Dyniujemy w zmianie czasu

  • Ale ta tarta wczoraj nam wyszła świetna, nie? Łucja powiedziała, że ona nie jest fanką fety, ale pasowało. A te kawałki pieczonej dyni były pyszne. Można było ich więcej dać.
  • Dokładnie. Nie lubię ciasta filo, więc nie wiem czy bym to powtarzała, ale samą dynię można jeszcze trochę podkręcić i robić ją do bowli.
  • Genialne, Lila! Dynię można wrzucać do bowli! A gdyby tak jeszcze marynować w syropie z granatów?
  • To będzie za słodkie… Można by też zrobić makaron z dynią, albo do zupy dyniowej wrzucać kawałki upieczonej dyni.
  • Ależ to dobry pomysł, Lilciu! Otwórzmy tę knajpę!!
  • W zupie dyniowej wszystko się rozgotowuje, a to byłoby całe kawałki dyni. Jak się nazywała ta dynia?
  • Piżmowa. Też uważam, że jest wybitna!

Bardzo wdzięczne warzywo ta dynia, bo za co się nie zabierzemy, to wychodzi. Pumpkin pie, był dobry, ale najwyższa warstwa wyszła nam za mokra. Wrócimy do tego ciasta w innym przepisie, chociaż dziadkom smakowało. Pojechaliśmy dziś do nich w okrojonym składzie, bo Łucja miała chrzciny. Dwa lata temu byli z Matim na ślubie jego kuzynki, a dziś, tamtejsi państwo młodzi robili chrzciny swojej półrocznej córeczki. Tradycyjnie przechodziliśmy więc od kilku dni dramat, że nie mam w co się ubrać, a jak JEJ już WYBRAŁYŚMY strój (ja i Lila), to ona rano założyła tę SAMĄ sukienkę, którą zakłada zawsze.

ciasto dyniowe upiekłyśmy w foremce w SERDUSZKO

Archiwizacyjnie dorzucę, że Mieszko pojechał wczoraj z kolegami na klopsiki i wyszedł z domu o 11-stej, a wrócił po 18-stej. Nic za bardzo nie zjedli, bo do klopsików była kolejka, ale poszli na kebaba, a potem pojechali do miasta odwieźć jednego kumpla, który mieszka dalej. Jest to pierwsza samodzielna miejska wyprawa młodego, nic za bardzo tam nie zrobili, ale prawie złapał ich kanar, bo nie mieli biletów, pomogli jednej pani i grali na jakichś automatach.Cieszę się, że sobie poradzili!

Chcesz komuś zaimponować- nakarm go.

-Tę dewizę wpoił Stalinowi jego kucharz, który zresztą chyba był jego bratem. A pochodzi to z książki – „Rosja od kuchni” i czyta się to świetnie. Gdyż wszystko kręci się wokół jedzenia!

U nas dziś piecze się dynia, bo spróbujemy podejścia do dwóch dań: pumpkin pie oraz tarty z ciasta filo, którą ostatnio robił Rozkoszny. Przynajmniej jedno powinno się udać 😉 Mieszko pojechał dziś z kumplami na klopsiki do szwedzkiego sklepu i przy okazji mieli obejrzeć dywany. Ci współcześni chłopcy całkiem lubią takie domowe rzeczy, a Mieszko od kilku miesięcy marudzi, że chce nowy dywan. Już wracają i bardzo jestem ciekawa ich wrażeń. Całą wyprawę zainicjował jego kolega, który od tygodnia gadał o cynamonkach, że jak pojedzie to kupi SZEŚĆ.

  • To ciekawe mamo, że Ty nie lubisz pizzy.
  • No jakoś nie lubię, Lila. Lubię włoską kuchnię, ale pizzy nie lubię.
  • Tata lubi. Pomimo tego, że zawiera gluten, to lubi.
  • Pizza szybko daje uczucie sytości, a to jest uczucie, które mężczyźni chyba lubią bardziej niż kobiety. Jak kobiety tyją to na ogół dlatego, że mają mało ruchu, albo bo przesadzają z nagradzaniem siebie. Pomijając oczywiście choroby i hormony… Z drugiej strony tycie jest bardziej prawidłowe niż chudnięcie. Niemniej jednak mężczyźni tyją, bo lubią być ożarci 🙂 Napchani tak, że nie mogą się ruszyć i też często mają za mało ruchu.
  • Ja też tak czasem mam, że lubię być tak najedzona, że nie mogę się ruszyć.
  • To prawda. Duże uproszczenie ta moja teoria, ale zdecydowanie pizza nasyca nas tak, że czujemy się ojedzeni.

jak piątek to ryba

Dworzec w Kutnie wcale nie jest taki brzydki jak to śpiewał Kazik. W sumie to całkiem ładny i odnowiony XIX-wieczny dworek nawiązujący architekturą do renesansowej włoskiej willi, w którym nieźle karmią 😉 A znalazłam się tam, bo nowym segmentem mojej pracy jest tworzenie szkolnej społeczności w całej Polsce. Od jakiegoś czasu nie jestem już w marketingu, bo nie do końca był to jednak mój żywioł. I ładne to jesienne Kutno!

w tle powstaje zupa brukselkowa

  • Z tej karty będzie duża latte? – zapytałam na stacji benzynowej podając kartę lojalnościową. Zbieramy na niej na kawy.
  • Mogę osiem złotych zdjąć.
  • Świetnie! Ściągamy i dziś tylko ta kawa.

Wsiadłyśmy rano do auta z Łucją, a tu nie dość, że wokół mleczna mgła, to o biorytm słaby. Zrobiłyśmy sobie więc postój na kawę! Ja to się znowu nie wyspałam i WIEDZIAŁAM, że jak TAK zacznę tydzień to będzie mi się tak ciągnąć. Wczoraj nie mogłam zasnąć, bo dzień był tak naszpikowany emocjami, że miałam problem z wywaleniem tego z głowy, a ja już w końcu zasnęłam, to o czwartej atak szczekania miała Bibi i to tyle było by z tej nocy.

Za to dziś, gonitwy cd, LECZ udało mi się wymienić opony! I chyba zmienię mój cudowny warsztat, na ten w którym dziś zmieniałam opony, bo zwyczajnie jest tańszy. Goście dolali mi olej co to moje auto go wypija jak lemoniadę i kosztowało to połowę tego co tam. Plus jest bliżej, więc może na wiosnę wymienię u nich też klocki?

I żeby nie było tak smętnie i marudząco z porannym widokiem na zamglone dystrybutory, to pochwalę moje dzieci, że jak wczoraj taka zmemłana weszłam do domu, to w tworzeniu obiadu (bowli) pomagał mi również Mieszeczek (obok Lilusi, bo Łucja ma taryfę ulgową). I też wspaniały z niego kuchcik więc wszystko poszło szybko i sprawnie!

Mądra kobieta niewiele mówi

-„Piołun na zapomnienie”, mój nowy audiobook, który na razie jakoś nie porywa. Znalazłam w bibliotece, bo mi się drugi tom spodobał (z opisu), a na półkach okazało się, że jest też pierwszy, WIĘC pożyczyłam obie części i mam nadzieję, że akcja się ciut bardziej rozwinie!

Byłam dziś na wycieczce z uczniami. W Urzędzie Statystycznym! Bardzo mi się podobało, do oprowadzania nas po tych największych w Polsce zbiorach, oddelegowano aż dwie osoby i nie dość, że mieliśmy super wykład, to jeszcze nas zasypali gadżetami z urzędowym logo (moje dzieci najbardziej ucieszyły się z długopisów, bo u nas w domu tego BRAK). Statystyka to potężna sprawa. Każdą, nawet największą bzdurę i herezję można poprzeć statystyką. Trzeba tylko wiedzieć jakie pytania zadać. I w drugą stronę jest tak samo. Każdą zatwierdzoną formułę można podważyć absolutnie bezwzględną statystyką.

  • Mamo, a wiesz że nasze imiona nie są już takie niepopularne jak były kiedyś – statystycznie zapytały mnie panny w niedzielę.
  • Dużo osób tak nazywa swoje dzieci? Tak jak Wy?
  • Tak – powiedziała Lilka – wszystkie nasze imiona stały się modne. Łucja i Lila są w TOP 30 najczęściej nadawanych, a Mieszko jest na jakimś 70.
  • Nieźle. Tzn. słabo. Nigdy nie lubiłam gdy spotykałam za dużo Justyn.
  • A wiesz gdzie są Justyny? NIE ma ich! W rankingu w ogóle się nie pojawiły!
  • To niezłe zouzy byłyśmy, że nikt nie chce po nas dzieci nazywać 😀

wisienka na maglu

  • Poproszę 3 kg Bellarosy.
  • Już nie ma. Ten Pan zabrał całość.
  • Aaaa. Za późno przyjechałam…
  • A do czego Pani potrzebuje?
  • Frytki.
  • To Lily będzie dobra.
  • To żółte ziemniaki?
  • Tak. Z wody też będą dobre, chyba, że będzie Pani robiła placki, to do placków będzie lepszy Tajfun. Nałożyło mi się cztery kilogramy. Odłożyć?
  • Nie. Niech zostanie.

Parę miesięcy temu dołączyłam do grupy polecajek jedzeniowych za 100 PLN na tydzień. Tak na to patrzyłam i myślałam, co też tak ci ludzie kombinują, żeby tyle schodziło im na osobę przez siedem dni. Ale wkręciłam w temat moją domową podkuchenną, która ma mistrza w klasie sosów (jak wiadomo w szczeblach kulinarnej wirtuozerii, klasa sosów jest najwyżej), czyli Lilianę i zaczęłyśmy się zastanawiać czy to dużo czy mało. Wiele osób dziękuje grupie, że udało im się utrzymać taki wynik, więc pomyślałyśmy, że i my zliczymy nasze żywieniowe wydatki. I powiem Wam, że to jest absolutnie do zrobienia i się mieścimy. Może nie w każdym tygodniu, ale jest to możliwe. Nie wchodząc w ogóle w żywność marek własnych supermarketów i produkty podejrzane (z krótkim terminem, albo z dziwnym składem), naprawdę da radę i jest to jedzenie dobre. Główną ideą naszej kuchni jest żywność nieprzetworzona, brak czipsów i batoników, a najwyższy stały koszt to cotygodniowe zakupy na rynku. Codziennie dochodzi też określona kwota z piekarni, ze cztery razy w tygodniu jakiś kawałek mięsa oraz ze dwa większe zakupy z nabiałem i tłuszczami. Mamy tu pewne oszukaństwo jakim jest niedzielny obiad u dziadków, plus wywalam z kosza wydatków karmy dla zwierząt. Pytanie czy powinnam liczyć obiady w szkole u Mieszka, bo nie liczyłam. Dziś jakby nie było pyka mi ogórkowa, mam także ochotę na naleśniki z pieczonymi jabłkami, a jak już uruchomię piekarnik to wrzucę tam kolejną porcję papryki z pomidorami do sosów! I na rynku kupiłam nasze ukochane mutsu, którą to odmianę jabłek przypominam Wam co roku, bo jest przepyszna!

Dużo dziś się działo, na rynek dotarłam bardzo późno i w biegu, ale jeszcze parę osób było! Mieszko jest zgłoszony w konkursie kuratoryjnym z matematyki, chodzi mi po głowie pumpkin pie, ale muszę omówić TO z Lilką. Byłam w pralni i jak oddali mi pranie, to na wierzchu leżała piżama młodego. Jak był kiedyś malutki to zakopał w pościeli swoje majtki i też mi je oddali ułożone na szczycie. Zwieńczenie magla!

Rodzina musi być różnorodna,bo dzięki temu jest silniejsza.

-Outer Range

  • Synu, też tak czasem masz, że jak coś Cię wciągnie to masz ochotę siedzieć w tym i patrzeć na to tak długo aż się skończy? – zapytałam Mieszka gdy spotkaliśmy się późno wieczorem w kuchni.
  • Nie. Nigdy tak mi się nie przydarza.
  • A jak grasz? Nie masz ochoty, żeby zarwać całą noc jak coś Cię wciągnie?
  • Dobra, zdarza się.

Wściekła jestem na siebie strasznie. Po co mi było oglądanie serialu wczoraj? Położyłam się spać po północy, potem miałam gonitwę myśli, dlaczego mam niedopłatę na koncie ZUS-u i gdzie zrobiłam błąd (olśniło mnie i już wiem), a pobudkę miałam przed szóstą, bo dziecko odstawiałam na przystanek gdy jeszcze było ciemno. Zresztą wróciłam i kolejne odstawiałam na inny przystanek i cały czas było ciemno. Tydzień szykuje mi się pełen zadań, a ja JUŻ w poniedziałek jestem zombie. Z oponami ustawiłam się na czwartek, mam jedną wycieczkę z uczniami i jedną wycieczkę do innego miasta. Dziś Łucja ma ostatnie jazdy, a jutro rano będzie niezłe napięcie, żeby zdążyć z Lilą do alergologa przed moimi korkami. Na czwartek też chciałam umówić Mieszka do fryzjera, ale a)dziś mojej fryzjerki nie ma b)te opony mogą się przesunąć, więc MOŻE lepiej w inny dzień przyciąć grzywę alpace (tak nazywamy w domu włosy młodego)? Goni mnie jeden deadline i najchętniej rozłożyłabym się z tym w pociągu, ale powinnam to wysłać w pierwszej połowie tygodnia, a jechać będę w drugiej. Z tematów bardziej relaksujących fajnie było by jakąś dynię kupić w tym tygodniu!

Ubiegłotygodniowe spotkanie. Też przydałby mi się fryzjer!

Misja: GRZYB

Ruszyliśmy PONOWNIE. Sukces większy niż tydzień temu, ale za późno wystartowaliśmy i znowu nie dotarliśmy do lasu, który jest godzinę od naszego domu. A tam NAJPIĘKNIEJ i NAJGRZYBIEJ. No, ale gonił nas czas, bo chcieliśmy dotrzeć na obiad do dziadków, a rano towarzystwo SPAŁO mocno. Pochwalę się ponadto, że do dziadków zrobiliśmy jaglane monte, które jadaliśmy masowo ubiegłej zimy i przypomnijcie sobie to danie, bo to dobre na późną jesień! Przygotowałam z Lilką gar i starczyło i do dziadków, i będzie na jutrzejsze śniadanie. Baza była ta co zawsze: kasza jaglana, daktyle, mleko kokosowe i miód, ale tym razem dodałyśmy też jednego banana i wyszło świetne.

Ogórkowo polecę Wam też serial: Outer Range z Amazona, który umila mi teraz prasowanie. Fabuła: kowboje i podróże w czasie, brzmi jak straszna kaszana, ale jest to bardzo dobre. Zaczęłam właśnie drugi sezon i z odcinka na odcinek jest tylko lepiej!

Niżej Łucja robiąca zdjęcie przytulonych grzybków, żeby wysłać ukochanemu („To my?”).

Przy okazji skomplementuję panny, bo doskonałe z nich grzybiarki. Mieszko po lesie się przechadzał (robiąc okrężne ruchy głową) i przeszedł przez grzybną polanę żadnego grzyba nie DOSTRZEGAJĄC!! Spokojnie, BĘDĘ nad nim pracować!

Ahoj – powiedziała wchodząc do domu!

  • Łucz, a co to za niezjedzone KFC?
  • To Matiego.
  • Kto kupuje sos BBQ do skrzydełek?? – zapytała Lila, która akurat zeszła.
  • Mati. A wiecie, że w czeskim KFC sprzedają lody? Litrowe.
  • Super. Kupiłaś sobie?
  • Nie. Bo Mati nie miał ochoty. Ale miałam ochotę na JAHODOWE.
  • JaHodowe? To teraz po czesku mówimy?
  • Ano.

Wróciła panna Łucja! Razem z Matim pojechali (w środę) do Czech na World Rally Championship czyli zawody w jeżdżeniu po bezdrożach. Pierwszy postój mieli w Libercu, a potem już nocowali w Klatovy. I patrzyli na te warczące samochody, bo Mati to samochodziarz i co drugi wyjazd jest JEGO i w takie miejsca chce Łucję zabierać.

Bardzo przeżywałam ten ich wyjazd, bo Mati jest kierowcą od dwóch miesięcy, auto jego mamy jest dobre, a górskie drogi niełatwe, ale on podchodzi do tematu bardzo poważnie i chyba tę jazdę autem czuje dobrze. Wracać mieli jutro, bo we Wrocławiu mieszka teraz tata Matiego i mieli podzielić sobie ten odcinek z Czech na dwa, ale jechało się im dobrze, więc już są! Strudzony kierowca chce jutro spać do 12-stej, więc zostawił nam ukochaną i chyba zaraz, we trzy, obejrzymy sobie Uglies na Netlixie, co to podobno wyjątkowo jest słaby 🙂

Ciało może więcej niż mówi nam głowa

-podobno. E.Chodakowska tak często mawia.

Mieszko już jest (przybył po 21-szej), więc stado powoli mi się gromadzi! Dziś miałam baaardzo długi dzień, w całości (10 h) poza domem i padam na nos! I chociaż myślałam, że co jak co, ale jedno dziecko w domu to nie problem to się myliłam. BO Liliana miała po szkole COŚ zjeść na mieście, ale rozwalił jej się ZNOWU telefon i to wszystko ZMIENIŁO! Gdyż utrata telefonu spowodowała, że panna już na nic nie miała ochoty i wróciła do domu, gdzie do jedzenia nie było NIC. Telefon trzeba naprawić, bo ona bez niego w ogóle nie funkcjonuje, tak więc jutro czekają na nas NIE grzyby, lecz wyprawa do serwisu. A panna po prostu robi TAK absurdalne kombinacje na komórce, że żaden soft tego nie wytrzymuje. Tym razem miała włączyć do ładowania, lecz zanim to zrobiła, postanowiła wyjść z trybu oszczędzania, bo nie wolno ładować telefonu gdy jest w trybie oszczędzania, bo bateria się szybciej zużywa (???). I w tym stanie baterii 2% ona zaczęła coś tam przełączać i telefonu nie można w tej chwili uruchomić.

Podczas szkolnej wycieczki młody był także na kręglach i w jakimś centrum edukacji przyrodniczej. W hotelu gdzie urzędował serwowali niezłe steki, Krupówki były nudne, a mijający ich po drodze w góry przybysze z Bliskiego Wschodu (w dorożkach) do nich machali. Pokój miał duży, w obiekcie była też sala kinowa, więc wczoraj po Dolinie Kościeliskiej oglądali film. Kilku chłopaków się pobiło, dziewczyny łaziły po pokojach, a kolega z którym dzielił pokój, ciągle chodził w samym majtkach. I ma młodzian zakwasy gigant!