Na szafę wrzuciłam streszczenie o zakupach, więc po kolej, jak to u nas wyglądało!
🏯Krok pierwszy to były bilety lotnicze. Najtańsze połączenia są z Budapesztu. Wie o tym cały świat, bo w samolocie byli i Włosi, i Hiszpanie, Rosjanie i dwie grupki Polaków. Ze stolicy Węgier latają aż cztery chińskie low costy (Air China, Hainan Airlines, China Southern i Shenzhen Airlines). Jedyny problem jest taki, że bilet kupujesz przez ICH stronę, której translator NIE tłumaczy w całości i NIE dostajesz żadnego potwierdzenia. Chiny mają blokady na całą masę rzeczy, częściowo też na maile, więc kupujesz, kwota z konta schodzi i przez 4 miesiące (z takim wyprzedzeniem kupowałam) NIE wiesz czy te bilety masz. Nie możesz się też odprawić, więc lecąc do Budapesztu nie wiedzieliśmy czy machając paszportem gdzieś wsiądziemy. Jeśli jest to za mocne, to można wybrać w sumie niewiele droższe loty z Turkish Airlines czy Emirates. Czy polecielibyśmy TAK ponownie? TAK, ale tak ja mówię, myślenia o tym, czy nie wywaliłam kasy przez jakąś trefną stronę, było dużo.
🏯Data. Może od tego należało zacząć? Wiadomo: omijamy wakacje, Nowy Rok (nasz i Chiński), święto wiosny i święto jesieni. Dla nas ważny był też układ dni. TYLKO w czwartki Wizzair, którym dolecieliśmy do Budapesztu, ma dwa loty dziennie do Polski, więc w czwartki odpadało nam nocowanie na Węgrzech.
🏯My postawiliśmy na Pekin i Szanghaj. Noclegi mieliśmy z Bookingu i z Trip.com. Było ich aż cztery i jak to my, unikaliśmy dużych kombajnów turystycznych. Lubimy malutkie miejsca, które często są obsługiwane przez właściciela. Dwie noce były niepełne: pierwsza, kiedy do hotelu dotarliśmy dopiero o piątej rano (ale po Azerbejdżanie wiedzieliśmy, że MUSIMY mieć GDZIE spać od razu, a nie po kilku godzinach jak ruszy kolejna doba hotelowa) i ostatni, gdzie zameldowaliśmy się o 17-stej i wymeldowywaliśmy się o 23:00 (ale chcieliśmy przed lotem do Polski MÓC się umyć, położyć i wyciagnąć). Dwa razy korzystaliśmy ze śniadań i to były bardzo dobre śniadania!
🏯Do Szanghaju dolecieliśmy samolotem, a wracaliśmy pociągiem. I tu uwaga: oba te miasta mają po dwa lotniska. Lecąc do Szanghaju ustawiliśmy się do odprawy w złej kolejce. O tej samej godzinie były DWA loty, OBA do Szanghaju, lecz na RÓŻNE lotniska. I potem mieliśmy bieg, żeby zdążyć przed zamknięciem odprawy do tej właściwej. A to są BARDZO duże lotniska. Zależało mi na tym, żebyśmy lądowali na Pudong, czyli lotnisku, które chociaż leży dalej, to na ogół ląduje się NAD morzem, czyli widać port (w nocy rozświetlony), który jest największy na świecie. NIE udało nam się to, bo TO lądowanie było poprowadzone nad lądem. Z kupowaniem biletów było tak samo jak na lot z Budapesztu. NIE było żadnego potwierdzenia czy maila. Bilety na samolot były o połowę tańsze niż na pociąg.
🏯VPN – obowiązkowe. Na wszystkie telefony. To nie chodzi tylko o dostęp do Fb, czy Insta. To również maile, komunikatory (również dla wszystkich uczestników wyjazdu), aplikacje bankowe (NASZE) i dziennik elektroniczny. My VPN-a mieliśmy od Diabla. On wykupił sobie, żeby w Niemczech korzystać z polskiej wersji Disneya i Netflixa i podzielił się z nami.
🏯Aplikacje płatnicze, czyli AliPay – obowiązkowe. Nie ma płatności gotówką. Technicznie rzecz biorąc możesz dać sprzedawcy banknot, ale on Ci nie wyda. Alipaya mieliśmy zainstalowanego na trzech telefonach.
🏯Internet – obowiązkowy. Pakiet na Chiny. Nam zeszło (przy dość oszczędnym używaniu – żadnych filmów, Fb i oglądania rolek) po 8 GB na osobę. Hotele na ogół oferują bezpłatne Wifi, LECZ ono blokuje VPN-a.
🏯Pociąg – z Szanghaju do Pekinu wracaliśmy pociągiem. Sprzedaż biletów rusza 2 tygodnie wcześniej. I bilety znikają błyskawicznie, więc kupuje się przez strony z botami rezerwującymi. Dworce są ogromne i przypominają lotniska. Odprawa na pociąg zaczyna się godzinę przed odjazdem pociągu. Potwierdzeniem zakupu biletu jest nasz paszport. Też NIE dostajecie papierowego biletu.
🏯Bezpieczeństwo – po Chinach chodzi się z paszportem bo co chwila jest on sprawdzany. Przy wejściach do muzeów czy parków np. Przy wejściu do metra (za każdym razem) Twój bagaż/torebka są prześwietlane, a Ty przechodzisz przez bramki. Metro wielkie, ale można się połapać. Ta sama zasada przy wejściach do muzeów, niektórych świątyń, lotnisk i dworców. TAM jest bardzo bezpiecznie. Nie było ani jednego momentu gdy mogliśmy się poczuć niepewnie.
🏯Mapy – emapy -obowiązkowe. Coś jak gugiel. Zainstalowane na dwóch telefonach. Przydaje się też w metrze.
🏯Taxi- Didi taxi – tanie, potrzebna apka, ale średnio przydatne, bo są straszne korki. STRASZNE. Takie wielogodzinne… Metro zdecydowanie szybsze!
Czy powtórzylibyśmy tę podróż? TAK! Dziś wrzucam Wam kilka foteczek z Szanghaju! Ach, jeszcze jedno. TAM się tak wszystko zmienia, że ani jedna relacja blogowa czy przewodnik, na które trafiłam, nie była aktualna. Dynamika życia i nowości jest tak ogromna, że każdy przybywający jest nowym Marco Polo 😀