Poker, ruletka i cygaretka

Jechałam z Lutką autem. Tak gadałyśmy o wszystkim i o niczym. Opowiedziałam jej o jednym chłopaku, którego znam właściwie tylko z opowieści jego rodziców. Młody ćwiczy ten walkotaniec wywodzący się z Brazylii. Ma w nim pewne sukcesy i ma od paru lat wielkie marzenie, żeby do tego Rio czy Salwadoru pojechać. I nie ma to szans. Ma lat 25, kończy studia, zaraz się zacznie rodzina, praca i nie wyrwie już się na taki półroczny gap. Mówię Lutce:

  • Żal mi go. Ma marzenie. W sumie nie takie nierealne, a chyba go nie zrealizuje, bo nie będzie na to czasu. Nie uważasz, że można tego zazdrościć Amerykanom, że oni takie marzenia realizują?
  • Tak, chociaż i tak są beznadziejni. Ale masz rację. To wcale nie nie jest takie nierealne.
  • I wg mnie to nawalają rodzice, że nie ma w nich woli by pomóc mu to zrealizować. Albo chociaż pchnąć go w tym kierunku.
  • Ja np. marzyłam, żeby wyjechać do Monte Carlo. I zagrać w kasyno. Być elegancko ubraną, sięść do stołu z innymi graczami, zapalić papierosa na długiej cygaretce i przegrać tam z 50$.
  • Nie znałam Cię od tej strony!
  • W tym szarym PRLu wydawało mi się, że to najwspanialsze co mogło by się wydarzyć. A co to jest dziś 50$…
  • A w Vegas nie chciałabyś zagrać?
  • Amerykańskie kasyna są beznadziejne. Tam wogóle nie ma atmosfery. W Vegas jest jak w Atlancie.

Jak to rano człowiek wiele dowiaduje o własnej matce 😉 A dziś w przedszkolu casual day 😉 Można przynieść zabawkę i się wystroić. Wklejam Wam fotę z wczorajszych przygotowań ;))  Łucja wybrała doczepiany niebieski warkoczyk, skrzydła i szarfę (wstęgę?) gimnastyczną z logo Barbie. Lila ubrała sie w drugim pokoju i pojawiła się nam w następującym zestawie: czapka torcik, różnego rodzaju opaski nałożone na głowę i szyję, pieska na sznurku jako bransoletkę oraz małe skrzydełka 😉 Mieszko nie odrywał oczu od sióstr :))) Aha, Łucja cały czas się martwiła, jakie zdjęcie włożyć w to okienko okładki albumu Mieszka 😉 I wczorajsza sesja powstała po to BY BYŁO zdjęcie do włożenia 🙂 Bo to coprawda jego album, ale postanowiła, że powinno być tam zdjęcie JEGO z SIOSTRAMI! ;))

Typ Vata

Wierzę w pot, skakanie i stukot opadających urządzeń z metalu. Siłownię, aerobic, prężęnie się przed lustrem i muskularnego trenera. Bieżnię, sztangi i saunę. I jak stało się jasne, że powrót do formy tym razem będzie trudniejszy, a lato już za pasem, wiedziałam że czas na ABT. No, ale nie mam w pobliżu siłowni. Do najbliższej jechać pół godziny. Może 20 minut. A po uśpieniu dzieci marzę tylko o seansie leżąco filmowym z Diablim. No więc rozejrzałam się co jest bliżej…

I okazało się, że na sąsiedniej ulicy mam dość dużą szkołę jogi. Ale JOGA? To jest coś co wogóle do mnie nie przemawia. Widzieliście to zestawienie o światowych środkach finansowych? Joga to przemysł, więc wiarygodność metody jest mała. No bo jeśli coś stanowi tak ogromny sektor, to skuteczność tego będzie wyolbrzymiana.

Tym niemniej jednak zapisałam się. Pierwsze zajęcia w piątek, po 20stej. W ten pewnie będę nieobecna, bo Diabli będzie się szkolić. No ale za tydzień ruszam. Tymczasem mogę się zacząć nastawiać 😉 Nawet sobie zrobiłam test i wyszło że jestem 100 procentowy typ (Dosha) Vata, czyli najlepsze będą dla mnie pozycje siedzące 😉 Już się widzę jak codziennie wykonuję Padmasamę czy Sukhasanę ;))

Konta dla nastolatków

Kliknęłam ostatnio na jakiś baner i zrzuciło mnie na izzy konto. Wooowww!!! Mamy nareszcie konta dla nastolatków pomyślałam! Ale zgooglałam temat i okazało się, że jestem mocno passe, bo kont dla nastolatków (13 do 18 lat) mamy już całkiem sporo.

Lubię plastikowy pieniądz. Nie zgadzam się z tymi co twierdzą, że plastikowe się łatwiej wydaje. To gotówka nie wiem na co mi się rozchodzi: tu pralnia, tu warzywka, to gofry, tu poczta, i po pieniądzach. A na karcie wiem na co idą. Zresztą gotówka może być obrzydliwa… Sąsiad, posiadacz monopolowego, opowiada mrożące krew w żyłach historie, o tym jak ludzie przechowują pieniądze. Może i klientala sklepu jest specyficzna, ale one w końcu krążą.

Żebyśmy mili jasność: nie mam nic do szleszczących plików i pobrzękujących monet prosto z banku! 😀 Ba, podobno trzymanie gotówki i przeliczanie pliku pieniędzy zwiększa naszą samoocenę i poprawia nam humor. Jak NIC innego. Ale na potrzeby codzienne plastik jest super. I dlatego karty dla nastolatków uważam za świetny wynalazek. Krótki więc przegląd oferty:

  • Izzy konto w Mbanku: główna zaleta to 0, ale to absolutnie ZERO opłat. Karta Visa Electron. Więcej tu.
  • Konto Jestem i Młodzieżowe w Multibanku. Również wszystko free, wraz z wypłatami z bankomatów Euronetu i Cash4You. Główna zaleta to konto oszczędnościowe. Karta „Dżinsówka” to Visa Electron. Tu
  • Konto z lwem w INGu Śląskim. Jeden z moich typów. Miesięczna opłata to 70 groszy, ale nie będzie pobrana, jeśli zapłacimy kartą raz w miesięcu. Za to wszystkie bankomaty bez prowizji. Ach, no i można za dodatkową opłatę mieć kartę ze zdjęciem. Wogóle Ing ma ładne karty. Tu more.
  • Konto >30 w WBK. Ponieważ to mój bank, to pewnie bym go wybrała. Jak większość, konto jest pozbawione opłat. Wypłata bezprowizyjna tylko z własnych bankomatów. Ach, no i dają tę rewelacyjną kartę zbliżeniową, którą można płacić np. w Mac u;) Tu
  • Konto Maax w BGŻ. Aż 4 zeta miesięcznej opłaty, chociaż dającej prawo do bezprowizyjnych wypłat. Główne zalety konta są dla rodziców, bo mogą ustawić limity wypłat dziecku. Wg mnie bez sensu, chociaż dają Master Carda.

Your first memory

Każdy kto zdawał egzamin z języka obcego musiał kiedyś przygotować sobie odpowiedź na to pytanie. Ja wiele lat temu trochę się bałam go wylosować, bo temat wydawał mi się „krótki”. No bo co tu powiedzieć? Pamiętam siebie gdy miałam półtora roku. Jestem u babci, a po trawie przed domem biegnie królik. Pamiętam intensywny kolor trawy, muśnięcie białej sierści pod rączkami, wielki ciemny rower gdzieś z boku i że ktoś mnie złapał. Teraz pewnie bym poszerzyła to wspomnienie o opis miejsca, oraz napomknęłabym, że jeździliśmy tam z bratem wiele lat na wakacje, ale wtedy jeszcze Mały był w brzuchu Lutki.

Mój brat pamięta jak dziadek pokazywał mu bliznę na brzuchu. Pod podsumowaniu dat musiał miał wtedy około 4 lat. Btw. ostatnio Krzycho pokazywał dziewczynom jak mierzy sobie poziom cukru i ciekawe czy też to zapamiętają? Te wspomnienia z krwią 😉 zawsze mocno w głowie siedzą. Panny chciały w ludzikachpojemniczkach nosić chrupki, więc się zapytałam ojca, co on w tym miał za lekarstwa. Czy nie jakieś pudrowe? A on powiedział, że ma w nich paski.  I wtedy dziewczyny zainteresowały się jakie i tak poszło…

Jakby nie było dyskutowaliśmy wczoraj z Diablim o sensie angielskiego w przedszkolu. Jakiś psycholog w radiu, głosił, że są niepotrzebne, opierając swoją wiedzę o własne dzieci. A ja uważam (właściwie to oboje uważamy), że sens ma. Że ludzki umysł jest zagadką i że nie wiem ile z tego co się nauczymy do piątego roku życia będzie użytkowane. Wiemy natomiast, że umysł dziecka w tym okresie jest bardziej chłonny niż mózg Einstaina. I wszystko czego się uczy i doświadcza taki maluch ma wpływ na to kim i jaki będzie!

Tantryczne lekarstwo

Zawsze jak się pokłócimy z Diablem staram się pamiętać, że wszystko dlatego, że jemu ZALEŻY. Zależy na pustym zlewie, na zwalczaniu mszyc na różach i prześcieradle bez przyklejonej plasteliny.  A cechą ogólną panującą u mnie w domu, która udzieliła sie również mi jest przysłowiowy tumiwizm. Ani z Lutką, ani z moim bratem nie da sie rozmawiać o życiu. Oni są PONADTO. Nie to, że nie ma wspólnych tematów czy jest nudno, ale poruszane są raczej problemy globalne niż życiowe. Te globalne wychodzą zresztą też w formule: So what?… Pewnym takim rodzynkiem w tym towarzystwie jest Krzycho, lecz posiada on nieznośną potrzebę rywalizacji i opowiedzenia lepszej historii (niedoszły sportowiec). Więc na news:

  • Wiesz tatuś, sprzedałam cytrynę. I nieźle mi poszło!

Słyszę:

  • A ja sprzedałem Nokię. Jeden Erni kupił. Zrobiłem tak:….

Erni btw. to mieszkaniec powiatu niżańskiego. Czyli posiadacz tablicy rejestracyjnej o numerach RNI. Krzycho lubi kalambury.

Jakbyśmy się nie zapętlili w małżeńskich fochach i złośliwościach ratuje nas sypialnia. Nie to, że uskuteczniamy tam lewitujące lotosy i tantryczne czakramy, ale te 8 albo i więcej godzin bok przy boku zawsze nas godzi. Łóżko małżeńskie to wspaniały wynalazek!

And on, and on, and on…

  • Lilu, czy widziałaś gdzieś kartę mamy? Wygląda dokładnie tak…
  • To karta taty.
  • Niech będzie taty. Czy widziałaś ją gdzieś?
  • Tak.
  • Gdzie?

Lila rusza biegiem do gospodarczego. Dobiega do pudełek z proszkiem do prania i widzi na podłodze magnes (taki z danonków). Wykrzykuje:

  • Oooo!!! Magnes! Ma MORSKI kolor!
  • Śliczny. Kotku, posłuchaj mnie: czy wiesz gdzie jest moja karta?
  • Wiem…
  • Gdzieś ją położyłaś? Gdzie????

Lila ścisza głos i szepcze:

  • To tajemnica…

No i kij. Nie zrobię zakupów w tym miesiącu :/

Requiem dla Cytryny

Kupiliśmy ją dwa tygodnie przed narodzinami Łucji. To takie auto, które ja wybierałam od początku do końca. Chciałam elegancką JASNĄ tapicerkę i niebanalny kolor. Reszta razem z marką była dla mnie bez znaczenia. To najlepszy i najwspanialszy samochód jaki miałam. Nic w nim się nie psuło. Zalewałam benzynę i jeździło. Miał całą masę bajerów do których się przyzwyczaiłam: chłodzony schowek, czujnik parkowania i odprowadzanie światłem. Wysiadałam, pstrykałam pilotem, a on świecił mi jeszcze przez chwilę światłami, tak że łatwo było mi trafić kluczem do drzwi 🙂

Pamiętam jak z wielkim brzuchem stałam w kolejce do rejestracji. Ostatni dzień lipca 2006. Byłam mokra i spuchnięta. To było gorące lato… Los mi to wynagrodził tablicami rejestracyjnymi gdzie były obok siebie dwie osemki 🙂 To podobno dobry znak w chińskiej numerologii. I miałam problem z podaniem koloru karoserii wtedy w okienku. Verde ethel. Metalic? Zielony? Szary? Nie umieli mi tego koloru wytłumaczyć też sprzedawcy w salonie przy zamawianiu. Bo nie ma takiego koloru w „zestawie lakierów do wyboru” w salonach Citroena! Nie ma w Polsce 🙂 To był egzemplarz prosto z francuskiej fabryki :)) Wartością dodaną tego unikatowego odcienia było to, że to auto nigdy się nie brudziło!?! Zimą wszyscy byli uświnienieni i zachlapani, a moja cytrynka wyglądała prosto jak z myjni. 🙂 A o tę jasną tapicerkę toczyłam nieustanne boje z Diablem, który uważał, że ją brudzę i że w kolejnym aucie będę mieć W CIAPKI :))

Gdy Diabli ogłosił w fabryce, że sprzedaje auto, chętnych „palców pod budką” było kilka. Ale zdecydowaliśmy, że ponieważ znajomym się nie sprzedaje, powiesiliśmy ogłoszenie w necie. Wisiało dwa dni. Mam nadzieję, że nowa właścielka będzie nim zakręcona równie mocno jak ja.

otro desastre

  • Łukasz, wypakowałeś z auta wszystkie siatki?
  • Tak. A co?
  • Nie widzę mięsa na obiad.
  • Kupiłem. Kurczaka.
  • A kto rozpakowywał zakupy? Ty czy Lila?
  • Lila.
  • Mhm… To ona mogła go włożyć wszędzie… Oooo mam! Jest w zamrażarce!

Zgubiłam gdzieś kartę kredytową. Na rzeczowe pytanie Łucji: kiedy ostatni raz ją widziałaś? mogę odpowiedzieć, że w poniedziałek wieczorem, kiedy kupowałam ładowarkę dla Diabla. Siedziałam wtedy na kanapie i spisywałam z niej numer. Główny podejrzany to Lila, która stosuje własny system porządkowania. W sumie logiczny, aczkolwiek nieprzewidywalny. Przed świętami przez dwa tygodnie nie mieliśmy kluczy do domu, bo Lila nosiła je w swojej torebce. Pamiętacie tę fotę w pomarańczowym płaszczyku z mega afro? Były w tej niebieskiej torebce. Ale tym razem torebki są puste…

<><>

Skończyłam pierwszy sezon Chucka. Bardzo przyjemny serial, pod warunkiem że dacie radę przebrnąć przez trzy pierwsze odcinki, które są w jakiejś kosmicznej formule. Oglądałam przy prasowaniu zastanawiając się jakim cudem film dorobił się 4 sezonów? Ale rozkręca sie i można się nieźle pośmiać. Trzeci sezon Fringów skończył się wyjątkowo kiepsko. Obejrzeliśmy więc zaległe Eventy zdumiewając się uproszeczeniom (stare chatoux we Francji zbudowane jest z bloczków itonga, mieszkańcy kraju nad Sekwaną jeżdzą wyłącznie starymi samochodami, a na Syberii przez 12 miesięcy pada śnieg). I co dalej? Namówiłam Diabla na Chucka i oglądamy razem!

Parę cytatów z:

  • Gdybym pisał bloga, napisałbym co jadłem na obiad.
  • Wyglądasz tak, że powinieneś sobie wstawić drzwi obrotowe do sypialni.
  • Świat jest pełen długonogich i cycatych blond.
  • Czy dziewczyny tutaj stały się bardziej seksowne, czy to tylko ja?  :))

1:0 dla alergii

Wczoraj zanotowo rekordowy od kilku lat poziom pyłków. Głowa bolała mnie już od południa. Koło 14stej zaczęłam chrypieć i zaczęło mi się lać z nosa. Ale zakładałam, że to przeziębienie.

  • Chyba się przeziębiłam Łuki.
  • To niedobrze.
  • Niedobrze. I nie wiem od czego.
  • Może od kilimy w aucie?
  • Kiedy nie włączałam jeszcze. Zrobić Ci koktajl? Czuję, że muszę dużo pić.
  • Chętnie. Tylko daj mniej selera niż ostatnio.

Ale samopoczucie się pogarszało. Koło 21szej nie mogłam mówić, bo tak mnie bolało gardło. A dziś od rana nie mam już wątpliwości, że to alergia.A ponieważ karmię młodego nic za bardzo nie mogę wziąć. Stosuję więc to co zawsze: dużo płynów, dużo witaminy c (tej w owocach) i herbatki ziołowe. Plus szczelnie zamknięte okna. Nie znoszę tego :// Piękna pogoda, a ja uziemniona.

 

Lila domowa. Chciała wczoraj, żeby jej robić zdjęcia i zapozowała. Niczym „Sami swoi” 😉 bo za plener wybrała telewizor ;)))

Cytrynowy słodzik

Parę tygodni temu rozmawiałam z mamą 17miesięcznego wtedy chłopca. Opowiadała, że jej mąż robi się zazdrosny o… syna 😉 Rzecz w tym, że pod wieczór gdy zbliżała się pora karmienia i przytulania maluch robi się wyjątkowo zadowolony. Uśmiecha się i krąży wokół mamy. Wałkują więc temat co wieczór:

  • Może byś tak przestała GO już karmić?
  • Julkę karmiłam przez dwa lata, więc jego też mogę!

 

Ostatnio poradziłam sie kilku, niezależnych od siebie, mam w kwestii kaszkowo słoiczkowego karmienia Mieszka. I wszystkie powiedziały to samo: Nie zmuszaj go! Jak nie chce jeść to niech nie je. Mało tego, okazało się, że posiadające i synów i córki wprowadzały synom twardsze pokarmy średnio o dwa/trzy miesiące później. Odpuszczam sobie więc słoiczkową walkę. Będę raz na jakiś czas próbować, ale bez ciśnienia. Nie na rękę było mi takie siłowanie. Lubię to karmienie, a poza tym to jedyne chwile w tym codziennym biegu kiedy mogę sobie poleżeć. Uff… Jaka to prosta decyzja była 🙂

Mieszeczek w cytrynowym bodziaku i cytrynowych śpiochach. I w cytrynowej pościeli! 🙂

Po spacerze. Wózek z Mieszeczkiem pod drzewo do ogródka, a ja do kuchni robić obiad. Przybiega Lila:

  • Mamo, gdzie jest LUZEK?
  • Jaki wózek słońce? Szukasz hulajnogi? Wystawiłam ją na…
  • Nie!! Gdzie jest MIESKO?!
  • Mięsko, żabciu? Jesteś głodna? Za chwileczkę będzie zupka.
  • Nie! MIESKO NASZ KOLESKO!
  • Aaaaa :))) Śpi w wózku w ogródku. Pod drzewem. Tak z boku :))