Dziś mam ten dzień, kiedy siedzę przy kompie. ALE miałam po drodze krótkie okienko i wyskoczyłam do sklepu… Zrobiłam zakupy i kupiłam pierwszy, TEGOROCZNY, świąteczny papier! Nie, nie potrzebowaliśmy, ale to takie symboliczne rozpoczęcie świątecznej aury 🙂
Dotarły też do nas zamówione RAJSTOPKI. Zamówiłam z dwóch polskich firm, jedna paczka jest jeszcze w paczkomacie, ale pierwsza partia jest cudowna. Są mięciutkie, bawełniane i będzie w nich cieplutko!
𓃠𓃠𓃠
Pełni też jesteśmy obaw, co też zwierzyniec nam POWIE w tym roku, w Noc Wigilijną… Łucja właśnie nakrzyczała na kotkę, że ona NAKRZYCZAŁA na nią, że źle leży i ONA (kotka) nie ma się JAK na niej (człowieku) położyć! A tak Miau wchodzi w nadświetlną ze swoimi super mocami:
Pojechałam rano na rynek i niestety zaczął się ten czas w roku, kiedy na rynku NIC nie ma. Skończyły się pomidory, cukinie, papryki i bakłażany, kupiłam więc głównie warzywa na zupę (Mieszko z Łucją są gotowi na GROCHÓWKĘ), jabłka, cebule i dwie odmiany ziemniaków (jedne takie bardziej MIĄCZYSTE będą na kluski, bo podpowiedziano mi, że MOŻE dzięki temu ŚLĄSKIE mi się w końcu udadzą!). Zajrzałam też do piekarni i sama się sobą zdziwiłam, bo smaka miałam wyłącznie na dróżdżówkę z twarogiem i wariacje ze śliwką… Zima moi drodzy!
Niemniej jednak, za długo po tym rynku, NIE chodziłam, bo a)wiało, b)miałam dziś szkolną wycieczkę! I byliśmy dziś na wystawie, którą jakoś zawsze omijałam, a jest mistrzowska. Polska archeologia to legenda. znam archeologów i wiem, że istnieje nawet termin „polska szkoła archeologiczna”, bo to Polacy w latach ’60 wprowadzili do wykopalisk specjalistów różnych dziedzin, dzięki czemu odbiór znalezisk jest dużo szerszy. Ba, taki właśnie był Indiana Jones! On TEŻ znał się na wszystkim!
Muszę tam moje dzieci zaciągnąć, ale najchętniej to bym zwiedziła Muzeum Kairu, które jak otworzyli (oni raz po raz je otwierają, co dobudują kolejne skrzydło), to bilety do końca roku wyprzedane! Może i dobrze… 😀
Przyszły wczoraj wieczorem fotki po niedzielnej imprezie… Popatrzyłam na nie i zdałam sobie sprawę, że TAKI śnieg, to dawno w listopadzie nie padał! Bliźniaki mojego brata skończyły lat sześć i to pierwsze ich urodziny, gdy za plecami mają zaśnieżony ogródek! Pukają święta z każdej strony! Wianek na drzwiach zmienię w weekend, a fanty na Mikołajki już prawie mam! Wczoraj jeszcze zamówiłam ciepłe rajstopy dla mnie i dla panien, ale to będzie wręczone poza mikołajowymi prezentami. OBOWIĄZKOWO muszę zawinąć drzewko oliwkowe, bo cały czas TEGO nie zrobiłam. Zimno. I na dworze i chłodno w domu. Nie wiem czy kojarzycie ten nurt z Internetu, nabijający się z temperatur w polskich domach zimą? Bo wszędzie w Europie, w zimie jest chłodno (nosi się sweterki i pija ciepłe napoje), a u nas dominują krótkie spodenki i bose stopy (sąsiada mam takiego co TAK wyskakuje, ale on ma panele, więc sobie TAK grzeje). I nie chodzi nawet o kraje co NIE mają systemu ogrzewania (południe Europy), ale ogólna tendencja jest taka, że ZIMĄ ma być zimno. Zanim więc podkręcicie piecyki to pamiętajcie, że chłód jest zdrowy i najwięcej infekcji jest jak sobie za mocno dogrzejemy!
Przed nami ostatni tydzień listopada! Ja mam dwa wydarzenia poza domem, w piątek będzie Black Friday (i tak myślę, że może wtedy coś dziadkom pod choinkę kupię?), a dziś ogarniam zaległe sprawy. Gdzieś zaginęły stopnie Mieszka, które miały być przesłane z sanatorium do szkoły i chciałam także podgonić sprawę jeszcze jednych korków z chemii dla Liliany. W jej szkole zbiera się rada w jej sprawie i też chciałam wiedzieć CZY mam na niej być? Przejrzałam również fotki do kalendarzów dla dziadków: najładniejsze są z Turcji, plus przydało by się gdzieś jakiś świąteczny plener złapać…Buty zimowe JUŻ w użyciu!
W szale ogarniania zjadły mi się jakoś wszystkie czekoladowe mikołajki 😦
spotkanie rodzinne, śnieżna Bibi i pierwszy bałwan! (dolny lewy róg!)
Włączyłam sobie wczoraj serial Krucjata. Pewnie bym się dłużej zastanawiała, ale mignął mi w trailerze Tomasz Schuchardt i to mnie przekonało. Gościa kojarzę od czasów Wielkiej Wody, gdzie zagrał byłego męża bohaterki i prezydenta Wrocławia i pamiętam, że pomyślałam wtedy, że ten koleś jest jak żywcem wyjęty z lat ’90. Później trafiłam na Breslau i doszłam do wniosku, że jest aktorem wybitnym (ostatnia scena? Nie można było tego lepiej zagrać), a teraz jak zaczęłam o nim czytać to okazuje, że w filmowym środowisku mówi się nawet, że „wystarczy, że damy Schuchardta i będzie świetne„. Bo to jest nasz pierwszy aktor klasy de Niro, który potrafi do roli schudnąć i przytyć i absolutnie on ROBI każdy film. Wiecie, że powstają DWIE ekranizację Lalki i on będzie w jednej z nich? W drugiej będzie Dorociński, który jest totalnym drewnem (i gościa NIE lubię) i obejrzę tylko jedną wersję. Aferę po Dobrym Domu, kiedy ludzie zaczęli go na ulicy atakować, bo grał tam przemocowego męża, pewnie kojarzycie. Ach, no i wybieram się z uczniami na Ministrantów i też on TAM będzie grał. Wrzucę go do „rocznego podsumowania”, ale zdecydowanie to najlepszy aktor TEGO roku!
☃️☃️☃️☃️
Łucja, dlaczego mi znowu ZNIKNĄŁ tusz do rzęs??!
Ach, już Ci daję.
W Twojej torebce?
Bo Ty nie używasz.
DZIŚ chciałam użyć! I jeżeli mi zużyjesz MÓJ tusz, to ten co to ma Ci przynieść Mikołaj chyba zostawię sobie!
Dotarłam rano do sanatorium Mieszka… BO? Bo nigdzie nie możemy znaleźć jego jednej pary butów i przyszło nam do głowy, że może TAM zostawił? Wyłuszczyłam więc, że był, wyszedł dwa tygodnie temu, ale nie możemy znaleźć jednej pary butów. A że ogólnie ma DWIE, to ta druga by się przydała! Byłam więc w sanatoryjnym depozycie (och, czegoż tam te dzieciaki nie zostawiają), lecz bucików NIE znalazłam!
Później pojechałam z pannami do sklepu, po wody do szkoły, stoczyłam tam walkę z Łucją, która za każdym razem jakiś kawowy napój próbuje mi podrzucić do koszyka, nie kupiłam młodemu jego ulubionej szynki (bo była kolejka do wędlin), a potem ruszyliśmy do dziadków! A u dziadków opowiedzieliśmy historię jaką usłyszała Łucza na Festiwalu Opowiadania. Bo Irański opowiadacz opowiedział im swoje życie. O tym jak uciekali z Teheranu. Że najpierw, kilka miesięcy wcześniej zniknął jego tata. A potem któregoś dnia, mama obudziła go w nocy i powiedziała, żeby założył zimową kurtkę, co było dziwne, bo przecież zawsze było ciepło. Następnie jechali taksówką i dojechali aż w góry, gdzie taksówkarz ich zostawił… Później jechali na koniach i mama zapytała się go, czy wie gdzie są i on odpowiedział, że w głupich irańskich górach. A ona na to odpowiedziała mu, że są w głupich górach, ale NIE irańskich, lecz tureckich! Na koniec dotarli pod więzienie, z którego wyszedł jego tata i dalej jechali już z nim. Z Iranu najwyraźniej pamięta bombardowania i że w schronach jego tata ZAWSZE opowiadał opowieści.
🎈🎈🎈
Pokażę Wam jak Diabli zabawia się w sobotni wieczór. A ponieważ może Was konfundować dlaczego byli małżonkowie mają takie TŁO do konwersacji, niżej Wam to wyjaśniam…
Po prostu miesiąc temu poprosiłam nakładkę AI w messendzerze, żeby wygenerowała tło do tematu: „Rozwód w przyjaźni”. I tak pojawił się obrazek gościa z bujną grzywą i wpatrzonej w niego (po rozwodzie?) niuni 😀
Wiem, że w kółko o tym piszę, ale mam nieustanne wrażenie, że życie tylko przyspiesza. Czasem rozglądam się na boki, patrzę na innych ludzi i wydaje mi się, że oni mają WOLNIEJ. I TEN rok, bije absolutnie wszelkie rekordy! Pominę moją pracę, bo naszą dewizą jest „zmiana jest stałą”, więc ten bigos, który mam zawodowo jest mi organicznie bliski. A potem zaczyna się rodeo z dziećmi… Najpierw jest Łucja, o której Diabli odsyłając ją po dwóch tygodniach powiedział, że ONA jest NIE do opanowania. TAK. Taka właśnie jest. Byli ostatnio z Miłkiem na koncercie… Na koncercie pojawili się jego znajomi, którzy przyjechali do miasta i wynajęli „apartment”. Wszyscy mają ksywy niezależnie od płci. I taka akcja: na koncercie jakiś obcy koleś dostawał łomot, więc oni ułańsko postanowili go bronić. Łucja powiedziała do Miłka: Ty NIE idziesz, więc NIE poszedł. ALE później wszyscy, razem z tym uratowanym gościem i jego dwoma kumplami wylądowali w tym „aparment”, gdzie fabuła mogła posłużyć za scenariusz kolejnego sezonu Euforii. Następnie mamy Lilę. Niby nic tu się nie może wydarzyć, lecz wczoraj, w szkole, jeden gość powiedział drugiemu, że kolejnego dnia, wszystkich zabije i żeby TEN lepiej NIE przychodził. Na grupie rodzicielskiej zawrzało i rodzice postanowili, że zagrożenie jest za duże, czas zawiadomić policję i nie wysyłają dzieci do szkoły dopóki szkoła nie zareaguje odpowiednio (Liliana do szkoły poszła). I jest jeszcze Mieszko, który niby neutralnie był tylko na premierze Drwala w Mac-u i uciekał z kumplem przed jakimś dziwnym gościem, ale w weekend wybiera się AŻ na dwa koncerty i zabiera ze sobą Łucję jako osobę pełnoletnią, która go wprowadzi. Dodajmy też, że na zebraniu w szkole okazało się, że wszyscy wiedzą gdzie BYŁ (ba, jedna nauczycielka zapytała go na korytarzu ILE zapłacił za bilet) i ja czułam się tak jakby wszyscy wcześniej widzieli moje gołe zdjęcia („oni wiedzą i myślą, że ja nie wiem, że oni wiedzą”),
Tyle w tym dobrego, że stoją murem za sobą i gdy Miłek zaproponował, że on chce jechać na męski wyjazd z Mieszkiem i swoim młodszym bratem – Olinkiem (równolatkiem Mieszka), Łucja odpowiedziała: NIE. On NIE jest taki 😀 I że panny wyrywają się razem te swoje lanczyki! Na lanczyk dotarł też dziś dziadek (bo raz w miesiącu ma spotkanie ze starymi kumplami), odwoziła go babcia i umówiłyśmy się potem na chwilę, na KAWĘ!
Koniec listopada to Festiwal Mistrzów Opowiadania. To impreza, na której bywałam przez wiele lat, ale w tym roku mi uciekła! Nie przegapiła jej za to Łucja, bo oni poszli na spotkanie całym wydziałem! Jedną z postaci na festiwalu jest opowiadacz z Bliskiego Wschodu i spotkali się właśnie z nim! Strasznie jej tego zazdroszczę i bardzo jestem dumna, że ma takie fajne zajęcia na studiach. Inna sprawa, że panna wczoraj była na koncercie (screeny z filmików w kolażu wyżej), wróciła w nocy i czy przy takim biorytmicznym zjeździe jaki dzisiaj jest, coś w ogóle złapała? Mi NIE pomogła nawet kawa, a na dodatek czeka mnie jeszcze zebranie w szkole Mieszka…
Lil, ale tak w ogóle cieszysz się z tego naszego wyjazdu?
Tak. Kocham Cię.
To Twoje „kocham Cię” jest takie samo jak „kocham Cię, matko” Łucji i to brzmi, że jestem jaka jestem, ale już ze mną ze mną wytrzymacie, bo jestem Waszą matką.
– córka do matki /z mojego aktualnego audiobooka w aucie („Wybór sióstr”).
Zakończyłam ostatni po-wyjazdowy etap porządkowania: posegregowałam wyprane skarpetki! I nie mamy na razie ochoty nigdzie jechać 😀 chociaż Łucję i Mieszka już nosi. Młody wybiera się gdzieś dziś z kumplem, a panna najstarsza idzie na koncert. Dziś instaluję także czasowniki na kontaktach, bo jednak zimno i trzeba zacząć dom dogrzewać. Na obiad szykujemy spaghetti oraz risotto z dynią i rozwiązałam też umowę z Shomaxem. Obejrzeliśmy Dextera, nie ma na na razie NIC co by nas ciekawiło (może jeszcze przed końcem okresu umowy obejrzę „Wewnętrznego Wroga”?), wracam więc na kolejny odcinek czasowy do Amazona. U Mieszka w szkole wydało się, gdzie młody był (kolega wsypał i nius poszedł), czego chciałam uniknąć, bo jednak zrywałam go w trakcie roku szkolnego. No ale mu wybaczono i tylko pani z pocztu sztandarowego, powiedziała mu, żeby był DYSPOZYCYJNY na 3 maja. Będzie!
A co robiłeś jak nas nie było? – przysłuchiwałam się rozmowie nastolatków w tramwaju. Było ich czterech i byli dość hałaśliwi, co typowe dla takich grupek.
Płakałem.
Coś jeszcze oprócz płakania?
Na nic więcej nie miałem siły.
😀 Zabawni są ci chłopcy! Ja natomiast wracałam z immersyjnej wystawy o Chopinie. Czy wiecie, że on był naprawdę drobny? Można było przyłożyć swoją rękę do „jego” i małe miał te dłonie i nijak wielkość dłoni NIE przeszkodziła mu w śmiganiu po klawiszach! Ba, oprócz muzyki, świetnie też malował i doskonale pisał. Jak to Lutka mówi: jak ktoś zdolny, to od razu na kilku płaszczyznach!
🎶🎶🎶
I ponieważ RANO z nieba, leciało jakieś białe coś (co co prawda znikało zanim dotknęło ziemi) pomyślałam, że ruszam z szykowaniem się do Świąt! Na początek zamówiłam książeczki! To NIE koniec, to raptem to, co będzie na Mikołajki, ale żeby już coś było! Tym bardziej, że Mieszko CHCIAŁ książkę! I to co sobie wymyślił, jest po angielsku, ale jest 100% pewien, że CHCE. Dla niego będzie więc Vagabond. Druga czerwona okładka będzie dla Liliany – Pozwól mi wejść, to opowieść o współczesnym wampirze. Emocjonalna, fantastyczna i chyba bardziej z segmentu Young Adults niż z działu literatury „dorosłej” (aczkolwiek JA też chcę ją przeczytać). Wyspa niechcianych kobiet to reportaż i uszczęśliwię nim Łucję. Mam schowek zawalony literaturą faktu, panna sama ostatnio sobie dużo kupuje i są książki ocierające się o prawa kobiet i ogólnie prawa człowieka. Jest to TAKŻE książka, którą ja chcę przeczytać. Ostatnia książka ma okładkę, która mi się CAŁKOWICIE nie podoba, ale Nocami krzyczą sarny jest podobno książką rewelacyjną. I to jest dla mnie!
Mieszko, gdybyś musiał wybrać, KIM byś wolał być? Kowbojem, piratem czy samurajem?
Nareszcie, Lila, zadajesz dobre pytania! To proste. Na pewno NIE piratem, bo oni byli brudni, mieli zepsute zęby i na tych łodziach musiało śmierdzieć. Odpada też kowboj, bo też był brudny i musiał mieć do czynienia z koniem. Za to samuraj dobrze się odżywiał i był czysty.
No ale był samotny – wtrąciłam.
Nie. Samuraj to był sigma.
To pytanie krążyło w klasie Lilki wśród chłopców i panna postanowiła je zadać bratu. Takie nowe pytanie o cesarstwo rzymskie? Tyle, że chłopcy w klasie Lili wybierali głównie kowbojów odrzucając zdecydowanie samurai, jako tych, którzy byli skazani na samotność.
🧭
Poniedziałek. Ekipa poszła do szkoły, a ja siedzę przy kompie. Z jet-laga chyba już wyszliśmy, chociaż wczoraj po powrocie od dziadków Mieszko zasnął o 20-stej i wstał dopiero dziś o siódmej. A czujecie już odliczanie do Świąt? Nam Diabli przywiózł kalendarze adwentowe (tzn. dzieciom, bo ja dostałam TYLKO czekoladowego Mikołajka), gdyż w Niemczech już praktycznie zniknęły ze sklepów! Mieszko ma JUŻ wiec kalendarz z klockami, Lila z kosmetykami, a Łucja wielką bombonierkę z 24 okienkami. Do zakupów na Mikołajki (btw.na grupie klasowej Mieszka już awantura JAKA składka) JA ruszam w przyszłym tygodniu. Black Friday dopiero za tydzień! Zimno. Za oknem fruwają mi małe ptaszki, którym wysypałam ziarno, ku wielkiej rozpaczy Bibi, bo DLACZEGO im, a nie jej? Nie mogę jej zresztą teraz wypuścić do ogródka by im ta zazdrośnica wyje!
🧭
Wkleję Wam screena z rozmowy dzieci na naszej grupie. Sytuacja miała miejsce gdy jechaliśmy pociągiem do Pekinu i tak jak Wam mówiłam, każdy siedział gdzieś indziej, lecz wszyscy mieliśmy miejsca koło okna.