Treasure hunt

Dziewczyny znalazły SKARB ;0 Taki PRAWDZIWY… :)) A ukryty oczywiście przez dziadka.

Najpierw przez parę dni było o tym mówione… Że gdzieś jest ukryty skarb… Potem pocztą przyszła MAPA. Koperta miała znaczek z samochodzikiem i była zaadresowana: Łucja, Lila i Mieszko. Potem Łucja przeliterowała napis. M-A-P-A. MA-PA. Mapa! MAPA!!!. Potem dziadek pomógł „przeczytać” mapę. A następnie z plastikowymi łopatkami poszli pod trzepak i wykopali SKARB! Ukryty w drewnianej szkatułce zbiór szklanych kamyków…Aż były rozdygotane jak je oglądały!

W nagrodę za pomoc w poszukiwaniach dziadek był zaproszony na piknik wróżek. Na płatkach róż podano maliny i jagody syberyjskie.

Jeść je trzeba wkładając jedne w drugie :))

A po tym zasięść można było do wspólnego (potrójnego) czytania :))

Lecz, żeby nie było tak idealnie, że panny wierzą w skarby i piratów zdradzę Wam pytanie, jakie zadała mi usypiająca Łucja. „Mamuś, a dziadek TEN skarb zamówił?” Ot, jak rozwija się dziecko w dobie zakupów internetowych :)))

Truskawkowo

Co roku w lecie zastanawiam się jaki jest mój ulubiony owoc. Najpierw rzucam się na truskawki, ale powiem Wam, że w tym roku nie było dobrych. Raptem dwa razy jadłam dobre. Jedne to były te kupione na trasie przez Lutkę, na drugie trafiłam ja zaciekawiana jak to smakuje odmiana o nazwie „Poziomka”. Cała reszta była mało słodka i wodnista. Czereśnie przeleciały nie wiadomo kiedy i zaczęły się maliny. To chyba zresztą ulubione owoce dziewczyn. Mając u dziadków szwedzki stół owoców: maliny, jagody, czereśnie i truskawki wybrały te pierwsze. Mi z tego zestawu najbardziej podeszły jagody. A potem poszłyśmy na spacer i odkryłam wystającą przez płot gałąź kwaśnych wiśni, który były przepyszne. Czyli może wiśnie?… Hmmm… Trudny wybór 😉  Z całą pewnościa natomiast NIC nie przebije zapachu truskawek. Na rynku, jak mijasz stragan z łubiankami to zawsze na nie spojrzysz.

Tego lata szykuje nam się TRUSKAWKOWY EPIZOD. Mini-mini zrobiło konkurs na najlepszą pracę Truskawkowego Ciastka i Łucja zapragnęła wziąć w nim udział. Trzeba namalować, narysować lub wykonać dowolną techniką obrazek z bohaterką Truskawkowa. Obrazki wydrukowałam z JuniorToons.com (polecam też inne „charackters”) i dziewczyny je pokolorowały. Proponowałam wykleić plasteliną, ale chciały kolorować. Dzieła podpisałam, włożyłam do dużej koperty i … zorientowałam się, że i tak nie mam kuponu z jakiejś gazetki. No coż. I tak nie ryzykowałabym, że dziecko może NIE wygrać :)) Teraz tylko pytanie, czy jej (ich) rysunek „zdobędzie” główną figurkową nagrodę czy tematyczną książeczkę?

<><>

Spacer. Droga rozkopana, wózkiem nie przejedziesz, więc chusta. Jutro przećwiczę wiązanie na plecach tego kloca :)) Perspektywa poruszona i ukośna, bo fotograf Łucza 🙂

Budowlanek

Łucja założyła koszulkę tylko za kark. Ramiona zakryte, „tors” goły. Pytam:

  • Kto Cię tak nauczył nosić koszulkę?
  • Nikt. Ja jestem BUDOWLANEK

🙂 Gdzie ona tych nagich „budowlanków” widziała nie wiem, ale teraz napatrzy się na nich z nawiązką. Dziadkom zmieniają ulicę. Nie mam pojęcia zresztą po co. Był nowy i równy asfalt, a będzie kostka. Kostkę znam i taka idealna to ona nie jest. Wypacza się, robią się muldy i koleiny. No i całe lato roboty będą tu trwać. Dziewczyny stoją w wielkim oknie swojej sypialni i kibicują. Mały bobcat z wielkimi widłami wyrywa ogromne płyty asfaltu i ładuje na wywrotkę. Odsłania żółty piach i czarną ziemię. I nawet ja się jakoś dziadkom przydałam tutaj u nich, bo wyszłam pogadać z klasą robotniczą, by płotu nie uszkodzili. Zerkam raz na jakiś czas, jak im idzie i widzę, że narazie z szucunkiem do mojej prośby 🙂

Dzieje starsze i nowsze

Muszę się Wam pochwalić Łucją. Jakiś czas temu okazało się, że obgryza paznokcie. Pamiętacie? Próbowaliśmy przekonać, urządzaliśmy różne pogadanki, ale nawyk był silniejszy. Dwa tygodnie temu Łucja postanowiła przestać. I udało się jej. Paznokcie są już na tyle długie, że wczoraj trzeba było je podciąć. Tak minimalnie, bo chociaż dłuższe, cały czas są za nisko, niemniej jednak były takie nierówne, a są równiótkie. Zrobiłyśmy cały wieczór z zabiegami, łącznie z peelingiem i lakierowaniem (bezbarwnie). Wydaje mi się, że z każdym kolejnym dniem jest łatwiej. I bardzo, bardzo jestem z niej dumna, że jest taka silna :))

<>

Weekendowe pogadanki. Sobota, przed telewizorem. W wiadomościach powiedzieli o pozwoleniu na małżeństwa homoseksualne w NY. Nie mam nic przeciwko, ale nie rozumiem poco im papierek. Ja rozumiem prawo do dziedziczenia, informacji lekarskiej, wspólnego majątku, ale po co im ślub? Nieważne. Leci jakiś film o łodzi podwodnej. Pytam:

  • Która to wojna, że murzyn jest żołnierzem?
  • Diabli: druga.
  • Lutka: I tak przesadzili… Czarny oficer? Niemożliwe.
  • Diabli: Za parę lat w każdym filmie będzie para gejów.

Widzicie to? Na fali poprawności dochodzi do przekłamania historii 😉 I nie chodzi o zwykłe czepialstwo Krzycha, któremu przeszkadza jak pokazują czasy przedwojenne, gdzie bohaterowie piją herbatę w szklankach, ale o coś istotniejszego.

I jeszcze foto z weekendu. Zrywanie czereśni. Dziadek i wnuczki. Na drabinie widać nogi zięcia 😉

Cykl różany

Rozmawiałam ostatnio z jednym specem od Feng-Shui 🙂 Coś tam już wiedziałam, jak np. że to, że mamy w domu wyjście naprzeciw wejścia jest złe. Bo cała dobra energia, którą wnosimy od razu ucieka. Ale dowiedziałam się, że łatwo to zażegnać, mocując jakąś „zasłonę” – przedmiot, który jak lustro odbije nasze pragnienia i zostaną one w domu. I że dobrze jest raz na jakiś czas coś w domu przestawić, bo przedmioty w jednym miejscu się mogą energetycznie wyczerpać.

Wiem czego nie uda się zmienić napewno… Naszego ułożenia w łóżku. Diabli ZAWSZE śpi po mojej prawej stronie. Bywa z tym problem, bo o ile w naszej sypialni łóżko stoi na środku, to u rodziców jest ono pod ścianą. I aby wyjść w nocy (dzieci, dzieci, ach te dzieci) muszę przejść nad nim. Pół biedy jak jestem sama, ale jak wracam do łóżka z Mieszkiem do niezłą akrobację muszę wykonać… 🙂 Dziś w nocy mi to jednak nie grozi :)) Do kolejnego weekendu mam obie połowy dla SIEBIE 🙂

<><>

Cykl różany w Baranowie Sandomierskim 😉 Bo pogoda była dziś na wycieczkę!

  • Eeeeeh, Justku… To już nie jest ten Baranów co kiedyś…
  • Co kiedy?
  • Kiedy mi biust między posągami w parku pokazywałaś…
  • To była zima 2005? Nie pamietam, żebym takie coś robiła 🙂
  • A ja pamiętam 🙂

Światło jak w Wenecji :)) A to tylko „mały Wawel” 🙂

I jeszcze melancholijne spojrzenie ciemnych okularów… Riviera? 🙂

Rok ślubów

Do tej pory dotychczasowym liderem był 2006. Wesel było dwa, plus nasze. Ten rok będzie nie gorszy. Na lato mamy przewidziane trzy śluby. Ale chyba powoli z fali tych uroczystości przechodzimy do kolejnego etapu, czyli chrzcin. Też już jedno tego lata mieliśmy. W sumie to nawet wygodniejsze imprezy, bo do południa, więc dzieci mniej umęczą.

Tym niemniej jednak kiedy się dowiedzieliśmy, że w Myszyńcu jest kolejna folklorystyczna impreza, pod hasłem: Wesele Kurpiowskie, miałam nadzieję, że się wybierzemy. No bo skoro rok ślubów to do kompletu by pasowało… Czarowaliśmy, zaklinaliśmy, Lila zostawiła na huśtawce u naszych ubiegłoweekendowych gospodarzy kocyk i butelkę, ale nic nam nie wyszło z wproszenia się 🙂 No cóż. Zapakowałam więc nas do auta i jadziem do dziadków! Czereśnia podobno łamie się od owoców, maliny już na rynku w dużych ilościach, budka z najlepszymi na świecie lodami włoskimi już działa, więc atrakcje czekają! 🙂

SuPS

Dzieci poszły szybko spać, góra prasowania na fotelu zachęcała, rozstawiłam więc deskę i złapałam za pilota. Zgroza. Mission imposible (ileż to lat temu nakręcili?!), U Pana Boga za Piecem (awaryjna propozycja TVP na święta wszelakie), Córka Prezydenta (niespełnia wymaganego przeze minimum estetycznego) i Galerianki. Których z zasady oglądać nie będę, bo filmów o syfie i beznadziei nie znoszę… Włączyłam elektryczną nianię, wyjęłam z piekarnika grzanki, położyłam je na talerz i poszłam za Diablim na nocnego grilla do sąsiadów.

Nie było do oglądania NIC. A ponieważ propozycje towarzyskie nie zdarzają się na codzień, czasami zresztą człowiek ma ochotę dla pełnego odmóżdżenia popatrzeć na migającą papkę, kolejny Subiektywny Przegląd Seriali (w skrócie SuPS 😉 Odcinek chyba 4-ty.

  • Chuck – czyli przygody informatyka, który przypadkiem stał się Bondem. Pisałam już o nim. Cztery naprawdę świetne sezony (piąty rusza za 3 miesiące).Co ciekawe aktor grający Chucka to prawdziwy geek – fan gier komputerowych, konsoli i RPG. Tworzy z super blondą moją ulubioną filmową parę, a w każdym odcinku nie brakuje dobrych tekstów. Ulubiony w 4-tym sezonie miał miejsce w tajskiej dżungli, gdy jeden z bohaterów stwierdza: „Pełno tu łajdaków, zabójców i największych szumowin świata.” A kelnerka go pyta: „Pan Casey! To, co zwykle?”
  • Sons of the Anarchy – ciężkie, chociaż skończone. No, nawet można powiedzieć, że koniec III-go sezonu jest frapujący. Po prostu historia o niedomytych twardzielach na motorach wymaga specjalnego nastawienia. Plus wyłaził niski budżet serialu. Typu: bohaterowie siedzą w aucie w Irlandii i rozmawiają, potem coś sie dzieje, w kolejnym odcinku znowu siedzą i rozmawiają. A w tle stoją Ci sami statyści. Sceneria jest ta sama.
  • Carnival – o życiu na wesołym miasteczku.  Cudach i cudakach. Spodziewałam się czegoś w stylu 4-ty sezon Heroes, ale to jest lepsze. Bo dzieje się na początku XX wieku, ma więc potencjał filmu kostiumowego. Pustynny dziki zachód, bezprawie, pastorzy i ludzie bez korzeni. Dopiero początek 2-go odcinka, ale zapowiada się obiecująco.

Kwiatki, procesja i skwar

Miałam jako dziecko marzenie by sypać te kwiatki… Nie wiem…  Nie wykrztusiłam tego z siebie, mruknęłam za cicho, ale do realizacji nie doszło. Dziś Łucja wyznała, że o tym marzy. Plan na przyszły rok dowiedzieć się, jak to się te dziewczynki ustawia do szeregu! 🙂

<><>

Wieczór. Diabli leży z nagim Mieszkiem w łóżku i puszcza mu Guns’ów. Mieszko gryzie szeleszczącą pluszową biedronkę (na foto). Dziewczyny w drugim pokoju bawią się w doktora. Pacjent Łucja leży na łóżku, gołymi plecami do góry. Poprzyklejane ma różne naklejki na ciele. Głównie Hello Kitty. Doktor poszedł po lekarstwa do drugiego pokoju i zapomniał o wszystkim układając klocki (to chyba może się zdarzyć w służbie zdrowia). Ale pacjent nawołuje. Doktor się zbiera i idzie do chorej. Pyta:

  • To jak? Zachorowałaś czy nie?

🙂 Idę podejrzeć jak idzie Diablowi. Widzi mnie i mówi:

  • Wiesz Justku… Fajnie jest mieć córki, ale fajnie też jest mieć syna. Mogę go wprowadzać w świat prawdziwej muzyki.
  • Ale wiesz, że jego ta biedronka interesuje bardziej? ;))

W imię kreatywności

  • Łukasz, jak budowałeś kiedyś z Lego, to starałeś się odtworzyć to co na pudełku, czy wymyślałeś coś zupełnie nowego?
  • Starałem się odtworzyć z pudełka.
  • No ja też.

Zawsze mocno naciągane wydawały mi się reklamy, na których dzieci budują z klocków abstrakcyjne budowle. Z różnych zestawów tworzą coś całkowicie innego… Ale okazuje się, że to może być prawda i udowodniły mi to dziewczyny! Zaczęło się od budowania tortów. Początkowo były przypadkowe, potem poszczególnym klockom nadano smaki i powstawały torty truskawkowe z polewą cytrynową i czekoladową ozdobione świeczkami (czyli kwiatkami). Następnie zaczęły budować domki dla różnych zwierząt, a od paru dni powstają samoloty. Przy czym samolot duplo w pudełku z klockami mają.

Na sierpniówkach jest już topik prezentowy, więc i my zaczęliśmy się zastanawiać co na urodziny pięciolatce. No i padło na klocki. Tyle, że wielko-elementowe Duplo jest adresowane do 5 roku życia… Więc kontynuować czy zacząć przygodę z mniejszymi klockami? Kolejna seria dostępna wiekowo to Lego Benville, różowe klocki, kucyki i ażurowe domki. Coś jak klockowy świat Barbie. Ale:

a)to zmieni się bardziej w zabawę w dom niż budownie klocków,
b) jest dostępna mała ilość zestawów
c) jest to za trudne manualnie dla Lili, a przecież one się bawią razem.

Następne w kolejności mamy Lego Castle i Lego Kingdom. Fajne, ale troszkę trudniejsze. I od 6-go roku życia. Łucja da sobie radę, ale czy warto ją tak podganiać? Poza tym mało dziewczęce mi się zdaje.

Fajni wydają mi się też Lego Piraci. Z syrenami, tawernami, łodziami z trupimi czaszkami…

Ale zupełnie najfajniejszy wydał mi się chyba Harry Potter. Z Chatką Hadgrida, eliksirami, migoczącymi klockami, pociągiem do Harwardu i czarodziejami. Niestety większość zestawów jest od 8 roku życia, czyli nie przeceniając Łuczy, zdecydowanie dla niej za trudne…

I jak tak sobie googlałam zastanawiając się co dalej, Łucja zajrzała mi przez ramię i krzyknęła: Ooo… Taki chcę!!! Proszę! 🙂 I w ten sposób wygrało jeszcze raz Duplo. Zresztą wskazane również ze względu na Mieszka, który jak to słusznie Diabli zauważył lada moment wejdzie w fazę wszystko pożerania :))

A tematyka? No coż… Nie lubię tych medycznych zabawek, ale i przygoda z Lilą i mój pobyt w szpitalu z Mieszkiem opuszczającym brzuch sprawił, że dziewczyny to ciekawi.

Marzy mi się… piękna plaża…

Marzy mi się piękna plaża
Na kocyku lalę kładę.
Liść jej służy za parasol…
Poprosimy lemoniadę!

– fragment przedstawienia Łucji, jej rola 🙂

 

Dziś zakończenie roku przedszkolnego 🙂 Mieliśmy przedstawienie, ciastka, dyplomy dla przedszkolaków i rękodzielnicze prezenty dla rodziców. Najlepszymi przyjaciółmi byli w tym roku Wiktor i Franek, a przyjaciółkami Ola, Madzia i Natala. Pierwsze półrocze należało zdecydowanie do Natali, ale jakoś się dziewczynom szlaki rozeszły. Nie żałuję, bo ona strasznie zmyślała 😉 Musieliśmy więc wysłuchiwać historii o tym jak urodziło się im w domu kolejne dziecko, albo jak jej mama (atrakcyjna kobieta wamp o głosie z chrypką) doi codziennie rano krowę, ale zamiast mleka leci krew :/ Jeśli chodzi o sympatie to zdecydowanie wolałam ubiegłorocznego Oliwiera, no ale pewnie po wakacjach i tak będzie ktoś nowy 🙂

Najbardziej przedstawienie przeżyła oczywiście Lila. Wcześniej trochę integrowała się z panią Grażynką 😉 , która trzymała ją na kolanach. Później kolana pani kucharki zajął Mieszko :)) Więc na luzie obskiwaliśmy z aparatem naszą gwiazdkę.

No to chyba mamy wakacje! 😀