spoko nocy, kiedy btw.kotka Bulim umyła (wylizała) mu głowę, w ogóle chłopak jest cudownie roześmiany i ozdrowiony 🙂

Dla celów kronikarskich trzeba dodać, że oba pierwsze zęby odkrył tym razem TATIN. Ten drugi to wyczuł zanim się wykluł.

Dziadek czyta dziewczynom książkę o farmie:

  • Byli tam mama krowa, tata byk i ich synek cielak. Na farmie był też wół.
  • Kto to jest wół?

Dziadek zamyślił się… Nie powie przecież Łucji, że to krowa-eunuch. No bo jak to potem wytłumaczyć? Wymyślił więc:

  • Wół to taka krowa chłopak, który nie może mieć dzieci.
  • Tak jak dziadek?

Lubię jeździć do babci, bo tam jest dziadek

– Łucja

Po odwiedzeniu Maca (zabawki ze smurfami) i rewelacyjnej lodziarni na trasie (home made ice cream), oraz po odbyciu telefonicznej rozmowy z mężem (który odkrył, że tym samym samolotem leci Torbicka i pochłonięty był kombinowaniem jak tu obok niej usiąść), jesteśmy. Z zabawkami było małe zamieszanie, bo o ile Łucja od razu wybrała Lalusia, jako jedynego posiadającego lustro, tak Lila długo myślała by w końcu wybrać… Marudę 🙂

 

Dostałam ostatnio meila z linkiem do strony jednego znajomego. Prowadzi taki pamiętnik „pisany przez jego syna”. Co miesiąc umieszcza tam plik zdjęć wraz z opisem. Pomijając samą niezbyt mi pasującą formułę („najbardziej lubię mleczko mamusi”, „uwielbiam moje fascynujące zabawki”) co podejrzewam czytane przez dorosłą kiedyś osobę może się wydawać infantylne, ogólnie przejrzałam to z dużym zainteresowaniem. I przyszło mi do głowy, że z jednym dzieckiem rodzice mają niezły zapał do udowodnienia całemu światu, że dziecko nie jest hamulcem ich planów. Sama byłam długo orędowniczką tezy, że podróżowanie z dzieckiem jest wspaniałe i możliwe, ale im dalej w las tym tym silniejsza jest we mnie fraza: Można, ale po CO?! Ja wiem, że istnieją jeździki przyczepiane do rowerów i nosidła, w których można zdobywać Pieniny, ale wystarczy odczekać półtora roku i masz zupełnie inne warunki. Nie musisz się martwić o jedzenie, o to czy woda lub nowy proszek nie uczuli, lub też o to w czym tego bobasa wykąpać i czy gospodyni ma miednicę. I nie chodzi wyłącznie o lenistwo czy wygodę, ale też komfort malucha.

Ślubowania kolejne

Pamiętacie jak mówiłam, że to będzie lato ślubów? Przed nami kolejny i znowu zagraniczny. Tym razem włoski brat Diabla bierze ślub na Atlantyckim wybrzeżu Francji. Stamtąd pochodzi jego wybranka Annaelle. Rozmach imprezy będzie godny Gallów. Całonocna impreza na set osób, pieczone świniaki i wycieczki w pobliską, słynną winem i zamkami, dolinę Loary. Tym niemniej jednak ja z dzieciakami nie jadę. Przerabialiśmy już usypianie na zsuniętych krzesłach. To nie ma sensu. Naszą rodzinną delegację będzie reprezentował Diabli. Razem z ciotecznymi braćmi leci do Paryża, nocuje na Moulin Rouge i jedzie super szybkim pociągiem na wybrzeże.  W stolicy Francji wybiera się na kabaret, no bo będzie go miał pod nosem. Nie zamierza natomiast wjeżdżać na wieżę Eiffla i nie przekonało go, że jeden nasz znajomy uważa, że windziarka tam pracująca jest najpiękniejszą kobietą świata i niemalże zbankrutował jeżdżąc góra-dół ;))

Monsz, kup mi na bezcłówce jakiś jasny i nawilżający fluid! Bo w Budapeszcie jak pamiętasz, nie miałam do tego głowy!

Ja w tym czasie zwalam się na głowę dziadkom. Odwiedzimy fryzjera przed początkiem roku i może pójdziemy na grzyby? Ach, no i pouczę się do egzaminu! :))

Dziś były mieszkaniowe

Doświadczonych uczestników szkoleń charakteryzuje to, że nalewają sobie kawę do podwójnego kubka. Nowicjusze nieśmiało biorą jeden, a potem niosą parujący plastik trzymając go za górną krawędź. Mało nas takich co dopiero zaczynają zgłębiać tajniki ubezpieczeń

><><

Domowa instalacja. Klocki zostały wysypane z pudełka. Najpierw budowano i burzono (Mieszko). Scenariusz 1-szy: ludziki z farmy, jadą do sklepu zoologicznego, gdzie mdleją. Przyjeżdża kartka i odwozi do szpitala. Scenariusz 2-gi: dużo małych domków w których toczy się niezależne życie. A potem odkryto, że pudełko po klockach jest PUSTE. Upss, errata: BYŁO puste 😉

Technologia smaku

Przypomniało mi się wczoraj jak mój brat uczył się pić piwo. Miał lat ponad 20-ścia, postawił sobie przed sobą kilka rodzai i próbował. Brrrrrr– wzdrygiwał się po każdym łyku- Ależ to paskudne! A postanowił smak oswoić, bo przecież „wszyscy prawdziwi faceci piją piwo„. Nie wiem jak rodzicom udało się nas tak uchować, ale z całą pewnością dziewczyny są obecnie w wieku, kiedy do nowości podchodzą sceptycznie a nawet z obrzydzeniem, a modny smak musi po prostu smakować. Sok wiśniowo-arbuzowy? Nie bardzo mi smakuje.

Między innymi dlatego wyprawy na biesiady, pikniki czy festyny są z nim trudne. A mamy takich imprez, z różnych względów, tego lata sporo! Panny zjedzą lody lub pop-corn, ale o kiełbasce nie ma już mowy. Dobrze, że tym razem była też jakaś piekarnia i „pan za ladą” zauroczony naszą liczną rodziną podarował nam 5 drożdżówek. Nie ma to jak być patologicznym 😉 

Tańców więc trochę z tatinem:

Lila maruda do starszej siostry:

  • Nie lubię… Nie lubię słońca…
  • Jak to Lila, nie lubisz słońca?!
  • Nie lubię. Lubię cień…
  • Ale jak jest słońce i sobota to są urodziny Łucji! 😀

I ja, która postanowiłam nie wiadomo po co założyć szpile :/ W to świeżo ścięte rżysko obcasy wbijały się doskonale :/