druga wycieczka na początek stycznia

Tak wyszło, że dzień po dniu mam atrakcje! Bo dziś miałam spacer po szopkach. Lat temu z sześć, Diabli zabrał dzieci by z nimi się przejść, a dziś ja miałam ze szkolnymi dzieciakami podobną trasę. Przejrzałam gdzie są jakie szopki, sprawdziłam interpretacje na stronach poszczególnych świątyń i tak przygotowana ruszyłam w trasę! Towarzyszyła mi Łucja, która była moim cudownym nawigatorem i wszystko przebiegło świetnie i jestem jednak niesamowita. Były szopki klasyczne, ruchoma oraz metaforyczne. I tak naprawdę w przypadku bardziej kontrowersyjnych szopek przesłanie jest zawsze takie same. W świętach i Bożym Narodzeniu nie chodzi o blichtr, prezenty, mnogość potraw czy jarmarczny przepych, lecz o wspólne przeżywanie. Emocje powinny wypływać z nas i na tym powinniśmy się koncentrować. Nie tylko na święta, lecz w całym naszym życiu. Trudno się z tym nie zgodzić!

Był też spacer, bo u nas akurat sypie śnieg i chociaż zimno, to jakoś to białe coś wszystkich raduje!

Z takich przyziemnych spraw to zdradzę Wam co tam słychać u Mieszka i Lili, bo powiem Wam, że tam się nieźle dzieje… Otóż zaraz po przyjeździe jedna panna zapytała Lilę czy Mieszko jest singlem… A na Sylwestra TA panna poszła do niego do pokoju i się z nim ZAMKNĘŁA. [spokojnie, tam są kamery]. GDYŻ chciała wyznać mu swoje uczucie… I Mieszko powiedział jej, że nie szuka teraz nikogo. Pewnie zresztą powiedział COŚ więcej, bo siedzieli tam przez KWADRANS, a Lila zaczęła się już denerwować, czy aby coś MU się nie stało! Za to Mieszko zapytany PÓŹNIEJ przez Lilę: CO TAM się działo?? odpowiedział: Wiesz, że mam słabą pamięć.

??? Cóż to za tekst??? Rozumiem, że żonaty facet wracający z delegacji tak powie żonie, ale 13-latek???? Inna sprawa, że żal mi tej dziewczyny (ona jest z ósmej klasy), bo jak zderzyła się z tą ścianą obojętności jaką młody regularnie światu serwuje, to nie było to miłe! Jak to Łucja powiedziała: pamiętam jak strasznie było w ósmej klasie!

pierwsza wycieczka na początek stycznia

To tutaj mieszkał Piłsudski i to on uczynił Belweder swoją rezydencją w okresie międzywojennym. Budynek przez lata pełnił funkcję siedziby polskich prezydentów i do tego miejsca otoczonego parkiem Łazienkowskim NIE jest łatwo się dostać.  Samo miejsce jest niesamowite, a prowadzący nas strażnik potwierdził plotkę, że DUCH marszałka cały czas TU jest. „Fakt. W nocy skrzypi parkiet jakby tu cały czas ktoś łaził. Ja zapachu papierosów nie czułem, ale są tacy co czuli„. Można obejrzeć niesamowitą kolekcję zdjęć, medali i orderów (czy wiecie, że H_t_r szanował Piłsudskiego i gdyby ten drugi żył o te cztery lata dłużej, to może Niemcy by nas nie zaatakowali w ’39?), oraz kaplicę, która jest prawdziwa, bo stoi na poświęconej ziemi i uruchomił ją nasz słynny wąsaty prezydent w latach ’80, a na dodatek, bo okres jest świąteczny, to jest tam szopka!
Są sale, w których przyjmowane są głowy obcych państw i gdzie przyjmowani są ambasadorzy. Dowiedzieliśmy jak naprawdę miała na imię KASZTANKA oraz pies Piłsudskiego oraz dlaczego nie lubił odbierać telefonów. Ach i co było najobrzydliwszą rzeczą*, którą marszałek zjadł? Tak obrzydliwą, że musiał to popić alkoholem, od którego stronił? Którzy prezydenci tam mieszkali i ile psów miał Komorowski?

[*sushi]

Nowy rok rozpoczęłam z atrakcjami na GRUBO. Dziś byłam w Belwederze! Tym samym budynku, w którym urzędują prezydenci (technicznie większość woli Pałac Prezydencki, ale każdy wybiera sobie sam) i który był ważny dla Piłsudskiego. Nie jest łatwo się tam dostać, ale z grupą uczniów się udało.

A to jest zegar, który zatrzymał się w momencie śmierci marszałka. Niesamowite! Zegar w domu mojej babci też się zatrzymał w momencie jej śmierci, czyli niczym w horrorze „Stamtąd”, który skończyłyśmy wczoraj z Łucją, nic nie znika na tym świecie, lecz tylko zmienia formę.

🎉2025!

No to mamy Nowy Rok! Sylwester minął nam dobrze. Bibi zniosła fajerwerki lepiej niż we wcześniejszych latach, bo chociaż dyszała i dramatyzowała, to nie miałam takich momentów, w którym dochodziłam do wniosku, że z tych emocji powinniśmy chyba gnać na ostry dyżur weterynaryjny. Poopuszczałam rolety, a z jedynych atrakcji było zapalenie o północy zimnych ogni (nie doceniła). Łucja spędziła tę noc z Matim, Lila z Mieszkiem otworzyli szampana pod prysznicem (żeby nie pozalewać podłóg i ścian) i urządzili w sanatorium party. Dziadki były na domówce i też są zadowoleni. Nie wiem co robił Diabli, ale przysłał mi rano fotkę jak ogląda koncert noworoczny, czyli niezmiennie od lat, wita nowe 12 miesięcy z muzyką klasyczną (macie to wyżej: komputer pracowy, telewizor i drapak kota, którego to miał rok temu przechować na tydzień). Ja mam włączone wiadomości i raz po raz się wzruszam patrząc jak na całym świecie ludzie cieszyli się, we wspólnym świętowaniu północy!

🪷

Dobry był tamten rok. Aż głupio mówić, że chciałabym by TEN był jeszcze lepszy, więc może powiem, że niech będzie TAK samo dobry?! Mignął mi właśnie materiał o koncertach, więc może w tym roku powinnam się wybrać na koncert? Na Kylie Minogue, albo Justina Timbarlake-a? Będzie też Lenny Kravitz, ale miejsce sobie wybrał dalekie… Patrzyłam też na zmiany w prawie drogowym i wygląda na to, że od stycznia prawo jazdy mogą robić siedemnastolatki. Może warto więc Lilkę wysłać, żeby nie zdawała w roku maturalnym?

Cały styczeń Lila z Mieszkiem będą w sanatorium, a w styczniu Łucja ma studniówkę. Po drodze będzie Wośp, który w zamierzeniach ma być inny, bo chcemy wystawić człowieka od nas (Mieszka), który cały czas nie wiadomo czy dostanie na ten dzień przepustkę. Dzieciaki już mają plany na ferie, no a ponieważ Wielkanoc jest późno, to może na wiosnę, na weekend, można by się wyrwać? Plany na wakacje są zamglone, LECZ chcę spędzić więcej czasu z Bibs, więc takich miejsc będziemy szukać. Duże emocje budzi nasz wyjazd jesienny, ale na razie koncentrujemy się na szukaniu opcji najtańszego połączenia. Dobrze udał nam się ubiegłoroczny wypad z dziadkami na Podlasie i tego typu wyprawę TAKŻE chciałabym w tym roku powtórzyć.

🪷

Zawodowo zmian nie przewiduję. Od października jestem w dziale odpowiedzialnym za budowanie społeczności, więc zakładam, że dalej będę mieć sporo wycieczek i muzeów. W maju czekają nas matury i ja w tym roku zgłosiłam się do dwóch egzaminów dziennie, co powinno przełożyć się na wynagrodzenie, chociaż oznaczać to będzie, że mnie w tym okresie w domu nie będzie. Do matury przystępuje też w tym roku Łucja, która wcześniej powinna zdać prawko.

Zdrowotnie powinnam umówić Mieszka do psychologa, a Lilkę na badanie audiometryczne. Z Lilką będziemy kontynuować odczulanie. Wizytę u ortopedy mam z Łucją na marzec, ale swoje medyczne sprawy panna załatwia już sama. Ja od kwietnia będę robić mój doroczny przegląd i chyba powinnam poszerzyć go o jakieś nowe elementy, bo wiek już wymaga swoje.

🪷

Kinowo dobrze zapowiada się 28 lat później (Zombiaki), Mickey 17 (kolonizacja obcej planety), Nosferatu i kolejny Avatar. Być może ze względu na Mieszka rozpoczniemy cykl o Supermanie, a młody na pewno będzie chciał iść na kolejnego Freddiego. Do 10 marca mam subskrybcję Prima, więc potem na chwilę przełączę się na Showmax, bo będą tam dwa seriale, które chcę obejrzeć: Dexter i The Agency. Czeka też tam na mnie zaległy Yellowstone i drugi sezon Tulsa King. Wrócę do Amazona na serialową adaptację Blade Runnera. Być może spróbuję też kolejnego spinoffu GOT-u na Maxie, ale MOŻE, bo Ród Smoka mnie nie porwał. No i będzie też kolejny sezon Last of us!

Marzy mi się nowy regał, torebka, rice cooker i buty biegowe (żadnego biegu nie mam w planach). W styczniu powinnam się umówić z mechanikiem na wymianę oleju i filtrów w Daczce. W któryś wiosenny weekend chciałabym zrobić grilla. Na wiosnę trzeba zaszczepić Bibi. Chcę upiec sernik baskijski, ale to jak Lilka wyjdzie… I na razie TYLE tych planów! Postanowienia? No cóż, ta siłownia na wiosnę była by wskazana, ale w międzyczasie dość często korzystam z roweru. Wczoraj wieczorem ogarnął mnie szał sprzątania i ścierałam kurze na kominku, czego chyba od lat nie robiłam. Nowy Rok witamy więc z wymienioną pościelą (Łucji się jeszcze wietrzy) i z wypucowanym domem!

Jaki był ten 2024? Podróżniczy!

Szłam przez Biedrę, gdzie podjechałam po syrop malinowy dla dzieciaków i chwyciłam po drodze ananasa. Łucja mi trochę kaszle, więc mogę go jej na ciepło, zgrillowanego, podać. Niosłam sobie ten owoc pod pachą i jakiś gość z naprzeciwka zrobił mi taki szybki ruch brewkami… No tak. Mercato, czyli ta akcja z randkowymi ananasami w Hiszpanii, była kilka miesięcy temu! Dużo się działo w tym roku!

W skali świata za najważniejsze uważa się wybory prezydenckie w Stanach. Cała ta akcja z zamachem, rozważania czy było to sfingowane czy nie, sprawiły, że będzie to ważny element nauczania na politologii. Gorąco znów zrobiło się Bliskim Wschodzie i przeżyliśmy kolejny rok wojny na Ukrainie. Nasze obserwacje ludzi z tamtej strony pokazują też, że bezmiar chaosu i propagandy informacyjnej jest tak wielki, że tego się nie da w tej chwili odkręcić. Odbyły się niesamowite i bulwersujące wiele osób igrzyska w Paryżu, a koncertowy tour Taylor Swift pobił wszelkie rekordy. Temperatura cały czas niestety rośnie, były powodzie, za to zupełnie nieźle idzie ratowanie gatunków zwierząt zagrożonych. W googlu szukaliśmy kim jest Budda, co tzn. CPK (bardzo bym chciała by powstało) oraz sigma.

Dla nas był to bardzo dobry rok. Działo się dużo i nie mieliśmy nawet takich marzeń, by tak się to potoczyło. Niewiarygodnie dużo podróżowaliśmy. Naszą domową rekordzistką jest Łucja, która w tym roku odwiedziła aż 10 różnych krajów. W styczniu był Azerbejdżan, na wiosnę było Wilno, potem na majówkę razem z Lilą i z dziadkami panny poleciały na Majorkę, w lecie ekipa pojechała z tatą do Szwecji i Danii i tradycyjnie pobyli chwilę w Niemczech. Druga połowa roku to Albania ze mną, wyprawa z Lilą do Berlina (po kolczyki), wycieczka z Matim do Czech na jakiś samochodowy zlot, no i Uzbekistan z Emiratami. Do tego wszystkiego trzeba dodać wyprawę nad morze i mieszkanie w przyczepie, czerwcowe Podlasie z dziadkami i rozgrzany sierpniowy Śląsk. Wow. I jest to wszystko w naszym zasięgu, a jedyna blokada to czas. Jeśli udało się to MI – osobie, która nawet nie zarabia średniej krajowej, a do planowania i życia ma tylko jedną pensję, to uda się też Wam. Podróżowanie może być niskobudżetowe, a możliwości są naprawdę ogromne.

Pracowo jest dobrze. Lubię tą moją pracę i nie wyobrażam sobie by mogła istnieć inna, w której wszystko oboczne mogę tak dopilnować. Dwa razy w tym roku ją straciłam, na skutek cięć i wycinania działów i dwa razy odwołując się w niej się utrzymałam. Pierwsza przerwa trwała pięć tygodni i spędziłam je szukając czegoś nowego i NIE znalazłam. Kasa jest byle jaka, ale dajemy radę i chcę w niej zostać, bo inaczej naszego życia nie ogarnę.

Dużo bardzo poznałam ludzi w tym roku i cenię sobie pedagogów. Jest to rodzaj wiedzy i percepcji, który jest bardzo zgodny z moim i tak jak całe życie od tej edukacji uciekałam, to uważam, że tu można spotkać osoby ciekawe i interesujące.

Dobrze mi się mieszka, tu gdzie jestem. Na jesieni otworzyli nam w pobliżu dwie nowe piekarnie i wszystko mamy teraz blisko. Dzieci w szkole radzą sobie dobrze, chociaż ich życiowym paliwem są podróżnicze przerywniki od nauki. Towarzystwo częściej idzie/jedzie gdzieś same. W sensie beze mnie. Na koncert, wycieczkę, konwent. Panny pojechały na swoje pierwsze samodzielne wakacje we dwie (do Berlina). Nasze codzienne życie jest proste. Nie ma w nim konfliktów i spięć. Poranki bywają skomplikowane, ale wtedy wszyscy wchodzimy w tryb maszyna i każdy w milczeniu robi to co do niego należy. Z takich cięższych tematów to jest to coś, co zaczyna dotyczyć każdego człowieka w pewnym momencie. Starzeją Ci się rodzice i jest to proces bardzo trudny.

Szafę Wam już linkowałam, więc czas na podsumowanie całej reszty!

🫚Film: Diuna! Spotkałam się ostatnio z terminem Diunowersum i jak wchodzisz w te niuanse sagi to jest TO wiedza ogromna. Skąd pochodzili Sardaukarze, jak potoczy się los której planety, dlaczego Harkoneni są potężni, a Atrydzi znani? W 2024 była druga część, no i na HBO pojawił się serial, o którym mówią, że może stać się kolejnym GOT-em.

🫚Kierunek: chyba trafiliśmy w same hity. Letnim była Albania i Śląsk, a teraz coraz popularniejszy wydaje mi się Uzbekistan. Równolegle stajemy się majętniejsi jako społeczeństwo i na wakacje nad ciepłym morzem (w Turcji) decydują się również osoby nie podróżujące wcześniej.

🫚Serial: bardzo dobrze wspominam estetyczny Fallout (Amazon), w lecie polecono mi Reniferka (Netflix) a z pannami obejrzałam Łasucha. Świetny był także Outer Range. Początek roku należał do 1670, który nam jakoś nie podszedł, ale fanów ten serial miał mnóstwo. Na koniec roku wszyscy pieją z zachwytu na Under the Bridge (Disney)

🫚Słowo: naszymi kultowymi słowami stały się słowa jakie wypowiedział jeden Francuz w Uzbekistanie. Rozmawialiśmy o greckiej kuchni i on powiedział, że tam jest pyszny ŻIROS i to takie KEBABI. Chodziło oczywiście o gyros-a i kebaba, ale my też już mówimy KEBABI

🫚Inspirator: Witold Szabłowski wraz ze swoją książką Rosja na talerzu. Bardzo go też lubię jako osobę, którą na Fb podczytuję.

🫚Przyprawa: Tandori Masala. Nie wiem w którym momencie mojego życia kupiłam kilogramowy worek tego cuda, ale używam je do wszystkiego. I do frytek i do pieczenia dyni i do marynowania mięsa!

🫚Trend foto: zdjęcie w kartonie. Nie wiem kto to pierwszy wymyślił, ale na święta zrobiło to kilka znanych mi osób i pewnie w lecie będzie tego jeszcze więcej.

🫚Głupota: oj tego to było dużo. Przede wszystkim często wyłazi mój życiowy bajzel. Bookując bilety do Azerbejdżanu musiałam 3x występować o wizę, bo źle wypełniałam wniosek. Za każdym razem musiałam za to zapłacić. 3x!!! Jadąc do Uzbekistanu i bookując przeloty machnęłam się z datą na jednej serii biletów i musiałam kupić na TEN sam odcinek NOWE bilety (to był odcinek Abu Dhabi-Taszkient, bo nie przewidziałam, że to będzie KOLEJNY dzień). No i Oskarowe jest przelanie kasy na Cinkciarza, który był już niewypłacalny. Czy to do mnie wróci? Nie wiem.

🫚Warzywo: dynia piżmowa. Dynie już były, ale piżmowa jest od tego roku i pół zamrażarki mam w jej cząstkach.

🫚Owoc: gruszka. Gruszki są pyszne w tym roku. Na rynku kupuję głównie je i zjadamy. Pieczemy, dusimy i zapiekamy.

🫚Urządzenie: mop parowy jest cudowny. Wczoraj wyszorowałam nim szafki w kuchni. Nic mi się nie klei i wszystko jest wysprzątane. Jedyny problem to to, że mam tylko dwie nakładki na tego mopa, a jak się rozpędzę to sprzątałabym dalej (potem ja je piorę z dywanikami).

🫚Piosenka: dla mnie to było Born to love YA Gabriela Ponta i reaktywowane Forever Young. Wydaje mi się, że latem wszędzie też leciało: Tam słońce, gdzie i my.

🫚Marka kosmetyczna: jak to Lilka słusznie powiedziała, wszystkie uwielbiane przez nas dotychczasowe marki zaliczyły faila. Albo kosmetyk się rozwarstwiał, albo opakowanie było słabe, albo produkt miał w sobie grudki. Na tym tle, najlepiej wypadły marki własne i one zrobiły nam rok. Czy to marka hebe sklepu hebe, czy douglasa, czy primarka. Isana i Balea (Rossman i DM) oraz Enilome (marka DOZ-u) też takich wpadek nie miały. Może nie są to marki premium, ale bardzo nam podeszły!

🫚Kosmetyk- najlepsze produkty trafiały nam się w kategorii odżywki do włosów. The best of best był przywieziony z Uzbekistanu koreański Fino Premium Touch.

🫚Influencer – najnowsza postać, którą obserwuję od kilku miesięcy to mili0nerka, która mnie zawsze bawi (jej seria o gabinetach z paznokciami to było złoto) oraz rozkoszny, który ma takie wybicie (on zresztą dostał ostatnio nagrodę Forbesa), że realnie tworzy nowe kulinarne tradycje. Lubię też mcrobonstewka za autentyczność.

🫚Książka: dużo czytałam w tym roku i dużo było książek dobrych i bardzo dobrych. Rok kończę Frostpunkiem, później będzie Mroczna siostra, którą wciągnęła Łucja i którą poleca, a na ferie zabiorę Rozbłyski Ciemności. W aucie słucham Smak Dymu i też jest to wciągające. Mgły Avalonu również wysłuchałam i one także były rewelacja! Koszyk marzeń mam w księgarni załadowany z czubem, wiec nawet już wiem, co kupię kolejne!

Lilę z Mieszkiem dziś rano odwiedziłyśmy i mają się dobrze, a na świętowanie są gotowi! Panna Łucja wyposażona w szampana (Lila z Mieszkiem również mają), czipsy i zimne ognie także już pojechała, a mi nie udało się wyprowadzić Bibi, bo od rana pies jasnowidz (psy chyba wiedzą co będzie) jest sztywny z przerażenia i nie chce opuścić kącika na schodach. Mam przekąski dla niej, mam film i mam książkę! I tak przyczajona, ubrana w sweter z wyjącym wilkiem, wskoczę w ten 2025! Plany? Powiem Wam jutro 🥷

Ostatni rzut oka na Harmidom z choinką! Jak wrócicie to ozdób świątecznych już nie będzie!

-zaordynowałam Lili i Mieszkowi, zanim wyszliśmy z domu

Bo dziś, Lila z Mieszkiem trafili do sanatorium na miesięczny turnus ortopedyczny! Będą ich PROSTOWAĆ i naprawiać. Lili jest to właściwie niepotrzebne – jej system kostny już wyszedł z fazy wzrostu, za to Mieszko pokrzywiony jest konkretnie. Chciałam, żeby poszli w dwójkę, by panna średnia wprowadziła go w tamten styl życia, podobnie jak parę lat temu zrobiła to dla niej Łucja. Myślałam sobie wczoraj przed zaśnięciem, że NIE lubię się z nimi rozstawać. Ten ostatni okres odbieram jakbym miała wokół siebie naprawdę wspaniałych dorosłych ludzi i żal mi, że jest TO okres najkrótszy, bo sygnalizuje, że stają się samodzielni… ALE Mieszko absolutnie nie ma ruchu w swoim życiu i jest aktywnością fizyczną NIE zainteresowany. Od wakacji jego wzrost stoi i mam wrażenie, że wszystko co przybywa idzie w skrzywienie, więc blok zajęć rozciągająco-stabilizująco-korygujący jest mu bardzo potrzebny. A Lilka uwielbia to sanatoryjne towarzystwo i zawsze wraca społecznie zregenerowana.

Ośrodek przeszedł remont. To już nie są te długie szare korytarze z jedną łazienką dla wszystkich, bo każdy pokój ma już własną. Pokoje są czyste, przemalowane, a wszystkie meble, parapety i okna powymieniane. Na ścianach są ozdobne listwy i wszędzie są kontakty (nie było). Błysk i prestiż jak w prywatnej placówce. Będę do nich jeździć pewnie często… Na pewno pojadę jutro zawieźć jakieś Sylwestrowe smakołyki, chociaż szampan mają już przemycony (mają też kilka plastikowych kieliszków do szampana, żeby mogli zrobić imprezę), a później zobaczymy. Muszę porozmawiać z lekarką, żeby zorganizować parogodzinną przepustkę dla Mieszka, żeby mógł wziąć udział w WOŚP-ie, bo gość zbiera punkty z wolontariatu. I muszę podbić do ich szkół by zawieźć zaświadczenia z sanatoryjnej szkoły. Wychodzą pod koniec stycznia!

🚥

Dziś jestem jeszcze w wirze końca roku (chciałam POSPRZĄTAĆ), wietrzę pościel Mieszka i Lili, trochę mi się odbija śledziami, co te na śniadanie zjadłam i w sumie to nawet mi na rękę, że Łucja pognała gdzieś na spotkanie z koleżanką. Jutro wiadomo Sylwester, który będę spędzać sama (ratując Bibi), a od Nowego Roku czeka mnie pierwszy od lat prawie siedemnastu okres, gdy będę tylko z córką najstarszą🥹 I musimy to jakoś fajnie spędzić i wykorzystać ten nasz czas najlepiej jak się da! 🩷

literacko, jak to w domu maturzystki

  • On pierwszej części jak był w więzieniu miał tę przemianę.
  • Dokładnie! Bo potem w czwartej był duchem!

Zainteresowałam się o czym to panny rozmawiają… Bohater w więzieniu? I cztery sezony tego było??

  • Babki, a o czym Wy rozmawiacie? O jakimś filmie?
  • O „Dziadach”.

Tak się NIE wykazałam! Coś nie ma tego śniegu, co to święta miały być po lodzie, ale podobno po Nowym Roku sypnie. Dziś zrobiłam odzieżowe podsumowanie 2024 i DZIŚ byliśmy na obiedzie u dziadków! Zawieźliśmy im zimne ognie, gdyż seniorzy na Sylwestra ruszają na imprezę! A zimnych ogni u mnie kilka opakowań! Pogadaliśmy o różnych znajomych (bo w moim Internecie sporo osób wkleja się na tle własnej choinki) i o atrakcjach na styczeń. Jedną z nich będzie studniówka Łucji. I mówię do babci:

  • Ty wiesz, że Łucja się mnie pytała czy ja będę na polonezie? Nie myślałam, że muszę iść, zakładałam, że ją wysadzę przed wejściem i wróci z Matim. Albo nawet, że podjedzie sobie tam Uberem. Tylko, że się okazało, że wszystkie matki tam będą!
  • Ale po co?
  • No właśnie nie wiem. Żeby popatrzeć jak tańczą? Ciebie przecież nie było na mojej studniówce, bo pewnie byłaś w Pakistanie.
  • W Pakistanie to byłam jak zdawałaś maturę. I fax przyszedł do Ambasady, że zdałaś.
  • No właśnie. Więc po co ja mam tam jechać??
Widzicie jakiś ŚNIEG??

„Niech jedzą ciastka!”

tak zostałam wyrolowana wczoraj z łóźka… Zasnęła w nim Łucja, za nią zasnęła Miaustra, a ja miałam się wcisnąć pomiędzy: w tę szczeliną pomiędzy nimi a WILCZYM ogonem, którego właściciel zajmował DÓŁ łóżka

Nie mieliśmy chleba przez kilka dni (nie po drodze nam była piekarnia), więc XVIII wiecznym, francuskim zwyczajem, wyjedzone zostały wszystkie ciasta. Sałatki pożarte zostały bez glutenu, a z zapasami jesteśmy na tyle na bieżąco, że wracając z biegania nie tylko kupiłam w ulubionej piekarni chleb, lecz potem jeszcze pojechałyśmy z Lilką na zakupy! W sklepach już gorączka noworoczna, największe oblężenie jest na czipsach i przy fajerwerkach, ale WIEMY, że w narodzie już są, bo Bibi na wieczornym spacerze cuduje już od kilku dni. „Ojej, COŚ strzeliło! Wracajmy do domu!”.

  • Mamo, zobacz co znalazłam. Tam chcę jechać. Tam musimy jechać. – powiedziała Lilka i pokazała mi jakąś wyspę na mapie (na telefonie).
  • Bardzo ładne, Lilusiu. Cieszę się, że Ty też chcesz gdzieś jechać – ostatnio wzięłam na spacer z Bibi, Łucję z Mieszkiem i kazali mi iść 80 metrów przed nimi by ich nie podsłuchiwać… Niemniej jednak zwalniałam i czasem wiatr przyganiał mi słowa, stąd wiem, że Mieszko chętnie by pojechał do Paryża, a Łucja swój najbliższy wyjazd zaplanowała z atrakcjami co do godziny. Nawet mnie to ucieszyło, że nie omawiają jakichś odzieżowych dropów, a podróżne fantazje.
  • Bilet z Oslo jedyne 300 euro w obie strony. Do Oslo można dolecieć za 100 pln.
  • Lila, za 300 euro to ja dolecę na Sri Lankę. A co to w ogóle jest za miejsce??
  • Mamo, to jest Arktyka. Rozumiesz? Twoje dzieci NIE lubią ciepła. Nie pamiętasz, że jak nas wywiozłaś do Albanii to cały dzień siedzieliśmy i patrzyliśmy w morze?
  • Ale tam pewnie jest mnóstwo turystów!
  • NIE. Bo NIE polecimy tam na zorzę polarną jak wszyscy, lecz na dzień polarny!
  • To może od razu na noc polarną, bo przecież ŻADEN mój obiektyw nie zrobi TAM zdjęcia!
  • ŚWIETNIE! JA przecież nienawidzę zdjęć!!!

2024 dla domu!

Dziś byliśmy w szwedzkim sklepie. Do końca roku musiałam wykorzystać voucher, który przyszedł mailem, a ponieważ mam dziś wolne, to był to dobry pomysł na piątek! Doszła duża patelnia z powłoką, o której Łucja powiedziała, że TAKA właśnie ma być, dzbanek na herbatę, który NIE jest jakoś szczególnie ładny, ale ponieważ my pijemy herbatę fusową to nie mamy jej jak podawać na przyjęciach ORAZ kwadratowa ceramiczna foremka. Foremek mamy dużo, ale same malutkie, a marzyła nam się taka ciut większa i kanciasta, na ciasto filo lub lasagnę!

🎄

Koniec roku, to czas na różnorakie podsumowania, więc ruszamy z pierwszym! Co się działo, w kategorii DLA DOMU? Całkiem sporo! Przede wszystkim miały miejsce ważne ruchy porządkowe, czyli NIE przegapiłam gabarytów (wyleciały zalegające od lat lampy, żelazka i przepalone światełka choinkowe), pozbyłam się starego krzesełka Haucka po Mieszku i pomalowałam w końcu ściany na dole! Doszły miłe i potrzebne drobiazgi. Zawiesiłam stojące pod ścianami obrazy, a przed świętami pojawił się świetlny jelonek, który ozdabia okno w pokoju młodego.

Sporo działo się w segmencie małego Agd. Doszedł blender (dodajmy, że gdy się przepalił, to spalił gniazdko w kuchni), nawilżacz powietrza, kolejna gofrownica, depilator i mój wymarzony mop parowy. Są dwie WAGI: kuchenna i domowa, na której musieliśmy zważyć walizkę. Pojawiła się krajalnica do chleba (poprzednia się spaliła) oraz naprawiony został mały aparat foto, który był zepsuty od lat 10. To świetna i lekka cyfrówka, która awansowała do funkcji aparatu wyjazdowego dzieciaków. Przed urodzinami Łucji doszła też szaszłycznica, z której będziemy na grillach korzystać! Słuchawki do komputera, nowy telefon (Łucja) i nowy obiektyw. Laptopy przeszły czyszczenie w serwisie, ale dla równowagi sukcesów: cały czas mamy do bani Internet i nie podpisałam umowy z nowym dostawcą.

Świetnie miał się segment SKORUPEK i naczyń. Doszły miseczki z Lubiany, dzisiejszy pojemnik żaroodporny wraz z patelnią oraz miski z Bolesławca (chcę ich więcej!).

Nowe tekstylia to pościele, pledziki na łóżko i dwie poszewki z Uzbekistanu. Śliczne są moje nowe kuchenne łapki! Na urodziny Łucji doszły cztery wiśniowe leżaki i tu trzeba wspomnieć, że segment rękodzielniczy zapewniła w tym roku panna najstarsza. Rok temu doszło sporo ceramiki robionej na zajęciach przez Mieszka, a w tym pojawiły się szydełkowe kwiatki, którymi ozdobiono leżaki oraz wolnostojące bukiety kwiatów.

Cały czas NIE mam regału na książki, które stoją w przewracających się kupkach, LECZ mam kolejne elementy, które będą OBOK tego regału (małe dywaniczki z Azerbejdżanu oraz drewniana figurka z Wilna). UDAŁO mi się zrobić grilla i bardzo się cieszę, że to drugi rok z rzędu, gdy tak wyszło i CHCĘ by to się powtarzało. Organizacyjnie ważne były też ogrodowe urodziny Łucji, które również wyszły świetnie! Sam ogródek jest przyjemnie ogarnięty (jest nawieziony, uporządkowany i pojawiły się nowe donice). Sąsiad przerobił płot – ten remont trwał pół roku i padło mi sporo roślinek, bo miały za silne światło, ale efekt końcowy jest doskonały!

Z większych mebli najważniejszy był fotel gamerski, na którym zasiadł Mieszko. Do segmentu dla domu warto też dorzucić nowy futerał na mały aparat oraz TRZY walizki, które były nam BARDZO potrzebne. Pojawiły się też przedmioty, które uznaliśmy jako UROCZE i które szczelnie zagracają nasz dom. Czerwony kotek z Wilna stał się w ten sposób elementem samochodowej dekoracji. Warto też wspomnieć, że w tym roku wygrałam w konkursie sklepu na literę A i przysłali mi płyny do prania, które cały czas zużywam!

Szydełkowe kwiatki Łucji, jej bukiety, leżaki i opakowanie na aparat. Niżej ZNAK drogowy, który zgarnęłam z pobocza przy remoncie drogi (był w stercie gruzu) i tak stoi przed domem i odbija światło. Fotel Mieszka, kotek breloczek i pościele! W sumie to było ich więcej, bo jeszcze w lecie kupiłam kolejną z tygrysami dla Łucji!
małe Azerskie dywaniki, naprawiony aparat, Uzbeckie poduchy, dzisiejsze zakupy, jelonek Mieszka, waga kuchenna i drewniana rzeźba z Litwy
miski z Bolesławca, szaszłycznica, mop parowy, przemalowana ściana, zawieszone obrazy, łapki kuchenne, krajalnica do chleba, waga oraz nowa flota miseczek

Co na przyszły rok? ➡️Niezmiennie boli mnie podłoga w dużym pokoju. Chciałabym BARDZO ją odświeżyć. W tym roku byłam już całkiem blisko, bo znalazłam sklep z wynajmem szlifierek, ale w sumie NIE chcę sama lakierować, więc może komuś jednak zlecić całość? ➡️Regał na książki powinien się w końcu pojawić. Jedna kupka książkowa mi się ostatnio przewaliła i nawet jeżeli 10 sztuk oddam w przyszłym roku w ramach wymiany na pączki, to i tak mam ich za dużo. ➡️Na wiosnę znalazłam w ziemi zardzewiałą podkowę. To już moja trzecia podkowa i tak sobie marzę, że je wyczyszczę i pomaluję na kolorowo, a potem zawieszę na ścianie. Koło REGAŁU? ➡️Stale marzymy także o rice cookerze, a na wiosnę Mieszko potrzebuje NOWY rower, bo wyrósł…

Grudniowe wytchnienie

  • Mieszko, Ty będziesz wnosił bezalkoholowy alkohol – dyrygowałam w aucie. Jechaliśmy na kolejną (wyśmienitą) turę Wigilijną i wieźliśmy nasz mikro w nią wkład. Diabli przywiózł z Dojczlandu butlę nieprocentowego grogu, a w specjalnym pudełku mieliśmy przygotowane migdały bez skórki oraz morele i rodzynki (z Uzbekistanu). Idea była taka, by na miejscu to zagotować.
  • Dlaczego ja?
  • Bo tak.
  • Mamo, a jak są morele po rosyjsku?? – zapytała Łucja, która intensywnie nad tym rosyjskim pracuje.
  • Абрикоcы. A migdały to миндали. A Mieszko, pamiętasz jak były rodzynki?
  • No właśnie! – podchwyciła Lila– Pamiętasz?
  • Nie…
  • Изюм!!! – wykrzyknęły obie.
  • Co to za rusyfikacja! – oburzył się.
  • A co? Wołałbyś rozmawiać z ojcem po niemiecku?
  • To by była germanizacja – wtrąciłam się.
  • No. Dokładnie! – drążyła Lila– Wybierz pod jakim chcesz być zaborem! Ruskim czy pruskim!

Za nami kolejne cudowne świąteczne spotkanie! Mówię Wam, że ja jednak pęknę!

Fajną historię opowiadał wczoraj mój brat. Wysyłał maila do czterech wspólników i po zawarciu treści głównej zamyślił się nad zakończeniem. Odbiorcami mieli być Belg, dziewczyna z Senegalu, Serb i Hindus. Czy można im wszystkim życzyć Merry Christmas, skoro każdy świętuje coś innego? Napisał więc Happy Holiday, bo podobno to jest najczęstsza formuła w korespondencji około świątecznej współczesnego świata. I myślę, że to jest bardzo dobre podsumowanie mijających dni. Babcia jak to babcia, strasznie się przed świętami zdenerwowała, że miała sytuację w cukierni, że karta się jej zablokowała. Próbowałam jej później wytłumaczyć, że nic by się nie stało, gdyby tego makowca NIE kupiła. Albo kupiła 1/4 skoro na tyle miała gotówki. Tak samo gdybyśmy MY niczego nie przywieźli, to też by NIC się nie stało. I jeśli kiedyś postanowimy NIE obchodzić, a przeleżeć te dni na kanapie oglądając filmy i jedząc pierogi z Biedronki, albo żłopiąc zupkę chińską, to RÓWNIEŻ nic by się NIE stało. Doszliśmy do takiego społecznego momentu, że każdy sobie wybiera jak chce TE dni spędzić. Bo najważniejsza myśl jest taka, że oto nadeszły wolne dni i co z nimi zrobimy to NASZ problem. Z taką myślą zakończmy te święta. To był wspaniały, relaksujący, parodniowy przerywnik od codzienności. Smaczny, kolorowy i bardzo dla NAS rodzinny! Tu macie jeszcze roleczkę!

A i jeszcze, bo to ważne. Hitem Świąt był sernik baskijski. NIE jedliśmy, jedliśmy inne, które były niewiarygodnie doskonałe, lecz net zasypany był trzęsącym się sernikiem Rozkosznego. Czy będzie to nowa polska tradycja? Zobaczymy, my podejście do niego zrobimy pewnie po Nowym Roku!

So this is Christmas!

Pękam i pęcznieję. Obiecywałam sobie umiar, a skończyło się jak zawsze. Zupka rybna i barszczyk z uszkami, bo to na start i jeszcze jest przestrzeń. Wczoraj środek składał się z karpia i kapusty z grzybami, dziś z kaczki, no a potem były ciasta. I najgorsza jest kutia, bo ona jest chyba z pszenicą, albo innym zbożem, które pęcznieje w brzuchu, lecz nie mogę jej NIE zjeść, bo robi ją dziadek i zawsze strzela focha, że WIĘCEJ nie zrobi.

Ale NIE narzekam, bo za nami pierwsza tura kolejnych cudownych świąt! Bonusowo udał nam się także dziś i wczoraj spacer, na który wyciągnęłam dzieciaki po leśnych duktach w okolicach domu dziadków. Mikołaj trafił z tymi podarkami bardzo, bo chociaż nie było nic z AGD, co to mi się w latach poprzednich zdarzało, to skarpetki, topy i herbaty to prezenty wysoko pożądane. Od niemieckiego Mikołaja Lila dostała zgodnie z zamówieniem kolejne specjały do włosów, Łucja jakąś wymarzoną czarną torebkę, a Mieszko nowe słuchawki. I te słuchawki nie dość, że przyszły w idealnym momencie, bo tydzień temu rozwalił swoje stare, to jest to wyjątkowo doskonały model i młody jak je rozpakował, to nawet nie złożył minifigsa…

Zerkam na kuchnię, że powinnam jeszcze dziś część rzeczy poporcjować i zamrozić, bo jutro jesteśmy zaproszeni na obiad i nie przejemy wszystkiego co przywiozłam… A potem włączę sobie jakiś film przy którym będę wycinać metki z nowych ubrań. Mieszko dostał bluzę i spodnie dresową, a panny koszulki i majtaski. Nawaliłam z aparatem, bo pojechałam z rozładowaną baterią i nie wzięłam ładowarki. Jak przejrzę co tam mam na telefonie, to jeszcze coś dorzucę!