Spox, tym tym razem nie my 🙂 Awaria była w domu u sąsiadów z ich dwuletnią córeczką. Dokładnie w tym samym wieku była Łucja, kiedy ją to też spotkało. Upalna grecka wyspa i gorączkujące dziecko. Telefon do przyjaciela, a dokładniej sesemes do przyjaciółki i uzyskana porada, która nie straciła nic na ważności:
- Schować dziecko do cienia.
- Poić. Jak da radę to posłodzoną, lub posoloną wodą (elektrolity). Ale zwykła też może być.
- Zimna kąpiel. Nie lodowata, ale zimna. Może być hotelowy basen, albo wanna pełna letniej wody.
- Przez dzień, dwa nie wypuszczać na słońce.
Męczą mnie te upały. Idealna temperatura to 23-24 stopnie. I uwielbiam ciepłe wieczory. Po dwóch miesiącach telewizyjnego detoxu, włączyliśmy dziewczynom telewizor. Nie szło ich inaczej z dworu do domu ściągnąć w samo południe.
<><>
Ale, żeby nie było tak katastroficznie przy sobotach, to jedna refleksja jaka mnie dziś naszła… UWIELBIAM jeść palcami. W sferze sposobu jedzenia, dobrze bym się czuła w kulturach pierwotnych… gdzie nie znano sztućców! Zupy i płyny mogę wypijać, ale całą resztę chętnie pochłaniałabym ręcznie 🙂 Taka np. karkówka. Po co ją kroić? Jak trzymasz w rękach i trafisz na tłustszy kawałek, to po prostu go obgryzasz wokół. Albo sałatki. Ryzykować, że w łapczywym pędzie coś spadnie z widelca na dekolt?! O ileż wygodniej paluchami ładować mięsiste pomidory, chrupiącą sałatę, gorzkawą rzodkiewkę czy ociekakający oliwą ser…
