- Justyna, co to jest na siedzeniu pasażera? Jakiś pokruszony herbatnik?
- Może.
- Możesz mi powiedzieć co to jest? Jak można w jeden dzień w aucie taki syf zrobić!!!
- Mhm…
- Co to jest??!!
- Nie wiem! Co to za pytanie?!? Z kochankiem naśmieciliśmy.
- Nie mógł po sobie posprzątać?
- Wiesz, to Azjata był, oni mają tyle nasienia, że ono było wszędzie…
- To niech kończy poza moim autem!
Brak drugiego auta powoduje masę logistycznych trudności. Angażowania dziadków (jednych i drugich), pożyczania auta a co najgorsze jeżdżenia jednym, co jak widać Diabli znosi średnio ;)) Wczoraj na skutek takich roszad Łucja była poza domem 11 godzin. W przedszkolu miała być na siódmą, bo jechali to teatru i wyjazd był z samego rana, a jeśli chodzi o powrót, to Diabli gdzieś utknął i odbierał ją po piątej. Nawet dzwonili z przedszkola, czy ktoś po nią przyjedzie, bo została sama… Dziś została więc w domu. Jak się obudzi będzie o TO dym, bo piątek to wspaniały dzień, gdyż pomijając możliwość zabrania zabawek, na obiad dają ukochane kluchy albo nawet makaron z truskawkawkami. Plus akurat rozpoczęły się przygotowania do przedstawienia na koniec roku, które Łucja uwielbia!… Ale nie chciałam jej DZIŚ puszczać. Może i ona ma zupełnie inne pokłady energi niż ja, ale jednak jest moją córką, a mnie tyle wczorajszych godzin poza domem by wykończyło. Szykuje się więc emocjonujący dzień! 🙂
<><>
Mężczyzna w różu. Kto powiedział, że nie może być? Że będzie mało przystojnie? Albo mało męsko?? Proszę! I w różowym namiocie, i w różowych spodniach (po Lili) i z różowymi piwoniami! I jaki super gość! :))



