Co roku pod choinkę dostaję od Krzycha kalendarz książkowy National Geogaphic. Jest gruby i solidny a na każdej stronie są kolorowe fotografie. Za każdym razem, po upływie roku ląduje dziewiczy na makulaturze. Prosiłam kilka razy: Tatuś, nie kupuj mi takiego ładnego kalendarza. Ja nie mam co zapisywać. Ale ojciec jest niezłomny i niepoprawny:).
Zawaliłam ostatnio dwa zlecania. Chciwie je wzięłam i zrobiłam je źle. Mogę to oczywiście rozkosznie zwalić na hormony i dzieci, i na to, że odpłynęłam od spraw zawodowych, ale mnie to nie usprawiedliwia. Najprawdopodobniej żaden z tych zleceniodawców już do mnie wróci, a trafili się naprawdę jakimś mega fuksem.
Doszłam więc do wniosku, że czas sie zabrać w sobie. Pomoże mi w tym kalendarz od Krzycha. Będę planować każdy dzień, ponieważ zawaliłam z powodu głównie złej organizacji i małego skoncentrowania na tym co robię.
<><><>
Ewolucja lal. Jakby ktoś myślał, że małe dziewczynki tylko woża lale w wózkach….
Etap I. Nagość. Kiedyś już pisałam, że nie znosiłam gołych lalek, ale życie pokazało, że to mały pikuś… Każda nowa lala, czy to szmaciana, czy plastikowa, jest najpierw rozbierana.

Etap II. Testy jakości, która mało która przechodzi. Lubię ten etap. Na ogół jest to dobra okazja, by lalę wywalić.

Etap III. Specjalizacja: malowanie. Wykonuje specjalista Lila. Na ogół długopisem, chociaż zdarza sie też marker. Być może dlatego długopisy giną?

Etap IV. Specjalizacja: zaklejanie oczu. Wykonuje specjalista Lila. Plasteliną.

Etap V. Specjalizacja: demontaż mechanizmu grającego. Wykonuje specjalista Łucja.

Etap VI. To dopiero jest zabawa! Czyli walka, która będzie słuchała radyjka! 🙂

Żebyśmy mieli jasność: Dziewczyny ewidentnie się lalkami bawią. W sposób specyficzny, ale się bawią. Właściwie to bawią się wszystkim i jak do tej pory jedym nietrafionym zakupem zabawkowym były gry planszowe :))
