Tura kolejna (dla niektórych jeszcze nie ostatnia!)

  • Panny, która ma apkę tych linii lotniczych? Łucja?
  • Nie. JA ją mam. Łucja ma tę drugą.
  • Dobra Lil, to Ty ogarniesz odprawę.
  • Doba przed odlotem?
  • Technicznie rzecz biorąc tak, ale przecież nie będziesz tego w nocy robiła. Zrobimy w dniu odlotu.
  • TO ma sens, bo ludzie lubią siedzieć obok siebie i jak sie logujesz jako pierwszy to zawsze przydzielają Ci miejsca w dwóch różnych końcach samolotu, żebyś musiał dokupować miejsca. A jak będziemy robić odprawę godzinę przed odlotem to może będą względnie obok siebie.
  • Może się udać. Najwyżej będziemy siedzieć rozrzuceni.

Jak te dzieci się tak rozjeżdżają to odkrywasz, że życie może być tanie… Idziesz na rynek, robisz sobie proste potrawy zużywające domowe zapasy do których dorzucasz tę cukinię czy pomidora i nagle okazuje się, że gdyby nie żarcie dla zwierzaków do sklepów wcale można by nie chodzić. I gdzieś tak po drodze wpada Ci świetny pomysł z krótkim wakacyjnym wypadem… Ruszamy właśnie z pakowaniem, za niedługo zbieramy się do dziadków, tam zostawimy Bibs i jedziemy dalej! Wylot dziś w nocy, a powrót w sobotę rano. Krótko, ale dłużej nie damy rady!

Uzdrawiające wibracje

Byłam dziś na poprawkowych maturkach. Siedziałam w komisji z języka polskiego i tak właściwie zleciał mi caaaały dzień. Podrzucę Wam artykuł o emocjach, bo tak jak patrzyłam na tych nastolatków, co to im nogi latały w nieustannych podrygach, to mi się przypomniało, że o tym czytałam. Bo ogólnie warto emocje przerabiać na ruch, w ten sposób zejdą z nas prędzej. Pytania nie były trudne, baa tak sobie pomyślałam, że chyba nawet Mieszko, potrafił by JUŻ coś w takich kartach egzaminacyjnych zrobić.

I znowu poniedziałek!

Przed nami kolejny dość napięty tydzień, ale z tęsknotą zerkam na wrzesień, że MOŻE wtedy COŚ się rozluźni? Jakby nie było na środę mamy fryzjera z Mieszkiem, jutro gdzieś tam jestem potrzebna, a dziś pojechaliśmy zrealizować voucher co to go dostałam do jednego szwedzkiego sklepu. Czasu mieliśmy do końca tygodnia, więc nie było co czekać, a przy okazji obejrzeliśmy (tu macie roleczkę) krzesła gracza, które to może Mieszko dostanie na urodziny? Styczeń w końcu już niedługo! Z plusów, przyszły właśnie meilem zaświadczenia dla dziewczyn o ukończeniu kursu. Nie dostaje się ich automatycznie, ale napisałam do nich, że jest mi taki dokument potrzebny, więc poproszę o wystawianie takie wewnętrznego certyfikatu i DOSTAŁAM!

I jeszcze jeden, i jeszcze RAZ!

Świętowań jak to u nas SPORO, więc dziś następna tura urodzinowa Łucji! Było z tatą, będzie z Matim (bo on jest z końca sierpnia i „plany na obchody” są na wakacyjnej wyprawie WE DWOJE), no a dziś było celebrowanie siedemnastki z dziadkami! Torcik zamówiłam na tygodniu – panna chciała BEZOWY i w tym upale zdmuchnięte zostały świeczki po raz kolejny!

Podsumowania już były, dorzucę więc tylko, że po-wakacyjny Diabli jest pod ogromnym wrażeniem talentów adaptacyjnych całej trójki. Nowe miasta, nowe miejsca i nowe kraje nie wywołują w nich żadnych obaw czy blokad. Mieszko chciał iść do toalety i w takim Europa Passage, które było sąsiednim budynkiem ją bez problemu odnalazł. To centrum handlowe, a taki przybytek (w-c) w Niemczech jest płatny i ukryty na ogół w określonym (jednym) miejscu paropiętrowego budynku. Liliana stoczyła rozmowę z babką na stacji benzynowej na temat jakichś voucherów, a obie panny łatwo poruszają się w każdym miejskim systemie. To rzeczywiście jest niezłe. Znam więcej takich egzemplarzy, ale z całą pewnością nie jest taki każdy.

U dziadków, jak to u dziadków, uraczeni zostaliśmy wspaniałym obiadem, rozmawialiśmy o uzdrowiskach leczących naftą (taki temat nam wypłynął), systemie kolonialnym w XIX wieku (czytam Babel i ta książka jest rewelacyjna!) i SUP-ach. Widziałam niezły filmik o zlocie sup-ów w Petersburgu przed paroma dniami i nie znałam Rosji od takiej wyluzowanej strony. Za to TERAZ, lokalnie, czekamy WSZYSCY aż trochę chłodniej się zrobi, to wybierzemy się na grzyby!

Czemu TU tak gorąco?

-Liliana

dostałam też paczkę ze zgniecionymi pączkami 😀

Przyjechali w nocy i na szczęście przywieźli trochę deszczu! Wolno te chmury napływały, lecz od 16-stej LUNĘŁO. Już obsycha, ale poprawa jakości powietrza OGROMNA. Ja jakby nie było na parkruna NIE dotarłam, po pobudka o trzeciej oznaczała, że nie śpię do piątej. Od rana mamy za to Matiego, który przybył z wielkim pudłem prezentowym dla Łucji, gdzie i odzież, listy, pluszak, ramka ze zdjęciem, czekoladki, a nawet czipsy!

Mamy dzień prasowania (bo sporo ubrań przywieźli wypranych), prania (gdyż kilka brudnych jednak było) i jedzeniowych wynalazków (jak zabrałam się za robienie placków to okazało się, że mam tylko mąkę kukurydzianą). Z Mieszkiem podskoczyłam po chleb i do serwisu telefonicznego, a z Lilką poszłam na wieczorny spacer. Pokażę Wam kładkę, jaką spotykam na spacerze Bibs. Jak się pojawiła, na wiosnę, to bałam się po niej przejść. Kiedyś weszłam i się cofnęłam. A teraz przechodzę już bez problemu, nawet trochę szybciej czy idąc w japonkach. Czy to letnia równowaga, czy oswojenie z przeszkodą – nie wiem, ale to miłe!

pocztówki znad Łaby

  • A skąd ten koleś jest, Łucz? Ten z którym gadałaś o imprezach? To ten z Mediolanu, co pływa na desce?
  • Tak, to ten. Ale on jest z Milanu.
  • To to samo. Mediolan to Milano. Stolica mody.
  • Aaa… Bardzo przyjemny estetycznie był.

Towarzystwo już powoli się zbiera do drogi powrotnej, ja na rynku kupiłam jeżyny i borówkę, LECZ nie wiem czy przypadkiem NIE zjem zanim dzieci TU dotrą…

Panny zakończyły swój kurs i chyba wyszło wszystko świetnie! W pierwszej części tygodnia mieli prowadzącego, który skupił się na gramatyce i bardzo dobrze odnalazła się w tym Lilka (wtedy sfrustrowana była Łucja), a w drugiej połowie prowadzący się zmienił na prowadzącą, a zajęcia stały się konwersatorium. Wtedy zakwitła Łucja, która NAWET opowiadała na lekcji ŻARTY (po niemiecku!). Od czwartku Lila dla równowagi odmówiła brania udziału w lekcji i uczestniczyła w nich wyłącznie jako słuchacz. Łucja najlepiej dogadała się z 19-letnią panną z Albanii (chyba miała na imię Esmeralda), jednym Włochem, który siedział naprzeciwko i nie odrywał od niej oczu oraz młodym wytatuowanym Brytyjczykiem, który „był mid, ale dobrze się z nim gadało”.

Po lekcjach panny czasem się chwilę włóczyły, potem gdzieś przejmował ich Diabli i albo snuli się wszyscy razem po mieście, albo jechali GDZIEŚ. Archiwizacyjnie trzeba też dodać, że Mieszko w tym czasie rozwalił swój telefon. Ja z grubsza, wszystko co zaplanowałam sobie ogarnęłam, chociaż jak wczoraj piłam w kuchni mleko roślinne z kartonu i podniosłam głowę do góry, to sufit w kuchni RÓWNIEŻ muszę pomalować. Może uda mi się to zrobić w trakcie roku szkolnego, bo praca w domu to jednak niezła gratka… No i oczywiście podłoga w dużym pokoju przechodzi na kiedyś. Mamy tu większe upały niż w Niemczech, w nocy były gigantyczna burza, ale rano było już sucho. Nie przeoczyłam jej natomiast dlatego, że Bibs podczas błyskawic stała NADE mną w moim łóżku i dyszała. Gorąco, duszno, parno, a ta dramatyzuje, że BURZA. Wyśpię się chyba dopiero na jesieni!

to taki Łucji żarcik, Lila oczywiście żadnego piwa nie piła!

Przedsiębiorca w Legolandzie, w bluzie niesponsorowanej

Podczas kiedy panny zgłębiały tajniki języka Tomasza Manna, braci Grimm i Geothego (skoncentrowane głównie na tym, gdzie pójdą PÓŹNIEJ na lunch-yk), Mieszko wraz z młodszą siostrą dotarli do… Legolandu! To jest mega gratka, podczas której ten wyluzowany nastolatek powiedział KILKA razy: To jest NIEZŁE oraz TO było ŚWIETNE, a są to słowa przez niego NIEUŻYWANE! Strasznie szkoda, że nie wziął do Danii swojego paszportu Lego, ale extra, że tam dotarli. Ja NIE byłam i uważam, że to niesamowite, że pierwszy Legoland Mieszka to ten PIERWSZY. Z Hamburga do Danii jest jakoś nie za daleko i Diabli taki pomysł miał już od pewnego czasu. Młody chyba NIC sobie nie kupił, ale wiem, że na sali gdzie było DUŻO klocków wpadł na pomysł, że może JEDEN ukraść i robił zdjęcie owego klocka oraz wysyłał do kumpla z pytaniem: ILE MU ZAPŁACI za TAKI klocek… Ot, taki przedsiębiorca… Jeśli byliście TAM wczoraj i widzieliście blond młodzieńca w jego ulubionej bluzie to właśnie był ON! 🙂

Ja tymczasem byłam rano na poczcie i dostałam DWA urzędowe pisma, po których zalał mnie zimny pot. Wygenerowałam już jednak jakieś odpowiedzi i chyba będzie okej. I FATALNIE przez te upały się znowu śpi, dziś rano na spacerze z Bibs kogo nie spotkałam to wszyscy jak Zombie wyglądali.

książkownia

12 sierpnia to również Światowy Dzień Młodzieży, co z kolei jest dobrym punktem (jak słusznie zauważono na Lubimy Czytać) do rozważań o czytelnictwie kolejnych pokoleń. Jak wiecie, sytuacja NIE wygląda źle, w Polsce się NAWET czyta i powinniśmy być z tego dumni. No i tak trochę zasłaniając się ideą zamówiłam kolejne książeczki! W sumie to mam jeszcze co czytać, ostatnio przeglądam literaturę dziewczyn (zabawnie ten gość zripostował ideę PRZECZYTANIA wszystkich książek jakie się ma w domu), ale a)chciałam wybrać coś dla Łucji b)ja też, dla SIEBIE, dawno nic nie kupowałam! Dla Łucji doszły: Dziewczyny, którymi byłam, czyli historia o napadzie na bank, na którą ostrzy się Netflix oraz Światło, którego nie widać czy losy dwojga pozornie nie połączonych ze sobą osób podczas II wojny światowej. Dla mnie wzięłam Babel, na który miałam ochotę od bardzo dawna, to strasznie gruba księga, ale uwielbiam tego autora oraz Potwora z Florencji. To drugie poleciała mi znajoma, która uwielbia Literaturę Faktu i Reportażu (najchętniej wydane właśnie przez Czarne) i utknęła równorzędnie w trzech książkach, a to jest jedna z nich.

Poza tym POMALOWAŁAM ściany (okolice schodów) i ŁAZIENKĘ. Wydaje mi się, że rok temu tego nie robiłam, bo skupiłam się na malowaniu płotu, a bardzo to (malowanie) lubię robić! Nie jestem w tym dobra, zawsze jak tak lecę z poprawianiem-poprawiania to osiągam stan: LEPIEJ już nie będzie, lecz NIE jest to refleksja z frustracją, lecz duma z zamknięcia zadania. Wczoraj wszystkie powierzchnie dokładnie umyłam, ale ponieważ spotkałam się z dziadkami i pojechaliśmy na jedną wystawę (tu), to nijak nie mogłam już malować, bo gdy wróciliśmy było już ciemno! Za to DZIŚ w domu unosi się zapach białej farby, co nie do końca pasuje Bibs, ale fajnie że zrobione! Czasu coraz mniej, nie wydaje mi się, żebym się wyrobiła z podłogą, nie będę jednak marudzić!

Bob i Helmut

w sobotę znalazłam zdjęcie siedmioletniej Łucji i jej wysłałam 🙂 PRZERAZIŁO JĄ.

Nie znoszę gdy włosy zaczynają mi się przyklejać do karku. Denerwuje mnie to o każdej porze roku i te zabiegi by to się NIE działo stają się coraz dłuższe i CORAZ bardziej czasochłonne. Kończy się zresztą każdorazowo na noszeniu chust i opasek. U fryzjera byłam PRZED zimowymi feriami, no i dotarłam wczoraj. Fryzjerka zapytała, czy chodzi mi o „boba”, więc przytaknęłam! Myślałam, że dotrwam do końca wakacji, ale doszłam do wniosku, że dwa tygodnie nic nie zmienią, a jednak mam TERAZ chwilę czasu więcej! Wiem, wiem, jeszcze kolor, bo to siano to koszmar, ale to może jakoś w październiku? Na przyszłą środę zapisałam już Mieszka!

Tymczasem panny zmieniły sobie grupę. Po testach wstępnych zakwalifikowano je do A2, lecz podczas lekcji uznały, że NIC nie rozumieją. No niestety. To jest jakiś koszmarny edukacyjny mankament, że opanowuje się struktury i czasy, a problem jest z komunikacją. Uczymy się latami i nie potrafimy bułki kupić… Nieważne! Nie ma to znaczenia w której grupie są, ważne by były zadowolone! Ich nowy lektor to teraz on, więc umownie nazwałyśmy go Helmut. Nowa grupa jest okej, a jak to Lila powiedziała: Łucja w każdej grupie znajdzie sobie jakiegoś crusha 😀

Ich heiße

Wczoraj ekipa była NAD morzem (nie wiem którym: czy Bałtyckim czy Północnym?), a rano panny zaczęły zajęcia z niemieckiego… Pomysł zaczął się w momencie, gdy szukaliśmy wakacyjnego kursu dla Lilki i przyszło mi głowy, że A MOŻE BY TAK… Pierwszy reaserch ujawnił, że nauka za granicą języka danego kraju to pomysł doskonały. Z nieznanych mi względów kursy GDZIEŚ, są tańsze niż tu. Niemieckiego taniej nauczysz się w Niemczech, a włoskiego we Włoszech. Może dlatego, że TAM Państwo dofinansowuje takie kursy? A może, u nas TAK chcemy się rozwijać, że są one po prostu drogie? Taki pięciodniowy, parogodzinny kurs kosztuje mniej niż zapłaciłam ze PIEĆ lekcji niemieckiego jakie miała Łucja w zimie!!! Najwięcej wakacyjnych kursów niemieckiego dla nastolatków jest w Berlinie i Monachium. W Hamburgu znalazłam jedną szkołę, która takie ma i na dodatek zaczyna lekcje w każdy poniedziałek i kontynuuje je przez pięć dni. Brzmiało to tak świetnie, że postanowiłam zapisać CAŁĄ trójkę! Chwilę w tym przekonaniu tkwiłam, zapytałam o to Diabla, czy nie będzie z tym problemu, że od 9-tej do 12-stej przez jeden tydzień jego wakacji one mu będą znikać? Diabli początkowo się zgodził, a potem zapytał: Czy Mieszko MUSI? No więc nie. Nie musiał. W sumie to on idzie do szóstej klasy, niemiecki będzie mieć od siódmej, czyli przez TEN rok NIE będzie miał kontaktu z niemieckim i pewnie by zapomniał. W jego przypadku taki kurs to byłaby to idea dla idei. A Diabli ma jakiś inny plan dla maluchów, czyli w ten sposób panny poszły SAME.

Był trochę nerw, bo okazało się, że szkoła NIE utworzyła kursów dla nastolatków, proponują im za to niemiecki ogólny (German Intensive Summer Course) i zaczęłam się bać, że na TAKIM kursie będą dorośli. W opiniach o szkole (opinie NIGDY nie są miarodajne, bo tam zawsze wylewa się żale) ktoś napisał, że NIE dostał wizy i szkoła nie zwróciła kosztu kursu. Jakiej znowu wizy? Szukaliśmy summer kursu dla dzieciaków! LECZ gdy Diabli je tam rano zostawił to zaraportował, że w 10-osobowej grupie są same nastolatki. Dwie osoby z Polski (jednego chłopaka przyprowadziła bardzo dobrze mówiąca po niemiecku matka), jedna ciemnoskóra dziewczyna, jedna w hidżabie, itd. Na razie mam informację od nich, że NIC nie rozumieją, ale i tak się cieszę, że je wypchnęłam!

Ja tymczasem zaczynam DRUGI tydzień bez dzieci! Bardzo chciałabym podmalować ściany i JUŻ znalazłam w gospodarczym białą farbę. Mam dwa spotkania feedbackujące moje ostanie pracowe projekty i trochę mam z tym nerw. W środę będę dzwoniła do jednej szkoły, do której aplikuje Łucja i tam nikogo nie było wcześniej w sekretariacie… Jutro może gdzieś z dziadkami się wybiorę, no i gdzieś po drodze zacznę pracować nad łazienką (też malowanie, ale tu pojawią się także fragmenty ze szpachlą). Pokażę Wam foteczkę jaką wysłałam dzieciom. To taka pozycja jaką przyjmuję zawsze gdy zostaję sama i tak jak myślę, ZAWSZE (jeszcze przed dziećmi) tak robiłam. Siadałam gdzieś na krawędzi domu i ogródka i myślałam. Tak mi przyszło do głowy, że to jest MOJA prywatna poza. Jak oni są w domu to czasem Lilka siada obok, ale na ogół nie mam czasu tak przysiąść!

Samowyzwoloną komórkę postawiłam w dwóch punktach: jestem więc z przodu i od pleców!