Za-R-Z-yj koniu, za-R-Z-yj!

Nie jest łatwo trafić na te Kurpie… To znaczy może i łatwo, ale nam wyszło jakoś trudno 😉 Ruszyliśmy zaraz po pracy Diabla. Czas mieliśmy dobry, w perspektywie długi dzień, dzieci szybko zasnęły, więc mogliśmy rozgrzebać każdy temat, który nas gnębił od kilku miesięcy. Cel mieliśmy jasny: dom, gdzie nocleg i wikt zapewniała nam rodzina Diabla. Pozostawało tylko wbić do nawigacji. Wbiłam. Tyle, że każdy kto korzystał z tego typu wynalazków, wie, że jak się wbije jakąś wichurę, jak Piaski, Pruszki czy Peszki, wysypuje Ci naście typów. Różne gminy, powiaty i regiony. Ale wybrałam… Tyle, że źle. Punkt A, do którego zmierzaliśmy był na Podlasiu, a dotarliśmy na Mazury. Punkt B, od punktu A był odległy o 100 kilometrów. Godzina 23:30. I pewnie byśmy tak krążyli po nim do rana szukając chaty i zastanawiając się, kiedy tę remiza pobudowali, i dlaczego cały czas nie ma zasięgu, gdybyśmy nie trafili na drogowskaz do Mrągowa… To była duuuuża awantura później. :))

Lubię folkor. Lubię rękodzieło i uwielbiam folkor. Jak na scenę wjechała kapela z Białorusi i zaśpiewała o kozakach, miłości i koniach to po policzkach popłynęły mi łzy. Tak mnie ta siła pieśni wzruszyła :)) Wiem, obciach 🙂  Inna sprawa, że oni są naprawdę wybitnie profesjonalni. Podczas kiedy u nas większość (chociaż napewno nie wszyscy!) ludowych wykonawców wyskakuje ze strojów zaraz po występie, nakłada jakieś szare t-shirty i staje się zwyczajna,  tamci chodzili przed i po w strojach galowych rozpalając apetyt na przedstawienie. A jak wyszli i ryknęli, bez żadnej przypadkowości i fuxa, to nie dziwi, że startowali poza konkursem.

Przy okazji obejrzeliśmy skansen architektury drewnianianej w Nowogrodzie:

Wymoczyliśmy ręce w rzece i ojedliśmy się waty cukrowej…

Btw. na festynie towarzyszącym imprezie były te stoiska gospodyń wiejskich. Ależ pyszne ciasta te panie upiekły! :)) Diabli towarzyszył mi kanapkami ze smalcem, ale swoją ilość słodyczy też zjadł 😉 Nadwyżkę zrzucał bawiąc się w paparazzi zespołów, na tańcach z dziewczynami pod sceną, albo po prostu na klaskanie :)) Ach, no i na rzucaniu psu (o dziwo, nawet się go dziewczyny nie bały!) gumowego kółka!

Dziewczyny kupiły sobie jakieś takie migające szkaradztwa i pół nocy się tym bawiły:

A i jeszcze próbowaliśmy ułożyć własne pieśni po kurpiowsku :)) Drugą nagrodę w konkursie zdobył pan Henryk, który zaśpiewał: ZaRZyj (r i z wymawiać osobno;) koniu, zarzyj. No więc na tę modłę kombinowaliśmy :))