
- Łukasz, w co się ubrać?
- A co masz do wyboru?
- Ze względu na mój chwilowo gigantyczny biust mieszczę się tylko w jedną sukienkę. Więc może te lejące spodnie? Łatwiej będzie mi w koszulce karmić niezauważenie.
- Jak chcesz. Ale w sukience wygladasz lepiej. W spodniach wogóle nie jesteś odświętna.
Dziś byliśmy na chrzcinach. Maly Wiktor miał swoją imprezę połączoną przy okazji z pierwszymi urodzinami. Wszystko było super, ksiądz był sympatyczny, jedzenie w knajpie dobre, było dużo dzieci, więc dziewczyny miały towarzystwo. Ja straszyłam wielkim biustem z wielkiego dekoltu. Ot jak się kończy jak sie człowiek pozwoli mężowi ubrać. Inna sprawa, że trochę mi tęskno za moim B-cupem 🙂
Nauczyliśmy się też, że warto zabrać coś idąc z dzieckiem na dłuuugą mszę. Bo chrzczonych była szóstka, msza była poszerzona o część dla zmotoryzowanych (Diabla auto było poświęcone ;), a gorąc nawet w tych kamiennych murach był nie do wytrzymania. Diabli więc wyskoczył do pobliskiego sklepu i dowiózł prowiant: po batoniku, herbatniki i soczki. I bez wody mineralnej i mokrych chusteczek w torebce nie wychodzę tego lata z domu!

