O tym jak marzenia się spełniają

Wujek Józik, mąż ciotki Sabiny, miał Dacię. Turkusową. Przyjeżdżał nią w niedzielę do kościoła. Jak było słońce. Bo jak padał deszcz jechał na rowerze. Ale wróćmy do Dacii. Parkował ją na podwórku u babci. Obchodziliśmy ją wtedy z każdej strony, bojąc się dotkąć. W końcówce lat ’70 wydawała mi się najpiękniejszym samochodem świata… Pirewszym o jakim marzyłam…

Moja z turkusem, wspólną ma tylko nazwę. Blue Elektrique. Jak widać bardziej to wyszedł Verde Ethel niż jakiś Blue 😉 Jest wielka, 7 osobowa, siedzenia można składać, ma obszystą skórą kierownicę, fantastyczny, asymetrycznie otwierany bagażnik i jest duża (ale to już chyba mówiłam 🙂

Żeby nie było tak idealnie brakuje mi czujników parkowania. No i to auto będzie bardziej siłowe niż Cytryna, która chodziła jak auta japońskie. Ale lubię siłowe auta, więc to nie minus. Zachwycona jestem natomiast poziomem obsługi w Dacii. Oprowadzono nas po całym serwisie, żebyśmy wiedzieli gdzie co jest; Lila, która utknęła przed gablotą z modelami samochodów, DOSTAŁA taki jaki sobie wybrała, mi spięto kluczyki firmowym breloczkiem i naprawdę się czułam jak super ważny klient.

No i długą na nią czekaliśmy. Ponad dwa miesiące. Podobno jest to związane z limitami sprzedażowymi. Na Francję jest 250 aut miesięcznie, na Polskę 200. Bo to jednak koncern Renault i  żeby tak za bardzo im w drogę nie wchodzić.

No i fotorela! 🙂

Tablic całych Wam nie pokażę, ale zobaczcie jaką mam końcówkę… Mąż mi takie wybrał 😉 Ciąg liter i taka końcówka…

Tu macie fragment breloczkowego dylematu. Ten co dostałam niech sobie będzie, ale zamówiłam dwa szydełkowe. Łodkę i motyla… Chyba na lato dam jednak motyla.

Tu ja trąbie klaksonem. Nie działało. Bo w Dacii ten sam stary francuski patent co w Renault. Klakson jest w kierunkowskazie.

A tu Lila je pierwszego hot-doga w nowym aucie. Okruszki zostały rzucone. W drugiej ręce samochodzik. Btw. wybrała model wujka Józika :)))

I jeszcze raz Lila. Tym razem z perspektywy BOCZNEJ. Ona uważa, że ona wybrała auto 🙂 chciała „bebeski”, czyli niebieski i taki jest. Łucja natomiast się popłakała co zrobiliśmy z tamtym. I  że tamten miał MISIA… Po doprecyzowaniu wyszło, że chodzi o naklejkę na tylniej szybie. Więc po prostu dokleimy trójkąt i będzie dobrze!

„Honey, this happened not by accident!”, czyli „Kochanie, to samo się nie wyrzeźbi!”

– Devon, tłumaczący żonie dlaczego do Afryki zabiera hantle, Chuck, s03e14

Najgorsza jest galareta. Nie nadwyżka kilogramów, a galereta. W jednym z tych filmów obejrzanych w chwilach poszukiwania czegoś znośnego z telewizji, Cameron Diaz stoi w przebieralni z przyjaciółką. Są o dekadę młodsze ode mnie i krytykują swoje ciała. Ta koleżanka jest nieźle przypakowana, ale zgina rękę i pokazuje na ten tłuszczyk od dołu przedramienia. Trąca go palcem i pyta:

  • Co to jest? Skąd to się wzięło?

Koleżanka ją pociesza, podnosząc własne piersi:

  • Zobacz! 10 lat temu byłu tu! A teraz są tu! 🙂

 

Joga upadła. Zanim dotarłam grupa startowa przerodziła się w ogólną, do której bez podstaw się nie nadaję. Za to startowa rusza na 17-stą do 19-stej. I to odpada, bo to pora usypiania i karmienia Mieszka. Ruszyłam więc 6-stkę Weidera. I tydzień już ćwiczę. A wczoraj jeszcze zaczęłam biegać! Dobrze mi się biega, choć moje tętno twierdzi coś innego. Ale popracujemy nad nim. Chwalę się Lutce:

  • Wiesz mamuś, no i zaczęłam biegać. Tak narazie po 7-8 minut. Ale jutro będziemy biec razem.
  • No to dobrze.
  • I dostałam taki kupon rabatowy na kostium kąpielowy meilem, musi mi tyko Łukasz wydrukować i kupię. Żeby jako tako wyglądać na tych wakacjach.
  • To kup lepiej jednoczęściowy.
  • Ale ja zrzcucę ten brzuch. Ja już wyglądam lepiej.
  • Jak wiesz, ja długo nosiłam dwuczęściowy. A pewnego razu zobaczyłam się w lustrze. I od tamtej pory noszę jednoczęściowe. I wyglądam w nich lepiej.

To się nazywa zimny prysznic od Lutki … A gdzie matczyny backup?!! :))

A i coby było, przy muzyce o sporcie… Też z Chucka. Puszczał to swojej dziewczynie. Nina Simone – Feeling Good. A tu możecie obejrzeć tę uroczą parę.

Po jedenaste: paszport wyrabiaj po sezonie!

Obiecuję, obiecuję. Ostatni raz w życiu wyrabiamy paszport tuż przed sezonem. Na luzie, po wakacjach, jesienią, rok wcześniej należy to robić. W czerwcu w paszportowych dochodzi prawie do rękoczynów. A gdybym niczym Chuck miała intersekt w głowie, to ogłuszyłabym wszystkich i weszła. Jakby nie było dziś nie załatwilśmy nic, za to nasze małżeństwo zaliczyło tracyjnie (jak to w paszportowym) kryzys.

Paszport potrzebuje młodziak, i do tego potrzebni jesteśmy oboje. No i wyrabiam nowy ja. Poprzedni wygasa dopiero w 2013, ale przy trójce dzieci nie wypada dłużej z takim z panieńskim nazwiskiem jeździć. Zresztą to chyba nie do końca zgodne z prawem. W nowym dokumencie  będę musiała zostawić odcisk palca…

Pokaże Wam Mieszka paszportowego. Jest na nim strasznie podobny do Łucji. Dla porównania zdjęcie „Kluchy”, bo tak na nią wtedy mówiliśmy (Mieszko i Łucja w wieku identycznym! 🙂

Najlepsi rodzice świata ;)

  • Łuka, opowiadałam Ci jak rozmawiałam z Łucją o kabrioletach?
  • Coś tam opowiadałaś, ale co konkretnie?
  • Ostatnio znowu widziałyśmy i powiedziałam jej, że jak zamieszka gdzieś gdzie cały rok jest ciepło, to może takim jeździć. A ona się nabzdyczyła, że całe życie chce mieszkać w NASZYM domu 🙂
  • Bo ona jest w takim wieku, że wszystko co MA uważa za najfajniejsze. Jej mama jest najfajniejsza, jej tata jest  najfajniejszy, jej dom jest najfajniejszy, jej siostra jest najfajniejsze, jej brat…
  • Wspaniałe, nie?
  • Potem jej się odmieni :)) Ale narazie jesteśmy bezkonkurencyjni.

Jak to jest, gdy się pozwoli mężowi ubrać…

  • Łukasz, w co się ubrać?
  • A co masz do wyboru?
  • Ze względu na mój chwilowo gigantyczny biust mieszczę się tylko w jedną sukienkę. Więc może te lejące spodnie? Łatwiej będzie mi w koszulce karmić niezauważenie.
  • Jak chcesz. Ale w sukience wygladasz lepiej. W spodniach wogóle nie jesteś odświętna.

Dziś byliśmy na chrzcinach. Maly Wiktor miał swoją imprezę połączoną przy okazji z pierwszymi urodzinami. Wszystko było super, ksiądz był sympatyczny, jedzenie w knajpie dobre, było dużo dzieci, więc dziewczyny miały towarzystwo. Ja straszyłam wielkim biustem z wielkiego dekoltu. Ot jak się kończy jak sie człowiek pozwoli mężowi ubrać. Inna sprawa, że trochę mi tęskno za moim B-cupem 🙂

 

Nauczyliśmy się też, że warto zabrać coś idąc z dzieckiem na dłuuugą mszę. Bo chrzczonych była szóstka, msza była poszerzona o część dla zmotoryzowanych (Diabla auto było poświęcone ;), a gorąc nawet w tych kamiennych murach był nie do wytrzymania. Diabli więc wyskoczył do pobliskiego sklepu i dowiózł prowiant: po batoniku, herbatniki i soczki. I bez wody mineralnej i mokrych chusteczek w torebce nie wychodzę tego lata z domu!

Co zrobić jak dziecko ma udar słoneczny?

Spox, tym tym razem nie my 🙂 Awaria była w domu u sąsiadów z ich dwuletnią córeczką. Dokładnie w tym samym wieku była Łucja, kiedy ją to też spotkało. Upalna grecka wyspa i gorączkujące dziecko. Telefon do przyjaciela, a dokładniej sesemes do przyjaciółki i uzyskana porada, która nie straciła nic na ważności:

  1. Schować dziecko do cienia.
  2. Poić. Jak da radę to posłodzoną, lub posoloną wodą (elektrolity). Ale zwykła też może być.
  3. Zimna kąpiel. Nie lodowata, ale zimna. Może być hotelowy basen, albo wanna pełna letniej wody.
  4. Przez dzień, dwa nie wypuszczać na słońce.

Męczą mnie te upały. Idealna temperatura to 23-24 stopnie. I uwielbiam ciepłe wieczory. Po dwóch miesiącach telewizyjnego detoxu, włączyliśmy dziewczynom telewizor. Nie szło ich inaczej z dworu do domu ściągnąć w samo południe.

<><>

Ale, żeby nie było tak katastroficznie przy sobotach, to jedna refleksja jaka mnie dziś naszła… UWIELBIAM jeść palcami. W sferze sposobu jedzenia, dobrze bym się czuła w kulturach pierwotnych… gdzie nie znano sztućców! Zupy i płyny mogę wypijać, ale całą resztę chętnie pochłaniałabym ręcznie 🙂 Taka np. karkówka. Po co ją kroić? Jak trzymasz w rękach i trafisz na tłustszy kawałek, to po prostu go obgryzasz wokół. Albo sałatki. Ryzykować, że w łapczywym pędzie coś spadnie z widelca na dekolt?! O ileż wygodniej paluchami ładować mięsiste pomidory, chrupiącą sałatę, gorzkawą rzodkiewkę czy ociekakający oliwą ser…

Obalanie stereotypów

  • Justyna, co to jest na siedzeniu pasażera? Jakiś pokruszony herbatnik?
  • Może.
  • Możesz mi powiedzieć co to jest? Jak można w jeden dzień w aucie taki syf zrobić!!!
  • Mhm…
  • Co to  jest??!!
  • Nie wiem! Co to za pytanie?!? Z kochankiem naśmieciliśmy.
  • Nie mógł po sobie posprzątać?
  • Wiesz, to Azjata był, oni mają tyle nasienia, że ono było wszędzie…
  • To niech kończy poza moim autem!

Brak drugiego auta powoduje masę logistycznych trudności. Angażowania dziadków (jednych i drugich), pożyczania auta a co najgorsze jeżdżenia jednym, co jak widać Diabli znosi średnio ;)) Wczoraj na skutek takich roszad Łucja była poza domem 11 godzin. W przedszkolu miała być na siódmą, bo jechali to teatru i wyjazd był z samego rana, a jeśli chodzi o powrót, to Diabli gdzieś utknął i odbierał ją po piątej. Nawet dzwonili z przedszkola, czy ktoś po nią przyjedzie, bo została sama… Dziś została więc w domu. Jak się obudzi będzie o TO dym, bo piątek to wspaniały dzień, gdyż pomijając możliwość zabrania zabawek, na obiad dają ukochane kluchy albo nawet makaron z truskawkawkami. Plus akurat rozpoczęły się przygotowania do przedstawienia na koniec roku, które Łucja uwielbia!… Ale nie chciałam jej DZIŚ puszczać. Może i ona ma zupełnie inne pokłady energi niż ja, ale jednak jest moją córką, a mnie tyle wczorajszych godzin poza domem by wykończyło. Szykuje się więc emocjonujący dzień! 🙂

<><>

Mężczyzna w różu. Kto powiedział, że nie może być? Że będzie mało przystojnie? Albo mało męsko?? Proszę! I w różowym namiocie, i w różowych spodniach (po Lili) i z różowymi piwoniami! I jaki super gość! :))

I żeby Cię nie naszło na jeżdżenie po piwo do nocnego!

– 😉 rzucił Diabli i wyjechał na szkolenie

A ja wieczorem, po uśpieniu dzieci (jak to sąsiad powiedział: trampoliny są super, bo dzieciaki po nich szybciej zasypiają) zamiast przed Chuckiem zasiadłam przed telewizorem. Czy muszę się powtarzać, że nic nie ma? Przeleciałam całość, znalazłam jakieś horrory, kilka staroci i parę komedii. Włączyłam zmywarę, nastawiłam pranie, zrobiłam porządek w bawialni i znowu przeleciałam całość. O, proszę, jakaś produkcja braci Czechów. Spróbujmy! Rozstawiłam deskę i zaczęłam oglądanie!

Młode wino

Prawda to znana jak świat, że jeśli Czechy to piwo, a jeśli Morawy to WINO! Kolejny obowiązkowy film nie tylko dla amatorów wina. Jest klimatycznie, zabawnie, pozytywnie i zwyczajnie 🙂 Morawy to taki nasz Śląsk, więc zdarza się usłyszeć: Kaj?, czyli gdzie.  Zapach, kolor i smak – trzy wyznaczniki jakości starego wina. A młode wino? A młode wino po prostu pośpiesznie należy spożyć- bez degustacji. Młode wino nie wieczne- trzeba więc bez ociągania sięgnąć rękę po dobrodziejstwo winnic letnią porą. Wino, młodość i lato!

  • Dziadku, nie mogę się zająć Twoją winnicą.
  • Dlaczego nie?
  • Nie lubię wina. Mam po nim zgagę.
  • To nie problem. Możesz to wyleczyć.
  • Jak?
  • Musisz się przespać ze zdrową dziewczyną.
  • Ale jak to poznać, że jest zdrowa?
  • Na śniadanie pije kieliszek białego wina.

Wszystkim dzieciom

Szłam z Łucją i naprzeciwko jechała dziewczynka na rowerze. Jak nas mijała powiedziała do Łucji:

  • Mam taki sam kapelusz.

No i Łucja sie zafrasowała. 🙂 Więc jej mówię, że napewno nie ma takiego samego, a jeśli nawet jest podobny, to Łucja i tak wygląda w nim 100x lepiej. Chyba uwierzyła, bo humor jej powrócił. 😉

<>

Beztroska i naiwność to cechy odpowiedzialne za szczęście. To dzięki nim tak wspaniale czujemy się na wakacjach. Jesteśmy zrelaksowani, chce się nam pomagać innym i czujemy się tak jakbyśmy mogli góry przenosić. Ale to też cechy „miękkie”. Jak się tak wprowadzimy w taki nastrój to każde zło świata odgniata się na nas jak na plastelinie. Oblewa nas kubeł zimnej wody i obiecujemy sobie, że od tej pory już będziemy twardzi i nie damy się tak podejść.

To też cechy dziecięce. To idealizm oraz wiara w to, że dobro i miłość zwycięża.

Wszystkim dzieciom życzę dużo beztroski i niefrasobliwości!:D

I żeby ta bezstroska była elastyczna jak guma i odbijała wszystko. Niech będą zadufane i zapatrzone w siebie, ale niech będą tak naiwnie i dyletacko szczęśliwe!