„Honey, this happened not by accident!”, czyli „Kochanie, to samo się nie wyrzeźbi!”

– Devon, tłumaczący żonie dlaczego do Afryki zabiera hantle, Chuck, s03e14

Najgorsza jest galareta. Nie nadwyżka kilogramów, a galereta. W jednym z tych filmów obejrzanych w chwilach poszukiwania czegoś znośnego z telewizji, Cameron Diaz stoi w przebieralni z przyjaciółką. Są o dekadę młodsze ode mnie i krytykują swoje ciała. Ta koleżanka jest nieźle przypakowana, ale zgina rękę i pokazuje na ten tłuszczyk od dołu przedramienia. Trąca go palcem i pyta:

  • Co to jest? Skąd to się wzięło?

Koleżanka ją pociesza, podnosząc własne piersi:

  • Zobacz! 10 lat temu byłu tu! A teraz są tu! 🙂

 

Joga upadła. Zanim dotarłam grupa startowa przerodziła się w ogólną, do której bez podstaw się nie nadaję. Za to startowa rusza na 17-stą do 19-stej. I to odpada, bo to pora usypiania i karmienia Mieszka. Ruszyłam więc 6-stkę Weidera. I tydzień już ćwiczę. A wczoraj jeszcze zaczęłam biegać! Dobrze mi się biega, choć moje tętno twierdzi coś innego. Ale popracujemy nad nim. Chwalę się Lutce:

  • Wiesz mamuś, no i zaczęłam biegać. Tak narazie po 7-8 minut. Ale jutro będziemy biec razem.
  • No to dobrze.
  • I dostałam taki kupon rabatowy na kostium kąpielowy meilem, musi mi tyko Łukasz wydrukować i kupię. Żeby jako tako wyglądać na tych wakacjach.
  • To kup lepiej jednoczęściowy.
  • Ale ja zrzcucę ten brzuch. Ja już wyglądam lepiej.
  • Jak wiesz, ja długo nosiłam dwuczęściowy. A pewnego razu zobaczyłam się w lustrze. I od tamtej pory noszę jednoczęściowe. I wyglądam w nich lepiej.

To się nazywa zimny prysznic od Lutki … A gdzie matczyny backup?!! :))

A i coby było, przy muzyce o sporcie… Też z Chucka. Puszczał to swojej dziewczynie. Nina Simone – Feeling Good. A tu możecie obejrzeć tę uroczą parę.