Ci siamo NOI!

-to MY!

Plan był taki, że na 13-ste urodziny zabieram do Rzymu! ALE… wszystko rozwaliła pandemia… Bilety miałyśmy na luty 2021 i nam je odwołali. Niewiele myśląc kupiłam KOLEJNE. I te TEŻ odwołali… Bo się granice pozamykały!!! Tyle, że środki z zakupu tych drugich biletów na konto nie wróciły… Pomyślałam, że no trudno, czasem się traci, ale oto w w lipcu kasa wróciła, tyle, że w formie vouchera, do wykorzystania do końca roku!

Czasu nie było, zaklepałam bilety na Dzień Nauczyciela! Kombo emocji i zdarzeń września było tak duże, że bliska byłam rezygnacji, ale Lilka TAK chciała, że aż zaproponowała, ze ona stawia hotel 😉 I naprawdę TEN wyjazd był potrzebny nam obu!

Rzym jest cudowny. Strasznie ich łupnęła pandemia, sklepy poznikały, a na ulicy przewalają się śmieci. Ludzi też jakby mniej, ale widać, że wszyscy chcą już żyć normalnie. Paszporty Covidowe miałyśmy sprawdzane często (taki life-hack, że lepiej mieć na papierze niż w telefonie, bo w telefonie po 5 minutach Cie wywala, a czasem coś się przedłuży i trzeba się logować na nowo). Poza tym, JEST tanio. To absolutnie zdumiewające, ale ceny miałyśmy niższe niż na Śląsku tego lata. W każdej praktycznie kawiarni cena za kawę i croissanta jest stała i jest to… 1,50 euro! Jedzenie jest pyszne i z Lilką miałam o tyle łatwiej, że ona w ekipie jest wszystkożerna więc mogłyśmy wybierać miejscówki dowolnie.

Pewno takie napięcie miałyśmy na początku. Gdy siedziałyśmy na lotnisku, jeszcze w Polsce, zadzwonił Rashid z Manchesteru, czyli gość od bookingu, który ogarniał nam transport z lotniska. Przylatywałyśmy ok 22-giej i naturalne wydawało nam się, że po nocy nie będziemy szukać hotelu. A ON zadzwonił, że sorry, ale nie ma taksówki i już nam „refund” money. Wylądowałyśmy więc z zamiarem wynajęcia od razu ubera, ale gdy wyszłyśmy z dworca zobaczyłyśmy busy do Temini i wsiadłyśmy w taki bus. Nasz hotel miał być koło dworca właśnie i 40 minut później zaczęłyśmy krążyć by znaleźć hotel. Zrobiłyśmy pętlę, nawigacja zgłupiała i ja powiedziałam: Liliana, nie ma co się wygłupiać, zamawiamy ubera. Po dwóch minutach przybył Giuseppe, a 10 minut później byłyśmy już w hotelu, którego byśmy NIE znalazły. Drugiego dnia ruszyłyśmy szlakiem atrakcji obowiązkowych (fontanny, place i koloseum) i okazało się, że aparat NIE działa. W pamięci były zdjęcia i ostanie były to te zrobione DWA lata temu z Łucją. Na wyjazdy samolotem zabieram taki mniejszy aparat, który się przez ten czas trochę ZASTAŁ… Wieczorem więc siadłam, rozkręciłam co się dało, poprzestawiałam ustawienia i ZACZĄŁ działać. Uff… (niektóre fotki są z tego pierwszego dnia i są z taką kaszą).

Kolejny dzień to był Watykan i tu jedna świetna sprawa. Włosi nareszcie uruchomili sprzedaż biletów on-line i do muzeów Watykańskich miałyśmy regularny bilet (bez ozdobników typu przewodnik czy obiad, bo TYLKO takie mixy do tej pory można było kupić). Chciałam, żeby Lilka zobaczyła Kaplicę Sykstyńską i Stworzenie Adama, bo dobrze ten motyw kojarzyła. I od tego momentu cały nasz pobyt naprawdę fajnie się rozkręcił. Panna wyczaiła jakieś bubble tea, a potem ruszyłyśmy na Travestere do świetnej knajpy! Kolejny dzień to Castel di Sant Angelo, gdzie cała masa ludzi grała i śpiewała, next dzielnica żydowska i przecudowna wyspa na Tybrze – całkowicie niewykorzystana (u nas taka strefa była by zawalona ludźmi!). Wracając trafiłyśmy na Demonstrację AntyFaszystów (idea słuszna, więc się dołączyłyśmy),a gdy się zakończyła zapytałam jednego z organizatorów czy mogę wziąć sobie flagę (bo wszyscy brali i NIE pytajcie mnie PO co mi to było, bo sama nie wiem). Posso prendere uno? – SI, certo! Qunto volete! Uno, due, tre!? Więc wzięłam dwie. 🙂 No i został jeszcze dzień wyjazdu z wylotem ok 17-stej, który rozpoczęłyśmy (już z bagażami) od wizyty w Willi Borgheste (taki duży park, tylko, że z papugami), potem dzielnica filmowa i Bar Harry, który okupowali kiedyś wszyscy aktorzy chwalący sobie Dolce Vita, kościół Kapucynów z mrocznymi katakumbami i knajpa azjatycka, z palnikami na stole (tak żeśmy się ojadły, że był to nasz śniadanio-lunch i nie jadłyśmy nawet później kolacji).

Wyjazd był low-costowy, na Ciampino również wróciłyśmy autobusem, a w Polsce auto zostawiłyśmy na parkingu niedaleko lotniska. Nie rezerwowałyśmy miejsc w samolocie i właściwie to NIC nie kupiłyśmy. Przywiozłyśmy dwie flagi, pinsa z Boca de la Verita i sześć szkiełek murano (były po 50 centów). Bardzo nam się obu TEN wyjazd podobał!

Btw. samolot był pełen nauczycieli, którzy lecąc z Polski niemalże opróżnili powietrzny barek z prosecco. Miłe to być częścią grupy zawodowej, która się tak potrafi bawić 🙂 Ale to nic!!! W tym barze Harrego siedziały obok nas dwie Francuzki w moim mniej więcej wieku. I jedna w którymś momencie powiedziała po ang: I’m so glad to be here! I (UWAGA!) one zamówiły sobie na ŚNIADANIE po kieliszku szampana z KUBEŁKIEM lodu! 🙂

kasztany
Trevi
Watykan
Panteon
W Bubble Tea (każdym) są takie karteczki na ścianach, na których możesz coś napisać. Napisałyśmy 🙂
Muzea Watykańskie
Watykan
Tramwaj. Kupiłyśmy sobie bilety dobowe na 48 h i bardzo to było dobre. Głównie korzystałyśmy z tramwajów, ale metro i autobusy TEŻ się przydarzały.
JA stoję w drzwiach naszego hotelu i fotografuję Lilkę wychodzącą JUŻ w niedzielę rano z plecakiem. San Lorenzo. W recepcji był najpiękniejszy mężczyzna na świecie. Ach i jeszcze: panna trzyma różową papierową torbę ze ZNACZKAMI dla zwierząt. Bo kupiłyśmy coś dla NASZEGO zwierzyńca!
wyżej i nizej wiec
A to nasze ukochane wybrzeże wysepki na Tybrze
(chwilę tam poleżałyśmy)
Lilka w Tybrze zanurzyła rękę
Koloseum

6 myśli na temat “Ci siamo NOI!

  1. Ech… Uwielbiam takie wyjazdy z córką…. Byłyśmy w tych samych miejscach, w Rzymie, w lutym 2020 🙂 Na lotnisku przywitali nas panowie a białych uniformach, ze scanerami temperatury… Tydzień później świat już się zamknął…..

    Polubienie

  2. Na razie normalnie jeszcze nie jest. Ale nabieram przekonania, ze moze byc tak, że normalnie jeszcze długo nie będzie i nie ma co odkładać, bo nie wiemy na jak długo?

    Polubienie

  3. Wy to macie blisko Berlin. A stamtąd to dopiero są tanie połączenia :)) Ja tak kombinuję, że na wakacje też moze gdzies polecimy, ale ma sens leciec z Krakowa np. Bo tam ceny nizsze, a przy 4 osobach to roznica w ogole robi sie spora.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s