
Ostatnim elementem do ogarnięcia było… AUTO. Wróciłam z biegania, zabrałam Mieszka i pojechaliśmy na myjnię! Chciałam zrobić MU zdjęcie, jak myje MOJE auto, lecz wyczuł to i strzelił focha. No więc oddałam mu komórkę i powiedziałam: Zrób mi i nie oddawaj mi telefonu! Tak też się stało i auto (nie oszukujmy się: w NOWE zacieki) mam umyte. Pierwotnie chciałam też wypucować w środku, lecz odkurzacza NIE będę jutro ciągnąć i umyłam TYLKO wycieraczki. Oddaliśmy także, wracając od dziadków (a u nich w garażu zostawiłam już opony), butelki plastikowe do wrzutki (walały mi się w wielkiej paczce w bagażniku).
To jednak nieważne. Po tej myjni, zaproponowałam młodemu pączka. Że pojedziemy gdzieś, gdzie dziś otwarte i mu kupię. W nagrodę, że tak wspaniale mi pomagał! I pojechaliśmy. Do małego miasta tuż obok. I trafiliśmy w bardzo huczne obchody Dnia Konstytucji! Zapomniałam, że dziś TAKIE święto, że są ludzie, którzy się DZIŚ ładnie ubierają, przechadzają rodzinnie po ulicach z biało czerwoną przypinką, kupują na straganach watę cukrową i lody, że gdzieś jakaś orkiestra gra, a harcerze szykują się do zmiany warty. Rosjanie mają ładne słowo na takie dni: народное гуляние i oznacza to święto, gdy wszyscy spacerują i się nie śpieszą. Nie byliśmy tam długo, bo ja byłam w leginsikach, które nałożyłam do mycia auta, a Mieszko miał zachlapaną bluzę, lecz jeżeli udało Wam tak właśnie spędzić ten dzień, to bardzo Wam tego gratuluję i serdecznie zazdroszczę!


















