Diabli rozmawia ze swoim bratem ciotecznym o zespołach ludowych:
- Najbardziej zdumiewa mnie to, że wykonujące są albo bardzo dorosłe, albo jeszcze nie dorosłe…
- Wiem co masz na myśli.
- Brakuje mi tego ŚRODKA.
- Mi też :))


I mi też tego środka brakuje. I nie chodzi o profesjonalizm… Młódź mamy dorodną, ale to jednak dzieci. Grupa z drugiego bieguna jest pełna pasji i ogromnej wiedzy, no ale żadna się nie nadaje na repertuar pieśni lubieżnych, których przecież w narodzie nie brakowało. Dlatego też jak wyszła Białoruś to tak porwała tłum. Marusia buzi daj to przecież bliskie każdemu :))
<><>
Wczoraj:
Wykąpaliśmy dzieci. Po dwóch „dniach dziecka” woda była czarna… Odpaliłam pralkę, oskrobałam małe ziemniaczki i przygotowałam kurki, które kupiśmy po drodze. I zasiedliśmy z jedzeniem do Chucka. Późne kolacje to jest to! 🙂
Dziś:
Odwiozłam Łuczę (próba generalna przedstawienia na zakończenie roku), rozważałyśmy dlaczego pada deszcz (żeby ziemia nie wyschła i nie było pustyni) i coby było gdyby do przedszkola trzeba było jeździć na wielbłądach. Zaraz zabieram się za zupę, a potem nastawiam kolejne pranie! :))
