azyl

Pojechałam wczoraj wieczorem po mleko. Diabli usypiał dziewczyny, więc pomyślałam, że podskoczę do nocnego, żeby było na rano. No a nocne to takie specyficzne klimaty są. Nie wdając sie w szczegóły przeżyłam lawinę złych emocji. LAWINĘ. Ocalił mnie jak zwykle Diabli. Ma w sobie tyle siły, że za każdym razem mam wrażenie, że dla mnie (dla nas) mógł by zgniatać światy.

Kocham Cię Zając! Jesteś NAJ, naj, naj! :))

Leśnik, rolnik, botanik, a może po prostu amator leżenia na trawie?

Właściwie to nic nie ma ostatnio o Mieszku… Więc dziś o nim! 🙂

Jaki jest? W przeciwieństwie do sióstr interesują go zabawki. Położony na macie edukacyjnej (tej samej, która nie budziła u nikogo emocji przez ostatnie pięć lat) młóci w te plastikowe zabawki nawet przez pół godziny. I wogóle lubi machać. Podczas karmienia cały czas robi kółka lewą ręką. Diabli zachwycony widzi go już jako głównego rozgrywającego w NBA.

Poza tym to oaza spokoju. Coś co chyba przeżywają wszyscy rodzice trzeciego dziecka to zdumienie, że dziecko może być takie „elastyczne”.  Panny wariują, piszczą, walczą, rodzą (patrz dziś rano, kiedy Łucja „urodziła” kotka i lalkę, a położnicę plastikowym nosem rozkrawała młodsza siostra) i się awanturają (np.o kapelusze). A on po prostu trwa. Obserwuje, uśmiecha się i czeka aż ktoś się nim zainteresuje. I na ogół się doczekuje 🙂

Uwielbia drzewa nad swoją głową. Spacer w wózku powinien się odbywać w okolicy zalesionej lub ogrodowej. Liście, gałęzie, falująca zieleń to jest to! Chętnie się uśmiecha i dwa razy zdarzyło mu się zaśmiać. Takim długim śmiechem. Oczywiście do Łucji 🙂

<><>

Fot trzy. Pierwsza z wczoraj. Świeciło słońce, nie wzięłam mu czapki, więc osłonę na głowę zbudowałam z koszulki. Nie oponował. 🙂

I dziś rano. Najpierw podkówka jak mama zasłoniła twarz aparatem…

A potem uśmiech, jak odsłoniłam. Ja jestem na wprost niego, a aparat z boku. Stąd problemy z wycentrowaniem kompozycji 😉

Na kwadrans przed piknikiem

  • Mamo…
  • Tak Lilu?
  • A co jedzą wilki?
  • Wilki? Mięsko.
  • A jaki mają kolor?
  • Wilki?
  • Tak.
  • Są szare. Nie… Są biało- czarne. Tak jak pies wujka Marcina.
  • Biało-czarne?!? Biało-czarne są krówki!

Na dziś szykuje nam się masa atracji. Basen, pikniki i rodzinne odwiedzieny (do-nas i my-do). Może nawet dziewczyny jakiś pierwszy prezent pod kątem dnia dziecka dostaną? 😉

Babcia z wnukami:

Zielone wycieczki

Jak byłam w podstawówce Krzycho jeździł ze mną na wszystkie wycieczki klasowe. Po prostu jak pani pytała: Które z rodziców będzie mogło pojechać? Zawsze podnosiłam rękę i mówiłam: Mój tatuś, napewno chętnie pojedzie. Co więcej dopiero ostatnio się dowiedziałam, że to nie tak do końca Krzychowi pasowało, ale ponieważ córkom się nie odmawia 😉 to jechał.

Parę dni temu ubawiła mnie sąsiadka, której ośmioletni syn pojechał na 3 dni na zieloną szkołę. Dramatyzowała:

  • Jak on sobie da tam radę?
  • Jakoś sobie da. Komórkę mu dałaś?
  • Oczywiście! Ale wychowawczyni wszystkim zabrała! Może to i słuszne…
  • Pewnie tak. Jak będzie chciał zadzwonić to napewno mu da telefon.
  • No tak, ale ja się nigdy z nim nie rozstawałam!

 

A wczoraj na wycieczkę przedszkolną pojechała Łucja. Z tatą. Bo ja zostałam z zapłakaną Lilą i Mieszem w domu. Siostra średnia też chciała jechać! I morze łez było, że ona nie jedzie…. A Łucja? Łucja była rozczarowana, że jedzie tylko na jeden dzień :))) Bo nastawiła sie na PRAWDZIWĄ wycieczkę :))

Było więc słuchanie bajek i tanczenie jak Pacahontas 😉 Co zresztą Łucja zignorowała.

Była trampolina i skakanie:

I była cała masa innych zabaw! :))

<><>

Łucja z Lilą

  • Lila, czego sie boisz?
  • YYyyyy…yyyy..
  • Bo ja sie boję SAMOŚCI i wielkich psów. [chodzi o samotność;)] A Ty? Czego się boisz?
  • Niczego.
  • A nie boisz się ogromnych dinozaurów?
  • Boję się!
  • A ja nie! :))

[‚] 42

Była reprezentantka Polski, jedna z najlepszych koszykarek świata Małgorzata Dydek zmarła w piątek w nocy, o godzinie 0.30 polskiego czasu, w szpitalu w australijskim Brisbane. Od tygodnia Polka była w stanie śpiączki farmakologicznej. 28 kwietnia skończyła 37 lat. Miała męża i dwójkę synków, była w trzeciej ciąży.

Nie interesuję się sportem, ale jej ONA mi raz po raz migała. Może dlatego, że jesteśmy rówieśniczki i kojarzę dokładnie poszczególne szczeble jej kariery? Pamiętam jak mówiono na nią Ptyś i czasy jak przeszła do NBA, gdzie miała ksywę Margo 🙂

W wywiadach robiła wrażenie osoby rozsądnej i mądrej. A przede wszystkim bardzo ciepłej i wyjątkowo pozytywnej. Była taką naszą narodową dumą… Będzie nam Ciebie, Małgosiu, brakować!

Macierzyństwo z lukrem

Leżałam w szpitalu z jedną dziewczyną, która czekała na swoje pierwsze dziecko:

  • Jakie to niesprawiedliwie, że wszystko spada na nas! Dźwigamy brzuchy przez 9 miesięcy, tyjemy, rodzimy, wstajemy w nocy, wychowujemy…  narzekała.

Mało się mówi o plusach macierzyństwa. Mitem jest, że w mediach otaczają nas rozkoszne roześmiane bobasy. Wystarczy otworzyć dowolną gazetkę dla mam by zobaczyć tytuły: gdy maluszek ma gorączkę, koszmar kolek, kalendarz szczepień, katar u niemowlaka, jak ubrać na pierwszy spacer (by nie przeziębić), kryzys małżeński gdy ONO się pojawia… Właściwie to same zagrożenia! Widzi się pieluchy, smarki, wydatki i problemy wychowawcze.

Czytałam ostatnio wywiad z Kurdem mieszkającym od urodzenia w Niemczech. Podróżował z ojcem po jego ojczyźnie i niektóre jego obserwacji są wstrząsające:

W obozach dla uchodźców przy tureckiej granicy tuż po pierwszej wojnie irackiej były kurdyjskie dziewczyny, które umiały z zamkniętymi oczyma rozłożyć kałasznikowa, a na nadgarstkach miały blizny, bo z głodu traciły pokarm i musiały karmić noworodki krwią. 

Strasznie, nie? Trudno powiedzieć kogo bardziej mi żal: tych matek czy tych niemowlaków, ale świetnie widać na tym okrutnym przykładzie, jak wielka jest miłość kobiet do dzieci, jak bardzo chcą je mieć i o nie dbać. Macierzyństwo to nowe oblicze kobiet. Strona emocji, której wcześniej nie znałyśmy. Najpiękniejsza przygoda naszego życia i najwspanialszy prezent jaki nam przyszykowała natura i los. Może i trochę na nas spada, ale w zamian dostajemy niewyobrażalnie dużo!

Wszystkiego najlepszego w naszym dniu, mamuśki! 🙂


Mądry człowiek zawsze traktuje nieznajomego z szacunkiem…. ,bo może patrzeć w twarz wroga

Chuck versus The Sensei

  • Zobacz jaki fajny może być taki zlot klasowy!
  • Amerykanie mają duży rozmach w takich sprawach.
  • U nas pojawił by się problem kto ma coś takiego zorganizować.
  • To raz, a poza tym od razu było by rozliczanie ile na tym ten ktoś zarobił.
  • To fakt. Nie uważasz, że na taki zlot stawiają się tylko Ci co odnieśli sukces?
  • Mnie coś innego frustruje. Oni wszyscy są młodsi ode mnie.
  • Naprawdę o tym myślisz?
  • W moim wieku była już ta laska z Fringów. I ile osiągnęła. A Ty jesteś starsza od niej i nieprzeszkadza Ci to?
  • Jakoś nie.

Oglądamy tego Chucka i naprawdę go sobie chwalimy. Wczoraj aby przygotować się do wieczornego seansu pół dnia straciłam na robienie okularów 3D. Bo szykowałam się na odcinek Chuck versus Third Dimension. I nie udało mi się 😉 Folię miałam, niebieski marker też, ale nie miałam jak zrobić czerwonej szybki. Flamastra nie było, farbka była za mało przejrzysta, podobnie jak szminka…

Ale nie o tym. Podczas przyfilmowych pogawędek uświadomiłam sobie, że nie dociera do mnie upływ czasu. Rozsądek włącza raz na jakiś czas jazgotliwy wewnętrzny budzik, który krzyczy: Helloł!!! Zbliżasz się do 40stki i nic nie osiągnęłaś!! Ale mało przekonujacy jest ten głos. Że nie wzięłam ślubu z księciem? Jeszcze jeden jest wolny. Zresztą William to smutas, Harry wydaje mi się ciekawszy ;)) Że nie mam domu z basenem? Jeszcze mogę go mieć. Zabójcza kariera? Spoko, tylko ogarnę się z dziećmi! Mam nieustające wrażenie, że żadne drzwi nie są zamknięte… Może więc nadszedł czas by sobą potrząsnąć i coś ze sobą zrobić?

<><>

  • Mamo…
  • Tak Łuczku?
  • Jak dziś przyjedziesz po mnie z Lilą, to nie nakładaj jej kapelusza.
  • Dobrze.
  • Niech kapelusz zostanie w samochodzie. I załóż jej opatrunek. Na ranę.
  • Ok.  A mówiłaś komuś co się stało Lili?
  • Nie. Nikt nie chciał słuchać mojej historii.

Czyli jak nie chcą słuchać, to czas wytoczyć duże działo i po prostu pokazać ranną siostrę 😉 Wtedy historia Łucji będzie wysłuchana.

Dane

Zaroiło się ostatnio wokół mnie od dzieci adoptowanych. Znajomy znajemego, później trochę dalsza sąsiadka, która w wieku lat 54 zdecydowała się na adopcję sześcioletniej panienki, no i koleżanka z podstawówki, która adoptowała dwuletnią dziewczynkę. O tej koleżance dowiedziałam sie dwa dni temu. I przypomniało mi się, że mignęła mi niedawno z wózkiem i nawet sobie pomyślałam, że niewiedziałam, że mają dziecko. A potem spojrzałam na nią (jechałam autem po Łucję) i doszłam do wniosku, że chyba to nie jej, tylko jakiejś sąsiadki czy coś, bo nie zauważyłam między nimi jakiejś takiej matkadziecko więzi. Jeszcze nie ma.

Po naszych ostatnich przygodach myślę sobie, że adopcja jest trudna. Przeskoczymy problem wchłonięcia dziecka do naszego życia. Chodzi o coś innego. O ile biologiczny rodzic ma to dziecko i ma, i może czasem wątpić W SIEBIE jako w rodzica, to nie widzi się za bardzo innego rozwiązania. Jestem jaki jestem, ale to moje dziecko. Nawaliłem, ale je kocham tak jak potrafię i spróbuję to mu jakoś wynagrodzić. I będę uważał bardziej. Natomiast w przypadku adopcji (to taka teoria, tak mi przyszło do głowy) rodzic może pomyśleć, że się nie sprawdził, że się nie nadaje i że się przeliczył ze swoimi predyspozycjami do bycia rodzicem. Wszystko oczywiście pod warunkiem, że ma tendencję do samobiczowania, jak ja 🙂

<><>

Z dziś poranka. Umyłam wczoraj Lili głowę. Dok mówiła coprawda, żeby nie myć, ale ona miała okropnie posklejane krwią strąki. Przemywałam to wodą utlenioną, ale cały czas było takie niedomyte, plus z fatalnym zapachem. Włosy były brudne, ostatnie dni były i są ciepłe, ona się dużo poci, więc zakleiłam ranę plastrem i używając kubeczka z wodą (nie prysznica) umyłam. Od razu lepiej się poczuła! 🙂

Na foto powyżej widać kawałek tego co się stało z opatrunkiem 😉 Lila nosi go jako opaskę 😉 Dobre i to. Jak zdejmujemy całkowicie to interesuje szwem, a tak jakoś o nim nie pamięta.  Łucja pokazuje jakiś „magiczny kamyczek” 🙂 Niżej Łucza w przedszkolu, obok swojej szafki. Już w kapciach. Są super i za rok też jej (IM) takie kupię!

I jeszcze Lila The Plumber w przedszkolu. Mówiłam już, że jej spadają wszystkie spodnie? I że co gorsza jej to WOGÓLE nie przeszkadza???

szwów trzy

Po kąpieli Mieszko lubi sobie ze mną poleżeć. Zjeść i poleżeć. Pouśmiechać się i popatrzeć. Tak z kwadrans. Nie lubi jak odchodzę wtedy i się wtedy rozżala. Na ogół dziewczyny wskakują do wanny w tym czasie. Tym razem szalały wokół nas. Diabli był w ogródku. Przez płot zagadywał sąsiad, bo u nich był grill.

Łup! Lila siadła plecami do krawędzi łóżka i poleciała do tyłu. Na regał. Złapałam i patrzę skąd się wzięły ciemne kropki na białym dywanie. I dlaczego ich tak szybko przybywa. Obracam dziecko tyłem i chlusta na mnie krew. Wołam do Łucji: Biegnij po tatę! Ale Łucza stoi jak słup. Cała się trzęsie i widzę, że mnie nie słyszy. Łapię więc Lilę i zbiegam na dół, krzycząc:

  • Łukasz! Z Lilą coś się stało! Pomóż MI!!!

Łucja płacze. Coraz głośniej. Powtarza w kółko: Moja Lilusia! Moja kochana Lilusia! Diabli wpadł, widzi, że mój tshirt zmienił kolor, podobnie jak włosy Lili, chwycił ręcznik i woła:

  • Trzymaj mocno! Tamuj krew! Jedziemy do szpitala!

Wsadziliśmy płączącego Mieszka do fotelika, krzyknęliśmy do Łucji: Idź do sąsiadów! i ruszyliśmy. W drzwiach zostawiliśmy płaczącą starszą siostrę, która za nami krzyknie: Ratujcie moją LILUSIĘ!

Po drodze zadzwoniliśmy do babci Rurki. Żeby wyjechała gdzieś na naszą trasę i przejęła Mieszka. On w międzyczasie zasnął i babcia mogła go zabrać do domu, położyć do łóżeczka i zająć się Łucją. Potem w trójkę pognaliśmy dalej… Pierwszy szpital nie miał pediatrii. Kolejka oczekujących na ostrym dyżurze jak nas zobaczyła błyskawicznie się rozsunęła. Ranne dziecko. Czynnik nadrzędny i bezwarunkowy. W gabinecie założyli prowizoryczny opatrunek i kazali jechać dalej. Drugi szpital nie miał dyżuru. W trzecim była nieduża kolejka, ale lekarz był.

Ufff… Lekko zgolone loki na potylicy, 3 centymetrowe rozcięcie na tym małym łepku i trzy szwy. Czy muszę pisać, że Lila nawet nie pisnęła? I że nigdy wcześniej nie było takiej pacjentki? Że dopiero jak przemywano jej szwy, po policzkach poleciały dwie wielkie jak grochy łzy? I rengen. Trzy zdjęcia. Czaszka cała. Dziękuję.

To było wczoraj. Dziś rano, Łucja, która nie doczekała się wczoraj powrotu siostry, zaraz po obudzeniu poszła do łóżeczka Lili i „DOTKNĘŁA JEJ RANY” :)) W tym czepku opasce ma Lila chodzić przez trzy dni. A za tydzień na zdjęcie szwów.  Szczęście w nieszczęściu, że uwielbia nakrycia głowy, bo tego nie ściąga. Wiecie dlaczego rodzice małych dzieci tak żadko wychodzą z domu? Bo dzień bez emocji jest dniem dobrym.

Moje uda w objęciach Dżona Niezbędnego

Co trzy dni smaruję moje ciało brązową mazią, chwilę masuję i zawijam się w folię na 40 minut. Specyfik to ma być moja secret weapon w walce z celu wiecie czym… Nie zdradzę Wam jego nazwy, ale w przyrodzie występują trzy praktycznie identyczne produkty, w których substancją czynną jest cynamon. I to jeden z nich. Zmniejszenia obwodu po dwóch zabiegach nie zauważyłam, kolumny jońskie jak były tak są, ale obiektywnie muszę przyznać, że skóra wygląda dużo lepiej.

  • Stan początkowy:
  • Uda: 60
  • Pupa:103
  • Brzuch: 89

Pewien problem był z folią. Jako nie posiadająca karty (info dla nowych czytelników: zgubiłam), wysłałam na zakupy Diabla. I mówię: Kup jakąś folię spożywczą. Ale dużo. I tanią. Lecz okazało się, że mąż postanowł zaszaleć i kupił standart opakowanie Dżona Niezbędnego. Teraz muszę więc zakombinować jak mu to na listę zakupów wpisać ponownie?

No i zawijam się. Tyle, że miałam wrażenie, że jestem invisible w tych moich zabiegach. No bo robię TO w łazience, nakładam na to szlafrok i zabiegi są do południa, żeby oszczędzić mężowi ekstremalnych wrażeń estetycznych jakim jest żona pozawijana w plastik. Ale wczoraj spojrzałam na zabawy dziewczyn i widzę, że te te dwie podglądaczki stoją przed lustrem, z MOJĄ miarką i mierzą sobie brzuchy… AaaaaaaAAAaa!!!!!! :)))

<><>

  • Cześć Łuka, co tam robisz?
  • GRAMY W GOLFA! Nie mogę z Tobą rozmawiać, bo właśnie wbijam!
  • Jestem.
  • Długo tę piłeczkę wbijałeś.
  • Odbiłem najdalej ze wszystkich! I wygrałem dla nas kosz słodyczy!
  • Super. A powiedziałeś, że ćwiczyłeś wcześniej u teścia w ogródku i prawie zabiłeś żonę piłeczką do golfa?
  • Powiedziałem. Ale czy jesteś ze mnie dumna?
  • Bardzo! :))