Ludzie są jak pająki. Najgorsze są małe.

Loopers, Amazon Prime

Włączyłam sobie wczoraj film z Brucem Willisem. Okazał się być świetny i tak jak serial łatwo mi przerwać, to ten film oglądałam do końca (a rano przecież była pobudka na bieganie!). Podróże w czasie, plus obocznie wątek mutacji, która wystąpiła u 10% ludzkości. Wszystko co lubię. Niezła też akcja, bo pamiętałam, że BYŁ film (właśnie chyba ten), w którym Alzhaimer, który dopadł w prawdziwym życiu gwiazdę „Szklanej Pułapki”, bardzo przeszkadzał mu na planie. I są w tym filmie momenty, gdzie on ma takie realne zagubienie i strach w oczach, ale pasuje do do odtwarzanej roli i czyni to ten film jeszcze lepszym.

A Łucja dziś była w Lublinie! Odbywa się tam Festiwal Smaku, ona jest wielką fanką cebularzy (aż dziw, że nie wzięła udział w konkursie na jego jedzenie, bo taki się rozgrywał na Placu po Farze), no a Mati, jako świeżo upieczony kierowca, ma dużą potrzebę jeżdżenia. Ja oczywiście mocno to przeżywam, ale on pożycza auto od mamy i tych wycieczek to ostatnio, po szkole, jest DUŻO. Na Festiwalu panna kupiła gryczaka, zwanego też pierogiem biłgorajskim, którego zabierzemy jutro do dziadków!

Polski botoks

Tak mnie pocięły wczoraj na spacerze z Bibs komary, że nie miałam ANI jednej zmarszczki na czole! Ale trafiła mi się taka wspaniała ekipa na psim spacerze, że łaziliśmy ze dwie godziny! Jeden gość pokazywał filmik z ogródka swojej knajpy, że przyleciał do nich polski koliber. Wygląda i zachowuje się jak koliber, tylko, że to MOTYL. Niesamowite!

Poza tym bardzo liczę na pensję dziś. Tak z rozmachem przeszliśmy przez ten sierpień (urodziny Łucji, mop, szaszłycznica, czekoladki ze zdjeciem, zakupy w Bolesławcu – WOW!!), że teraz jest katastrofa. Panny jeszcze po drodze wymyśliły sobie, że w przyszłym tygodniu robią city break, bo PODOBNO to było zaplanowane od DAWNA, więc doszedł koszt biletów i wczoraj na kolację zrobiłyśmy z Lilką makaron z ziemniakami. O dziwo, danie okazało się wybitne (makaron chow-main, mocno przyprawione upieczone plasterki ziemniaków i dużo szczypioru), bo niskobudżetowa-improwizacyjna kuchnia wychodzi nam mistrzowsko. No więc, może KASA wjedzie, ale NIE szalejmy, bo w pierwszej kolejności muszę zapłacić ZUS, co to był do 20-go, ale ja o nim zapomniałam. ???. Nie wiem jak. Może nie potwierdziłam przelewu? A może myślałam, że muszę zapłacić, a potem wydawało mi się, że to już zrobiłam? W następnej kolejności potrzebne są podręczniki, rezerwacja hotelu pannom i DUŻE zakupy spożywcze, bo teraz czyścimy szafki ze wszystkiego. A roślinki do ogródka???! No cóż, jak to mówili w Staropolsce: jest czas zabawy i czas znoju. Ten pierwszy chwilowo się skończył. 😭 Na pocieszenie, mam dla WAS, maki. Na polach jeszcze się gdzieniegdzie zdarzają!

wrzesień od lat jest miesiącem organizacyjnym

Mieszko ma najlepszą wychowawczynię na świecie. To polonistka, która jest ciepła, mądra i ma rewelacyjne pomysły, jak uczniowie mają przebrnąć przez ten niespecjalnie lubiany przedmiot! Na Balladynę idą np. do teatru, bo „dramaty są trudne”, a Dziady przerobią robiąc spektakl! Super! Na wycieczkę szkolną młody nie jedzie, bo cena jest zaporowa, przerwa świąteczna jest dwutygodniowa, a obiady szkolne są wydawane od dziś. Religia i etyka będą na świadectwie, lecz NIE wliczają się średniej. Etyki Mieszko nie będzie kontynuował, a pierwsza lekcja niemieckiego mu się podobała! Takie małe WHAT???

Ja dziś spędziłam dzień poza domem, segregując regały z książkami w centrum spotkań mojej szkoły. No i przyznam się Wam, że POŻYCZYŁAM kilka repetytoriów maturalnych. Panna Łucja wykupiła już sobie pierwszy kurs przygotowawczy (z polskiego), a wczoraj założyła sobie kartę bibliotece uniwersyteckiej. Ma plan by TAM, opracowywać zagadnienia maturalne. Rozumiem to- też potrzebuję specjalnej przestrzeni do pracy (na ogół siedzę na strychu) i nie wyobrażam sobie bym mogła cokolwiek robić leżąc w łóżku. Tuwim miał podobno tak, że zanim siadł do pisania ubierał się, golił i szedł na spacer do kawiarni. Potem wracał do domu i dopiero WTEDY mógł tworzyć. Ze spraw organizacyjnych otworzyli nam w pobliżu nową piekarnię i to cudownie rozwiązuje problem porannego pieczywa do szkoły.

0% w chmielu

  • W takiej piżamie do pracy? – zagadałam do sąsiadki, która zawsze świetnie wygląda i tak było też tym razem.
  • Tak. Za gorąco jest dzisiaj! Zaraz wejdę do domu i otworzę sobie bezalkoholowe piwko.
  • To dobre na nerki.
  • Mi pomaga bardzo!
  • Cytrynowy Radlerek?
  • Nie. Lech, mięta z limonką.

Mieliśmy na tych urodzinach Łucji rozmowę o takich właśnie napojach i mój brat słusznie zauważył, że skład ma to lepszy niż niektóre gazowane napoje i zdecydowanie mniej kalorii. Ba, panny się przyznały, że jak odnosiły naczynia do kuchni to spróbowały i DA się to NAWET wypić!

Mam już grafik szkolnych zebrań: dziś u Mieszka, a w poniedziałek (cóż za zaskoczenie) u obu panien NARAZ. I znowu mam zgryza, czy być i tu i tu po 15 minut (powinnam biorąc pod uwagę, że u Liliany w ogóle nie bywam), czy założyć, że maturalna klasa ważniejsza i jechać tylko do Łucji? Plus, pojechałyśmy dziś z Lilką po zeszyty! Młody zaczął się wczoraj o 21-szej pakować do szkoły i szok, bo okazało się, że NIE ma zeszytów (też się NIKT nie spodziewał). Panny dały mu w nocy jakieś swoje, a na dzisiejszych zakupach w stonie, trafiłyśmy na promkę 3+4 gratis, więc JUŻ ma! I rachunki tam rzeczywiście DŁUGIE dają. Szarfa jak u Miss Polonii! Sory, Miss Biedrony!

jajka, ziemniaki, jabłka, pomidory i śliwki

  • Synu, jak pierwszy dzień w szkole?
  • Kiedy tam wszedłem, chciało mi się wymiotować.

No cóż. Może w trakcie roku szkolnego mu przejdzie? Plany mają masakryczne. Młody od 7 do 15-stej, lub 8 do 16-stej właściwie codziennie, czyli skończą się wypady na lanczyki z siostrami, Łucja ma 4 lekcje dziennie, ale ona ma dość gęsty grafik doszkalania maturalnego, ale największy kosmos ma Lilka. Panna w dwa dni ma dziewięć lekcji (!!!!) a pozostałe po 3-4, za to na 12-stą. Ja natomiast doszłam do wniosku, że niepotrzebnie wczoraj narzekałam, bo dobrze mi się dziś pracuje! Z samego rana byłam też na rynku i gość od jajek dał mi trzecią wytłoczkę jajek przepiórczych gratis! Śmieszna była też akcja z Miau, bo szłam na spacer z Bibs i jedna sąsiadka mnie pytała czy ten pasiasty kot to nasz, bo ona wczoraj myślała, że to jej, więc ją wzięła na ręce i zaniosła do domu. A ta na nią strasznie syczała 🙂 Niekulturalne są te moje zwierzęta!

Poza tym przekopywałam się przez moje foldery ze zdjęciami, bo mama Matiego poprosiła o jego zdjęcia. I przy okazji przypomniało mi się, jakiego kiksa zrobiłam na początku roku. Bo zdjęcia są w folderach oznaczonych latami, a w nich miesiącami. I folder roczny zamykam w styczniu. No i kopiując miesiące i wywalając spam i wersje robocze wywaliłam październik, listopad i grudzień (2023)! LECZ zdjęcia były CAŁY czas na karcie pamięci… W tej sytuacji WCZORAJ skopiowałam te 2000 zdjęć z Mazur i z Rzymu na dysk i zaczęłam je przeglądać, żeby te poruszone, powtarzające się, brzydkie wywalić. I powiem Wam, że piękny jest ten Rzym. To jest miasto nad miastami. Mam tam np. zdjęcia tej samej ulicy, na której jadą auta. I ja stojąc w tym samym miejscu zrobiłam siedem zdjęć. I one są świetne. KAŻDE. Na jednym jest skuter, na innym autobus, na innym ruszają piesi, idzie zakonnica, a wszystko w otoczeniu tej niezwykłej architektury. Ale towarzyszyła mi, w tym przeglądzie i eliminacji, Lilka i pannie zachciało się porównać ten 2023 z 2021, kiedy byłam z nią. WTEDY akurat mi się rozsypał aparat i wszystkie zdjęcia wyszły trochę retro, bo z takim grubym ziarnem, ale widać, że w pandemii to było wszędzie pusto. Nie mam pojęcia jak tę Europę zwiedzać, żeby nie utknąć w tym tłumie ludzi, który tu przybywa, chociaż znajdowaliśmy w Rzymie miejsca ukryte i odludne 😉

dzień na galowo

W sumie to się cieszę, że zbliżamy się do końca szkolnej rutyny, bo Łucja jest JUŻ w klasie maturalnej! Panna całkiem ochoczo wybierała wczoraj strój i skoro świt ruszyła na rozpoczęcie. Bo to ostatni rok, zamknięcie pewnego etapu i na dodatek będzie krótko, bo dla niej szkoła potrwa tylko do kwietnia.

Lila na rozpoczęcie klasy trzeciej się nie wybiera. Rzeczywiście rozpoczęcia nie są obowiązkowe i jeżeli skombinuje jakoś inaczej plan lekcji, to ma do tego prawo.

Mieszko idzie na godzinę 10-tą i pójdzie. U niego jest problem z aplikacją szkolną, bo stała się płatna, więc po prostu nie będzie jej pobierał… Słaba akcja, bo były tam informacje np. o odwołanych zajęciach, ale ogarnie to sobie przez grupy klasowe. Młody rozpoczyna klasę siódmą, przed nim dwa, bardzo obciążone lekcjami, lata i powoli powinien już zaczynać myśleć jakie rozszerzenie brać w szkole średniej? Zacznie w tym roku naukę niemieckiego i dojdzie mu fizyka z chemią. Mam nadzieję wepchnąć go też do sanatorium w listopadzie, to przez miesiąc będzie miał luźniej.

Panny nie mają jeszcze kupionych podręczników- tu czekamy na pierwsze lekcje i informacje od nauczycieli, a do nadchodzących wydatków trzeba będzie również wysupłać na kursy maturalne, które Łucja chce MIEĆ. Panna będzie miała bardzo intensywny rok, bo gdzieś po drodze, będzie również egzamin na prawo jazdy. Na studniówkę się nie wybiera, ale za to w sobotę, korzystając z funduszy urodzinowych, zaklepali sobie z Matim wakacje na ferie zimowe.

Rok szkolny zaczynam też ja (btw. tu macie roleczkę z podsumowaniem sierpnia). Wczoraj miałam uroczyste rozpoczęcie (fotka niżej) i śmieszna akcja, bo spotkałam tam mojego ex, którego nie widziałam lat 20. I przez te wszystkie lata nie miałam z nim żadnego kontaktu. Wtedy postanowiliśmy się rozstać, bo uznaliśmy, że to co nas łączy, jest za słabe, żeby budować na tym CAŁE życie (po ośmiu latach razem emocje są wiadomo inne). I chociaż dużo było między nami uczucia, to podeszliśmy do tematu filozoficznie, co zaskutkowało tym, że od razu władowaliśmy się w nowe związki i chwilę później zostaliśmy rodzicami. Jego syn jest o pół roku starszy od Łucji, a córa 4 miesiące starsza od Lili. Ja, jak to ja, w takich stresowych sytuacjach, zachowuję się jak idiotka i bywam przytłaczająca i tak też było tym razem. I przytłoczyłam ich tym moim hura optymizmem, komunikatywnością i zachwytem (wszyscy wyglądali świetnie), i tak sobie później myślałam, że cieszę się, że Diabla tak nigdy nie przytłaczam. Jakby nie było on ma dwójkę w klasie maturalnej, w edukacji domowej, więc pewnie na majowych egzaminach mogę na nich trafić.

Formalnie muszę się też przyznać, że było duże zamieszanie z przedłużeniem mojej umowy, ale koniec końców, mam o ten rok przedłużone. Przez te pięć tygodni, kiedy nie wiedziałam co dalej, zaczęłam szukać innej roboty. Efekt jest taki, że może coś tam wyjdzie i spróbuję to ogarnąć RÓWNOLEGLE. Plus korki, co to już się dobijają uczniowie i wiem, że będę w tym roku nieźle urąbana. Nie tęskniłam.

JESIEŃ! 🍁

Kojarzycie tego mema, gdzie siedzą obok siebie brunetka i blondynka i nad każdą coś pisze? Nad jedną netflix, a nad drugą impreza? A z tyłu wygląda do nich koleś z napisem: grzybobranie! ? 🙂 To bardzo ładne jesienne skojarzenie. Nie myślmy dziś o szkole, pomyślmy o jesieni! Z jej pysznym jedzeniem, z jej ciemnymi nocami i pieczonymi jabłkami. Pieczone ziemniaki już mieliśmy, bo parę dni temu na grillu zrobiliśmy sobie i bardzo Wam ten rarytas polecam!

Planów na tę cudowną porę mamy sporo, ale jeden wyjazdowy (celowany w październik) nam się dwa dni temu przewalił… Będziemy jednak dalej myśleć, bo bardzo podobały mi się ubiegłoroczne, jesienne Mazury i chciałoby mi się na któryś weekend zabrać Bibi na wycieczkę… Z całą pewnością powinniśmy za to dać radę dotrzeć do lasu na grzyby! A może nawet na zbiory jabłek?

Gdzieś po drodze mignie mi pięćdziesiątka, ale chociaż nie planuję świętować, przyznam się Wam do tego, gdy ten dzień nadejdzie. Bardzo chcę ruszyć z porządkowaniem ogródka, ale musi spaść temperatura, a to będzie od połowy września. Do tego czasu pewnie posprzątane zostaną dożynkowe dekoracje (na fotce wyżej, to o u nas pod gminą) i polecam Wam szukać takich ozdób, bo to naprawdę ciekawy folklor się w Polsce pojawił.

Otwierają nam w pobliżu nowe centrum handlowe, pewnie będzie się tam strasznie korkować, ale to chyba dobrze świadczy o kondycji gospodarki, że coś otwierają, a nie tylko zamykają. Watchlisty w platformach streamingowych mam załadowane serialami do obejrzenia, a jeśli chodzi o kino ciekawi mnie wyłącznie azjatycki Oldboy (wchodzi w październiku), chociaż kusi nas też Strange Darling i Kruk. Dwie wystawy mamy w planach i czekamy na otwarcie jednego muzeum. Jedne targi i jedne warsztaty. Mam jakieś skierowania dla dzieciaków, ale chcę wiedzieć jaki mają plan lekcji, to pod tym kątem będę ustawiać wizyty lekarskie.

  • Łucja, jakie było jedzenie u Matiego na urodzinach? Zjadłaś coś?
  • Mamo, przecież to JA układałam menu.
  • Ty to jednak umiesz się córko, ustawić.

Nie jest mądre kazać im czekać

-Watchers, ze trzy miesiące temu leciało to w kinach, a od wczoraj jest na HBO – obejrzałyśmy to z Lilką i polecamy!

Wczoraj wieczorem z kolejki podmiejskiej wysiadła Łucja. Panna miała parodniowy city breake w Poznaniu! Razem z ukochanym robią sobie czasem takie miejskie wypady i po Gdańsku, Toruniu, Krakowie, Lublinie i Wrocławiu przyszła kolej na Wielkopolskę. Nie byli tym razem na żadnej wystawie, ani nie wzięli udziału w żadnym wydarzeniu kulturalnym, lecz zajęli się włóczeniem po mieście, podziwianiem odnowionej Starówki i odkrywaniu smakowitych miejscówek. Te, Łucja, oceniła wysoko. Uznała, że jest tam przestrzeń na małe, niszowe, autorskie knajpy, które dają radę się utrzymać i oferują wspaniałe dania. Zrobili sobie także podróż retro-wąskotorową kolejką! Ach, no i jedna zabawna rzecz: w jednej knajpie, w której byli, akurat kręcili tę trendy rolkę w stylu: tu coś tam, a tu coś tam i widać ich! Młodzi z wyprawy są zadowoleni, wszystko im się bardzo podobało, ale nie ma czasu by to przeżywać, bo DZIŚ Mati urządza swoją 18-stkę i robi to hucznie! Panna jeszcze jest na jazdach (prawo jazdy), ale potem wraca i zaczyna się szykować na imprezę!

KOZIOŁKI!!!!
a to widziecie? To Gu Tang Clan i jego pies Gustaw, a to z okiem to Pan Peryskop z jednym ze swoich watchers!

chwilę przed wyjazdem na rynek z kuchennym asystentem

  • Matko, już ściągamy patelnię?
  • Lil, to zależy. Zrobiłyśmy szukszukę. Tak miało wyjść?
  • Tak.

Powiem Wam, ze Lila jest niesamowitym kuchennym pomocnikiem. Rozmawiałyśmy o tym ostatnio: kiedy to się zaczęło? i to było DAWNO temu. Panna mówi, że ona pomagała już, gdy ja rozbijałam kotlety, bo ona oceniała czy dobrze rozbite (czyli lat temu ponad 10). Możliwe… Mam czasem wyrzuty sumienia, że do wszystkiego jej w domu potrzebuję, ale ja JEJ nie zmuszam! NIC nie muszę mówić, bo jak pada hasło obiad, to ona sama wie co robić i błyskawicznie się włącza. Btw. cukinie i duszone warzywa to robi tylko ona. Kroi, dusi/smaży, przyprawia, przewraca. Diabli był ostatnio w szoku, że ona NIE ma tak, że czegoś się brzydzi, albo czegoś NIE zrobi. Nabijanie mięsa na szaszłyki, marynaty, ścieranie czosnku czy tworzenie dipów, ma w małym palcu.

Wyrobiłyśmy pannie dowód. Znaczy się, złożyłyśmy wniosek. Będzie problem z odbiorem, bo potrzebny jest paszport, więc jeśli w międzyczasie wyrobią jej nowy, to nowego nie mogę odebrać, bo muszę odebrać dowód ze starym. I ciekawa akcja, bo przy wyrabianiu dowodu zgłosiliśmy, ze stary zaginął i okazuje się, że gdyby miała 18 lat to pesel byłby zastrzeżony. I ten pesel okazuje się, że można zastrzegać i odblokowywać bazylion razy (robi się to w aplikacji), więc jeśli ktoś boi się przestępstwa bankowego z jego peselem to wystarczy, że go zablokuje. Jest to bezpłatne i robi się to jednym kliknięciem.

a może to odbicie w lustrze jest tym prawdziwym?

  • I jak te komputery?
  • Pani był w bardzo dobrym stanie, ale za to na komputerze syna…Tam na wiatraku, był CENTYMETR kurzu. Jak on się w ogóle kręcił?!
  • Wie Pan co… Ja nie wiem JAK on to zrobił, ale ten kurz to TYLKO w jego komputerze, bo w domu nie ma ani minimetra!

Chyba NIE uwierzył 🫣, ale jakby nie było, OBA sprzęty mają wymienioną listwę termoizolacyjną i są oczyszczone z kurzu. Gdzieś, w środku lata, wyświetlił mi się artykuł, że TRZEBA takie coś własnym sprzętom fundować raz do roku i zależało mi, żeby jeszcze na wakacjach to zrobić! ✅

Na Dzień Psa 🐈Amazon wrzucił Dogmana. Obejrzałam to wczoraj i przypomniało mi się dlaczego zawsze uważałam Luca Bessona za mojego ulubionego reżysera. Mamy tam wszystko co u niego lubię: bohatera, który jest outsidederem (jak w Leonie czy Wielkim Błękicie), niesamowitą nawalankę w kulminacyjnym elemencie (jak w Piątym Elemencie czy Taxi, tylko tu walczą psy), wątek romantyczny, który nie ma szans się udać (jak w Nikicie). Doskonałą historie, plus wybitne dialogi. Psy mają tylko jedną wadę – ufają ludziom/Moja matka była tchórzliwa i bezbronna – w świecie zwierząt takie jednostki giną, w świecie ludzi zawsze przetrwają/Miłość i cierpienie to to samo/Dziecko przyjmie każdą miłość/A może to nasze odbicie w lustrze jest tym prawdziwym?

Wkleję też Wam (i sobie) opakowanie po galaretce z Albanii. Tej samej, która najbardziej smakowała dzieciakom (w niedzielę), tak żebym za rok miała gdzieś zdjęcie jak MA wyglądać to, CO muszę kupić!